Dom (zly)

Dom (zly)

wtorek, 17 czerwca 2014

Recenzja książki "Beksińscy" Magdaleny Grzebałkowskiej - wyd. Znak

 
  Beksińscy. Portret podwójny - Magdalena Grzebałkowska Magdalena Grzebałkowska grzebie w ranie. W opisie mówi co innego, niż opisuje w książce. Jeśli jest to książka o miłości, to o miłości Beksińskiego do sztuki.
Zdzisław to demiurg. Człowiek zamknięty w swoim świecie, dookoła niego na orbitach poruszają się satelity rodziny i przyjaciół. Ważną postacią jest tutaj przyjaciel artysty, Piotr Dmochowski, tak samo jak Zdzisław, autysta sztuki. Żona Zofia i syn Tomasz lewitują tutaj wokół obrazów Zdzisława. Artysta jest bezkompromisowy. Nosi w sobie poczucie winy wobec żony i syna, jednak każdym swoim dziełem mówi - nie podchodźcie bliżej. Łagodnośĉ Zdzisława jest łagodnością człowieka opętanego przez demona sztuki.
Zdzisławowi autorka poświęciła najwięcej miejsca i są to miejsca pisane na kolanach. W książce panuje aura bezkompromisowego artysty, perfekcjonisty w każdym artystycznym zakamarku. Prawdziwym złym duchem, dławiącym Tomasza, jest demon wielkiej sztuki, który żył w domu Beksińskich. Tomasz nie mógł uwolniċ się od tego upiora przez całe życie, nie mógł dorównaċ geniuszowi opętanego ojca. Sam został wampirem, gdy demon Zdzisława zapuścił kły w jego duszę.
Zofia to tajemnica. Targa na sobie ciężar geniusza i schizy syna. W książce praktycznie milczy. Syn rzyga – rzyga na rzeczywistośċ, rzyga na ojca i matkę, rzyga na kobiety, rzyga na siebie. Do samego końca. Radiowy mikrofon nie daje szans na wyzwolenie. Tomasz zaraża swoich wyznawców, tych, których także dławią demony - demony rodzinnych traum.
Zofia milczy.
Zdzisław płaci. Płaci straszną cenę - za poddanie się złym duchom, bez których nie byłoby jego obrazów.
Kto jest w stanie pojąċ sens tej walki. Czy genialne obrazy, które pozostały, tłumaczą wszystko?

„Beksińscy. Portret podwójny.” to jedna z najlepszych książek literatury faktu, jakie kiedykolwiek czytałem. Książka, która próbuje kłamaċ, ale i tak mówi prawdę. Książka bardziej o relacjach, których, jak w przypadku Zofii, musimy się domyslaċ, niż o wybitnym artyście. To satelity Beksińskiego, jego syn, żona, przyjaciele, mówią nam więcej o jego demonach niż on sam.





   

piątek, 13 czerwca 2014

Virgilio Pinera "Zimne opowiadania" - wyd. "Universitas"

 
lubimy czytać.pl ofiszal

Te opowiadania są zimne. Pinera jest pisarzem epoki lodowcowej. Nie ocenia. Nie miesza porządku etycznego z porządkiem ludzkim. Etyka jest dla niego jednym z ornamentów ludzkości. Jego proza unika ornamentów, więc jej w tych utworach nie znajdziemy. Jest za to śmiech. Ten śmiech jest smutny. Trochę sztuczny. Jakby martwy.
Virgilio Pinera to kubański pisarz niemal nieznany polskiemu czytelnikowi, choć winien być znany – Pinera przez wiele lat przebywał w Argentynie, gdzie poznał dobrze Witolda Gombrowicza. Nutę Gombrowicza można poczuć w większości tekstów zamieszczonych w tomie „Zimne opowiadania”, który został wydany przez Universitas w serii Nieznana Klasyka Literatury Latynoamerykańskiej. Tłumaczenia tego zbioru dokonał Tomasz Pindel, dzięki któremu możemy zapoznać się z wyjątkową prozą kubańskiego pisarza.
U Pinery poczułem nie tylko wpływ Gombrowicza, znalazłem także stylistyczną wspólnotę z Rolandem Toporem, a niektóre opowiadania przywodziły na myśl filozoficzną refleksję z „Bajek z królestwa Lailonii” Leszka Kołakowskiego. Niemniej nie można tu mówić o zapożyczeniach, raczej o pewnej pokoleniowej tendencji do zejścia pod podszewkę międzyludzkich relacji, o potrzebie zrozumienia rzeczy takich, jakimi one są w samej swej istocie, gdy odejmiemy im emocjonalne barwy.
Diagnoza, którą stawia Pinera w swych opowiadaniach jest surowa i brutalnie szczera. Pisarz ten odziera swoje postaci z ich poczucia wielkości i potrzeby rangi, odbiera im potoczną potrzebę zaistnienia, zaznaczenia swej obecności w świecie, demaskuje ludzkie starania jako immanentną dla gatunku ludzkiego potrzebę kłamstwa. Ludzka śmieszność jest u Pinery śmiesznością kukły domagającej się, aby uznano jej racje. Egzystencjalizm jest tu wyjściem poza obszar językowych norm, które nagle otwiera zamknięte do tej pory przejścia. Proza Pinery to przekonanie, że nie musi istnieć strach, który trzyma nas w ryzach i nie pozwala odlecieć. Te bariery zbudowaliśmy sobie sami, zdaje się mówić kubański pisarz.
Groteska i surrealizm, tragizm i śmieszność, oniryzm i baśniowość łączaą się w tych opowiadaniach, by przynieść czytelnikowi odrobinę dystansu do tego, co banalnie zwykliśmy nazywać ludzkim życiem.

