Dom (zly)

Dom (zly)

wtorek, 27 grudnia 2016

Recenzja powieści "Klasztor" Zachara Prilepina - wyd. Czwarta Strona

„I tak warto żyć”
                                                                   oficjalna recenzja


Sołowki to najstarszy gułag, który w epoce sowieckiej stanowił pierwowzór dla innych tego typu instytucji, gdzie zsyłano ludzi, by zamęczać ich systemowo ku chwale komunistycznego molocha. Najpełniej opisał to zjawisko Aleksander Sołżenicyn w swoim wiekopomnym dziele „Archipelag Gułag”. Zachar Prilepin, współczesny pisarz rosyjski, żołnierz walczący w Czeczenii i krytyk Putina, wraca do samego źródła „archipelagu”, do owianych mroczną legendą Wysp Sołowieckich, gdzie na terenie średniowiecznego monastyru powstało pierwsze miejsce komunistycznej kaźni.

„Klasztor” wpisuje się w temat „literatury obozowej” w oryginalny sposób. Wielkie dzieła tego nurtu powstawały w drugiej połowie XX wieku i miały charakter rozliczeniowy wobec okrucieństw tamtego czasu. Wydawało się, że nie sposób nic nowego powiedzieć na ten temat i można jedynie powielać opisy zbrodni i okrucieństwa, aby pamiętać o tamtych czasach. „Klasztor” nie jest jednak opowieścią o kaźni. „Klasztor” jest opowieścią o życiu za wszelką cenę. „Klasztor” jest peanem na cześć życia nawet w najbardziej ekstremalnych warunkach. „I tak warto żyć” można by zacytować słowa znanej piosenki.

Bo takie jest życie Artioma Gorianowa, głównego bohatera „Klasztoru”. Pasmo udręk i tortur przeplatane jest pięknymi momentami i pięknymi ludźmi, a wszystko to wyostrzone smakiem surowego archipelagu sołowieckich wysp. Kasza smakuje tu sto razy bardziej, i ryba, i gliniasta kromka chleba. Jednocześnie każde cierpienie powszednieje, a receptą na przeżycie jest myśl, że istnieje przemijanie, że za chwilę ten ból ustanie, a może zdarzy się coś pięknego. Takich pięknych doświadczeń Prilepin opisuje dość dużo – piękne rozmowy, piękna literatura, piękna rosyjska dusza i jej metafizyka. Widać gołym okiem, że Zachar Prilepin przeżył w swym życiu niejedno ciężkie doświadczenie i nauczył się, że „i tak warto żyć”.

W „Klasztorze” zdarza się też piękna miłość do wysokiej funkcjonariuszki obozu – Galiny Kuczerienko. Autor umiejętnie kontrastuje drastyczną scenerię obozu ze zmysłowym uczuciem dwojga ludzi, stojących po przeciwnych stronach. Oboje uciekają w uczucie i seks przed okrutnym światem czekistów i więźniów, którzy są gotowi zabić za najmniejszą przyczyną. Gułagowy romans w pewnym momencie staje się wiodącym tematem utworu.

Powieść Prilepina ma swój autentyczny pierwowzór – autor zainspirował się historią swego dziadka. Ten epicki, także pod względem rozmiarów, utwór nawiązuje do najlepszych wzorców powieści XIX-wiecznej z Fiodorem Dostojewskim i Lwem Tołstojem na czele i trzeba przyznać, że nawiązuje godnie, tworząc uniwersalny wymiar tego obcego i odległego nam świata. Powieść wymaga czasu i skupienia, nie da się tutaj nic przyspieszyć i oszukać. W tę historię trzeba wejść i się jej oddać, ale trud ten będzie wynagrodzony.

Za olbrzymi trud i podjęcie wyzwania, jakim było polskie wydanie tej powieści, należą się podziękowania dla wydawnictwa „Czwarta Strona” oraz  tłumaczki, Ewie Rojeckiej-Olejarczuk.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz