Dom (zly)

Dom (zly)

niedziela, 8 kwietnia 2018

Recenzja filmu "Twarz" Małgorzaty Szumowskiej


Polska bez twarzy

Nowy film Małgorzaty Szumowskiej „Twarz” został już doceniony na festiwalu w Berlinie. I nie jest to jedyny powód , dla którego warto to dzieło obejrzeć. Przecież Małgorzata Szumowska to dla nas wyjątkowy powód do dumy, gdyż każdy jej film jest doceniany w Europie wydaje mi się bardziej niż w samej Polsce, a przecież wszystkie jej dzieła są mocno z Polską związane. Szumowska nigdy nie wyparła się polskości i nie siliła się na nowoczesną europejskość. Ta cecha decyduje według mnie o jej filmowej wyjątkowości, że na prezentowane problemy spogląda z perspektywy Polski i to spojrzenie, którego się nie wstydzi, wyostrza wymowę jej filmów.

Twarz” nawiązuje do sprawy pierwszej w Polsce transplantacji twarzy, którą przeprowadzono w 2013 na młodym mężczyźnie. Autentyczna historia jest dla twórców jedynie pretekstem dla ukazania z jednej strony panoramy polskich problemów i kompleksów, z drugiej ukazania egzystencjalnego dramatu samotnego człowieka, który uległ wypadkowi. Te dwa elementy przenikają się w filmie i tworzą opowieść o współczesnej Polsce, ale także przypowieść o losie człowieka, który w jednym momencie staje się dla otoczenia dziwadłem.

Podoba mi się humor Szumowskiej. Dla mnie jej filmy to dowód, że humor nie ma płci. Jest to humor ostry, drapieżny i mocno ironiczny, a że reżyserka wypowiada się w swoich filmach na „trudne tematy” to jest wielką sztuką, by nie przekroczyć granic dobrego smaku. Szumowska to balansowanie na granicy dobrego gustu opanowała doskonale i chociaż czasem zdaje się, że jej filmy idą w stronę drapieżnej publicystyki Vegi to poetyckie twisty, swoiste zawieszenie, znak zapytania zamiast wykrzyknika, powodują, że ta ostra wymowa jest nieoczywista i wybrzmiewa jak prowokacja a nie deklaracja.

Tak jest z humorem „Twarzy”, który z pozoru wydaje się najbardziej ewidentnym wyrazem antypolskiej histerii, która stała się po pierwsze modna, po drugie jest często przepustką dla dzieł słabych, które nie zasługują na większą uwagę. „Twarz” nie jest jednak filmem, który można zbyć przypięciem kilku łatwych etykietek. Szumowska nie musi tego robić, naprawdę nie musi podrabiać stylu Vegi. Momentami tak jest – na przykład łopatologiczna scena spowiedzi, która pokazuje, że Szumowska dawno nie miała nic wspólnego z konfesjonałem. Ale są to raczej pojedyncze wpadki. Satyra na Polskę jest w „Twarzy” wymierzona ostro i celnie. Naprawdę możemy się przeglądać w tym filmie jak w zwierciadle, ważne jednak, aby widz nie miał przekonania, że to oni, ci inni są tacy, a ja jestem w porządku. Tylko wtedy ta satyra będzie miała sens.

Twarz” wpisuje się w modny ostatnio nurt biograficzny w polskim kinie. „Bogowie”, „Najlepszy”, „Sztuka kochania” to tylko kilka przykładów, pokazujących jak autentyczne historie z sukcesem udało przenieść na ekran. Oczywiście „Twarz” to jedynie pretekst, by opowiedzieć historię młodego metalowca słuchającego na okrągło „Hardwire to self destruct” (brawurowa rola Mateusza Kościukiewicza), który wskutek wypadku jest odbierany przez otoczenie jako wybryk natury, ale znów mamy do czynienia z sytuacją, gdy w realnej historii poszukujemy rozwiązań nurtujących problemów. I w tym aspekcie Szumowska wygrywa na całej linii, bowiem tę prawdziwą historię przenika aura bajkowej przypowiastki, która powoduje, że ta „polska” historia nabiera uniwersalnego, humanitarnego wymiaru.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz