Dom (zly)

Dom (zly)

poniedziałek, 28 października 2013

Czytaj! festiwal - relacja

Czytaj! Częstochowo 3 - Cz

Może na początek link do strony festiwalu http://www.czytaj.festiwal.info/2013/?page_id=2 Zaglądajcie tu, jeśli szukacie więcej i interesują Was szczegóły. Zapraszam też do polubienia strony na fejsie https://www.facebook.com/czytaj?fref=ts. Będę tutaj posiłkował się zdjęciami z tych dwóch źródeł.

Ciężko jest dotrzeć, przekonać te tysiące, te setki tysięcy potencjalnych odbiorców, które spragnione czytania, malowania, śpiewania, filmowania w szerokim kontekście literackim. Nazwa - Festiwal Dekonstrukcji Słowa - szczerzy swe kły złowrogo, a przecież idea jest taka, żeby się dobrze bawić. I tej dobrej i inteligentnej zabawy z tekstem literackim nie brakło w tym roku. Nasz festiwal staje się coraz bardziej miejscem dla radosnych działań , niż jakimś mega serioznym miejscem dla kognitywnopostrukturalnychcośtam. I chyba dobrze - jeśli uda nam się przekazać, że czytanie nie szkodzi, a daje odrobinę radochy, szczególnie takie czytanie ambitniejsze ciut, jeśli pokażemy, że czytać można wspólnie siębawiąc i że ta cała dekonstrukcja bardziej na funkcji ludycznej jest niźli na jakimś instytutowo-komaparatystyczno-postjakimś przekazie. Ostatnio ubawiłem się setnie, gdy przeczytałem zajawkę imprezy "Częstochowa do kryminału" -
"Pracownia Komparatystyki Kulturowej zaprasza na cykl spotkań z kryminałem, którego akcja dzieje się w Częstochowie. Podczas spotkań z autorami powieści kryminalnych chcemy przyjrzeć się przestrzeni Częstochowy w narracji kryminalnej, wychodząc od zlokalizowania charakterystycznych dla poszczególnych przywoływanych literackich odzwierciedleń miejskiej przestrzeni oraz od odwzorowania topografii wędrówek bohaterów po mieście".

Ale trzeba docenić, że oferta kulturalna w Częstochowie staje się coraz bogatsza, tylko na co tak się napinać. Tak się to już jakoś przyjęło, że dorabianie uczonej gęby coś tam nobilituje, nawet jak dzieło poślednie. Cóż, z każdego kitu można ulepić naukową rozprawę. Ale krzyż na drogę jajcogłowym, my się bawimy. A mam nadzieję, że wszyscy, którzy odwiedzili nasz Czytaj! bawili się dobrze. Oby za rok było nas więcej!   Napiszę tylko o tym, co widziałem i to krótko, bez wdawania.

Najsampoczątek spot festiwalowy http://www.youtube.com/watch?v=XynBXobaSrc Jak zwykle Królewny: Agata, Emilia i Magda dawały czadu, poświęcały swój czas  i twórczą ekspresję, by wzbogacić Czytaj!

A działo się dużo, dużo. Impreza za imprezą przez cały tydzień we wszystkich kolorach czytaja! W poniedziałek arcyciekawy wykład o prawie autorskim, potem gra w klasy na podstawie "Gry w klasy" Cortazara - było i po polsku i po hiszpańsku, a ja przekonałem się, że czytać nie umiem w żadnym z tych języków. Oczy mi siadają powoli, a szczególnie w złym świetle. Poniedziałkowa wisienka na torcie to była prawdziwa czytajowa uczta. Koncert Asi Miny, co nazywał się "Biało", był w istocie słuchowiskiem na żywo w oparciu o twórczość Mirona Białoszewskiego - kto nie był, niech żałuje. tak wyjątkowy i zaskakujący masterpiece nie zdarza się co dnia.

Drugi dzień wtorkowy, to czytanie Kereta w duecie Ola Florczyk - Waldemar Cudzik - bardzo ładnie wypadło. Do tego ciekawe spotkanie ze wschodzącą gwiazdą polskiej literatury, Ignacym Karpowiczem. Było miło, ale nie zmieniło to mojego dość chłodnego stosunku do prozy Ignacego, choć to tak przemiły, wręcz uroczy człowiek.

Środę odpuściłem, ale czwartek znów był świetny za sprawą spotkania z Sylwią Chutnik, której "Kieszonkowy atlas kobiet" uważam za książkę wybitną. Potem w Cafe Belg Krzysztof Niedźwiedzki przemontował "Sanatorium pod Klepsydrą" Hasa i dodając swoje dźwięki jako taperkę stworzył absolutnie magiczny ekstrakt z Schulza via Has. Szczególnie urzekł mnie montaż.

W piątek ogłosiłem wyniki w konkursie na recenzję "Czytaj i pisz!" i po tym przemiłym obowiązku, bo poziom prac częstochowskich uczniów był w tym roku wysoki, mogłem już oddać się kontemplacji współczesnego kina niemego w wykonaniu dziewczyn, które wcześniej znałem jako "Królewny team" ale zostały gdzieś po drodze przemianowane na "Fresh Meat Team" comisie juz nie tak bardzo, ale pal licho, bo film   "Fotolof" na podstawie prozy Marka Sierpawskiego rewelacyjny, a rewelacyjności dopełniła taperka zespołu Sok z Lemonem alias Improwizorka, która była też rewelacyjna w swej rewelacyjności. Na premierze filmu gościli już Krzysiek Bartnicki z małżonką i Ziemowit Szczerek, który w Częstochowie promował swoją nową książkę wydaną przez Ha!art "Rzeczpospolita zwycięska". Zrobiło się familiarnie i ciepło. Spotkanie z Ziemowitem, który nie mógł nic, bo zaraz jechał na jakiś ślub, bardzo fajnie się udało.

Sobota to muzyczny ekstrakt z Joyce'a, który ukrył w swoim hermetycznym "Finnegans Wake" zarówno  Paganiniego, Lutosławskiego jak i kilka innych rzeczy. Krzysiek opowiadał o   tym projekcie ze swadą i dużą dozą humoru,  rozmiękczając trochę problemy techniczne, o których wspominał główny wykonawca - Michał Ostalski. Na wieczór został jeszcze pokaz mody inspirowany "Diuną" Herberta, który mnie rozczarował i inspirowany "Diuną" Herberta koncert Tomasza Drozdka, który mnie oczarował. Super dzień, muzyczne wydarzenia tego roku były naprawdę mocne.

I ostatni dzień to od rana warsztaty moje recenzenckie pod szyldem "lubimy czytać" - dziękuję za dotarcie uczestniczkom,tóre niedzielnym porankiem miast iść do kościoła dotarły do ROK-u, mam nadzieję że było ciekawie i owocnie. Popołudnie już takie na bezdechu, ale świetne spotkania z Krzysztofem Piskorskim wokół jego "Cieniorytu" i spotkanie z małżonką niedawno zmarłego artysty Wojciecha Bruszewskiego wokół wydanej przez Ha!art książki "Big Dick". Było to także wspomnienie o artyście, który idealnie wpisuje się w naszą koncepcję dekonstruktywnego igrania ze słowem. Temat ten zasługuje na osobne omówienie i po lekturze "Big Dicka" na pewno do niego wrócę. Na zakończenie koncert "Brzoski i Gawrońskiego", którego nie usłyszałem, czego serdecznie żałuję, bo ponoć był świetny.

Czytaj! Trwaj!

czwartek, 17 października 2013

Jak zadowolić kobietę? - pararecenzja "powieści" Petry Hulovej "Plastikowe M3|

                                                                                                  LC oficrec
                                                                                                            


Na początku był list.
Panie Lapsusie,
Dziękuję za recenzję „Zniknąć” Soukupovej, tym razem przesyłamy na życzenie Lubimy Czytać „Plastikowe M3”. Prosimy o uważną lekturę, to jest strasznie pojechana, ale ważna książka, którą łatwo skrzywdzić pochopną opinią, jeśli się w nią człowiek nie „wkręci”. Prosimy serdecznie się wkręcić.
W imieniu swoim (tłumaczki) i Autorki, pozdrawiając
W głowie mej zrodziło się myśli milion i milion pytań. Co było źle z tą recenzją Soukupovej? Czegóż znowu nie dostrzegłem? Jakich treści nie odkryłem w swym ubogim „lapsusowym” odbiorze? Jak mocno skrzywdziłem niewinną książkę swą niedbałą opinią? No i jak tu się wkręcić w Hulovą, żeby jej dodatkowo nie skrzywdzić, to znaczy jej książki? Powrócił tym samym odwieczny problem męski – jak wykonać niewykonalne, jak zadowolić kobietę? Ba, nawet dwie kobiety!
Rzecz tym trudniejsza, że książka „Plastikowe M3, czyli czeska pornografia”, jest kompendium w dziedzinie jak zadowolić mężczyznę. Narratorką tego długiego monologu jest bowiem przedstawicielka najstarszego zawodu świata, z natury profesji zajmująca się zadowalaniem „raszpli”. I tu mam kolejny problem. Raszpla, jak chce Miejski Słownik Slangu, to „dziewczyna co to delikatnie mówiąc piękna nie jest. Brzydal”, Tymczasem „raszpla” to w nomenklaturze Petry Hulovej penis i jest ona, o zgrozo, rodzaju żeńskiego, a wtykacz, czyli wagina, jest rodzaju męskiego. „Wtykacz” i „raszpla” są zresztą według autorki autonomicznymi bytami, żyjącymi swoimi własnymi potrzebami i niewiele mają wspólnego z ich właścicielami. Są raczej bytami symbiotycznymi, które domagają się swoich praw w podporządkowanym konsumpcjonizmowi „digiświecie”. „Wtykaczowi” i „raszpli” też trzeba dać co trzeba, zadbać o komfort psychiczny i zdrowie, zaspokoić. I temu podporządkowała swoje życie w swoim plastikowym M-3 główna bohaterka i narratorka w jednym.
Ten banalnie nieskomplikowany twór, jakim jest mężczyzna, a raczej jego „raszpla”, ta brzydka dziewczyna, która dowodzi główką i głową „faceta”, potrzebuje tak niewiele, by poczuć się spełnionym - „digiseksu” w „digiświecie”, wirtualnego obrobienia wedle skrytych upodobań, ale bez przesady. W całym tym smutnym procesie stawania na wysokości zadania, społecznego dokazywania, odgrywania ról i zakładania masek „raszpla” musi się pocieszyć czasami i pocieszyć swego właściciela. To dla niego szeroki zakres usług seksualnych serwowany wedle upodobań, bez zobowiązań i uczuć, za pieniądze.
„Digiświat” w „digipaku”. Życie w plastikowym świecie sprzętów, „zdigitalizowanej” pseudorzeczywistości, tworzonej na miarę współczesnego człowieka XXI wieku. Zamiast życia, uczuć, problemów, prawdy - iluzja. Iluzja, która sprawia, że każda potrzeba może być zaspokojona w hipermarkecie wirtualnych doznań. Taka też jest „raszpla”, taki jest też „wtykacz” we współczesnym „digiświecie”, gdzie „nasz klient, nasz pan”. Gdzie nawet szczerość seksu staje się pornograficzną fikcją i tylko pani specjalistka wie, czego „raszpli” trzeba.
Cóż – trzeba wyskrobać jakieś zaskórniaki i zamiast do teatru albo na koncert skoczyć do burdelu, przekonać się jak to jest. Chyba znowu zbyt wiele nie zrozumiałem? Chyba nie sprostałem? Chyba znów się nie udało? Chyba tłumaczka i autorka nie poczują się spełnione? Nie wiem. Chyba nie, ale się starałem. Jak zawsze.
Pozdrawiając, Lapsus