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Recenzja książki "Praga z Hrabalem" Tomasza Mazala - "Czuły Barbarzyńca Press"

                                                                  
lubimy czytać.pl ofi

Hrabal jest pisarzem życia. Głównie swojego życia, ale to, co jego własne i prywatne, stało się, myślę, wspólną własnością „hrabalofilów”. Oczywiście całe to „żywotopisanie” jest tylko poniekąd, więc iluzja życiowej prawdy to rodzaj perwersyjnej w gruncie rzeczy gry prowadzonej z czytelnikiem. Nie widzę jednak powodu, żeby tych literackich podchodów nie przedłużać poza książki, żeby nie spróbować podążać za pisarzem po Pradze, po miejscach, w których bywał, gdzie pił piwo, pisał i mieszkał. Książkę Tomasza Mazala „Praga z Hrabalem” pragnę potraktować jako jedyną w swoim rodzaju mapę do gry miejskiej, zatytułowanej „Podchody z Hrabalem”, do której instrukcję znajdziemy w książkach pisarza.
Huczne obchody stulecia urodzin Hrabala, które przypadały 28 marca 2014, dotarły także do Polski, gdzie czeski pisarz ma wielu miłośników swojej prozy. Podczas krakowskich obchodów zaprezentowano między innymi książkę Tomasza Mazala wydaną przez „Czuły Barbarzyńca Press”, najlepszego specjalistę na rodzimym rynku księgarskim od twórczości Bohumila H., za co wydawnictwu temu chwała. Mazal znał pisarza osobiście, więc jest dla nas dobrym przewodnikiem i wprowadza do swej książki osobisty ton, który doskonale pasuje do hrabalowskich peregrynacji.
Polacy, my Polacy, mamy w naturze skłonności pielgrzymkowe, więc „Praga z Hrabalem” w dłoń i maszerujmy po miejscach, które zaszczycił swą obecnością mistrz bawidulskiej opowieści. Hrabal porównywał w swoich tekstach knajpę do Nieba, a jej bywalców do grona zbawionych, mieszając swym zwyczajem sacrum i profanum w nieoczekiwanych proporcjach, zatem takie „pielgrzymowanie” wcale nie musi nadużyciem – sięga raczej do sedna tego, co sam Hrabal określał jako „milieu praskiej ironii”.
W mojej prywatnej „hrabalomaniackiej” skali „Praga z Hrabalem” osiąga maksymalną notę – 10 na 10. Za to,że jest przewodnikiem nie tylko po miejscach, ale przede wszystkim po życiu pisarza. Za to, że jest w niej mnóstwo unikalnych informacji, których nie znajdziemy w wydanych do tej pory biografiach. Za to, że opowieść o życiu i miejscach jest przeplatana z literackim autokomentarzem samego twórcy w doskonałych proporcjach. Za to, że znalazłem tu mnóstwo wyjątkowych zdjęć, których próżno szukać w innych źródłach. Za to, że są szczegółowe mapki. I za miejsce na notatki pod koniec książki, które sprawia, że nie wypada nic innego, tylko sięgnąć po „Pragę z Hrabalem” i przemierzać z nią hrabalowskie szlaki.