Dom (zly)

Dom (zly)

sobota, 8 lipca 2017

Recenzja filmu "Ostatni w Aleppo" , dystrybucja Against Gravity

Widmo Apokalipsy

"my zazdrościliśmy
roślinom i kamieniom
zazdrościliśmy psom
chciałbym być szczurem
mówiłem wtedy do niej
chciałabym nie być
chciałabym zasnąć
i zbudzić się po wojnie
mówiła z zamkniętymi oczami"
"Zostawcie nas" Tadeusz Różewicz

Ten film poraża. Choć owo porażenie jest często wyświechtane, bo tyle zła na świecie i tyle drastycznych dokumentów, to w przypadku filmu Fayyada trudno znaleźć bardziej adekwatne określenie na to, co oglądamy na ekranie. Właśnie nad znaczeniem słów wobec rzeczywistości wojny zastanawiałem się, oglądając „Ostatnich w Aleppo” - bestialstwo, okrucieństwo, wcielone zło, brutalność? Czy te słowa mogą oddać to, czego jesteśmy świadkami podczas seansu? Nie ma takich słów. Reszta jest milczeniem.

Reżyser nie oszczędza widza w najmniejszy sposób. Tematem filmu jest wojna. Tematem jest śmierć. Bohaterami są członkowie syryjskiej obrony cywilnej, czyli „Białych Hełmów”. Organizacja ta zajmuje się ratowaniem ludzi spod gruzów, które są efektem bombardowań prowadzonych przez wojska rosyjskie i lotnictwo Bashira Assada. To właśnie obalony dyktator jest ukazany jako czarny bohater tej olbrzymiej tragedii.

Mimo że „Białe Hełmy” uratowały około 60 tysięcy ludzkich istnień, to twórcy nie pozostawiają nam cienia wątpliwości, że większość akcji ratowniczych kończy się fiaskiem i spod gruzów wyciągane są ludzkie zwłoki lub szczątki. W jakiś beznadziejnie groteskowy sposób wybrzmiewa w filmie scena, gdy bohaterowie starają się zidentyfikować ofiarę bombardowanie po kształcie oderwanej i na wpół spalonej stopy. Ofiarami wyciąganymi spod gruzów są w tym filmie głównie dzieci.

Na pierwszy plan wysuwa się tutaj Khalid – młody mężczyzna, który nie jest żadnym fanatykiem, raczej pogodnie usposobiony i szukający w tej beznadziejnej sytuacji promyków jasności. Niesie pomoc i angażuje się w akcje ratownicze, bo uważa, że trzeba działać, by w piekle na ziemi odnaleźć resztki człowieczeństwa. Bohaterowie są ukazani w sposób jednoznacznie pozytywny jako oddani swojej służbie. Ich refleksje, aby opuścić Aleppo, mają charakter teoretyczny. Oni sami nie wierzą w to, że zostawią Aleppo. Póki wegetują tam ludzie, to oni muszą być gotowi nieść im pomoc.

Ważnym bohaterem jest miasto – Aleppo wygląda jak nasze obrazki z powstania warszawskiego. Stos ruin i zgliszcz. „Białe Hełmy” muszą cały czas uważać, by nie runąć w przepaść wraz z fragmentem ściany. To skojarzenie z warszawskim krajobrazem po bitwie było u mnie bardzo silne. To właśnie ten obraz, obraz miasta w gruzach, działa na widza jak deja vu. Ten widok przypomina, że to już się raz wydarzyło. I nie może wydarzyć się po raz drugi nad Wisłą! Wojna to żywioł, gdzie nie ma wygranych ani przegranych, są tylko ofiary, a jedynym zwycięzcą jest Śmierć, zbierająca w Aleppo swoje stukrotne żniwo.

Twórcy i bohaterowie stoją jednoznacznie po jednej politycznej stronie sporu, tej, która stanęła u źródeł buntu przeciw reżymowi Assada i powstaniu tzw. „państwa islamskiego”. Budzi to niepokój i brak jednoznacznej oceny postaw bohaterów. Co pewien czas „pozytywni” bohaterowie uczestniczą w wiecach przeciwko Assadowi, gdzie widzimy obraz podobne do tych, jakie towarzyszą relacjom telewizyjnym, gdy mowa o ISIS. Niepokój budzą także scenki rodzajowe z „normalnego” życia w Aleppo, gdzie widzimy ludzi, którzy przypominają islamskich radykałów – kobiety od stóp do głów szczelnie zakryte, brodaci mężczyźni w czarnych chustach. Jedynie dzieci są tu takie jak wszędzie.

W filmie rzadko pada słowo Allah, a członkowie „Białych Hełmów” także zdają się koncentrować na niesieniu pomocy a nie polityczno-religijnych deklaracjach, jednak my jako widzowie nie wiemy, kto tutaj o co gra. Jedną pewną rzeczą jest ta przerażająca rzeczywistość jak z wiersza Różewicza „Człowieka tak się zabija jak zwierzę
widziałem:
furgony porąbanych ludzi
którzy nie zostaną zbawieni” ("Ocalony")

I tylko jedna myśl towarzyszyła mi po seansie – aby ta wielka tragedia nie powtórzyła się tutaj, że jesteśmy o krok od hekatomby, że jeśli się cofniemy, jeśli nie będziemy ponad polskimi podziałami w stanie obronić dorobku naszej cywilizacji, cywilizacji Zachodu, jutro możemy być tam, gdzie dziś jest Syria.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz