Dom (zly)

Dom (zly)

czwartek, 24 listopada 2016

Recenzja książki "Śmieję się z bogami" - Wydawnictwo w Podwórku

17-11-2016

Deklaracja niepodległości

Autor recenzji: lapsus
Tytuł książki: Śmieję się z bogami
Autor książki: Charles Bukowski
Obserwuję, że wracamy do pisarstwa Charlesa Bukowskiego coraz częściej i na wszelkie możliwe sposoby. To jest ważne, że poprzez Hanka możemy przyjrzeć się światu i naszej współczesności. Proza Bukowskiego jest uniwersalna, a ten uniwersalny wymiar uzyskuje poprzez doświadczenie wyrzutka, który potrafi na świat i ludzi spojrzeć z dystansu. Oto, co dla mnie najważniejsze w tej prozie – nie picie, dupczenie i tumiwisizm, ale poczucie wyobcowania, a nawet swoista „deklaracja niepodległości”, w której Bukowski mówi: „pieprzę wasz chory, chciwy, nędzny świat, dajcie mi się w końcu wyspać”.

Tym razem poznajemy Bukowskiego nie wprost z kart jego autobiograficznych dzieł, ale poprzez wywiad, którego w latach 80. udzielił włoskiej dziennikarce Fernandzie Pivano.
Już na początku Pivano zaznacza, że zalicza się do grona przyjaciół Ernesta Hemingwaya i od tej pory cień tego pisarza zalega na całym wywiadzie, jakby autor „Komu bije dzwon” był kluczem do zrozumienia postawy i dzieła Charlesa Bukowskiego. Hank jednak dystansuje się od tego, tak jak dystansuje się od wszelkich obiegowych sądów na temat literatury – Hemingwaya ceni tak sobie, a jeśli już to jego starsze, mniej znane dzieła. Fernandzie Pivano zdaje się to nie przeszkadzać, bo pyta, czy będzie mogła zaliczyć Hanka także do grona swoich przyjaciół. Mamy zatem motyw – Bukowski jest dla Pivano rzadkim okazem w gronie przyszpilonych w jej prywatnej gablotce literackich motyli przeklętych.

W 1980 roku, kiedy wywiad miał miejsce, Bukowski skończył 60 lat. Miał w miarę ustabilizowane życie i 30 lat młodszą Lindę Lee u boku, która nie dość, że znosiła jego schizy (czasem przemoc, co widać na filmach na YT) to jeszcze opiekowała się, będącym u progu starości, pisarzem. Sam Bukowski był wtedy na etapie tworzenia jednego ze swoich najlepszych dzieł, a mianowicie „Z szynką raz!”, gdzie powracał do czasów swojej młodości – okresu „Wielkiego kryzysu” i II wojny światowej.

Fernanda Pivano nie piła. Hanka pewnie to ucieszyło, że nie będzie musiał dzielić się alkoholem. W wywiadzie Bukowski często dopytuje się, dlaczego feministki go nie lubią i nikt, o dziwo, nie potrafi znaleźć satysfakcjonującej odpowiedzi. Ja ją znam. Hank za młodu był brzydki jak noc, cierpiał w na jakąś skórną chorobę, w której wyniku twarz miał całą w potężnych skrofułach nabiegłych ropą i nie miał szans u kobiet. Pierwszy stosunek odbył w wieku 24 lat z jakimś monstrum, co plastycznie przedstawia w jakichś wywiadach i na kartach swych dzieł – Hankowi zawsze myliła się rzeczywistość i twórczość.

Potem chlał tak, że w wieku koło 30. lat prawie się przekręcił w wyniku krwotoku. Ot, ciekawszy i dłuższy proces samounicestwienia. To był moment przełomowy. Od tego czasu zaczyna się jego drugie życie – pisarza, dziwkarza i pijaka, a nie tylko pijaka i trampa jak do tej pory. Kobiety porządnie zalazły Hankowi za skórę i nie oszczędza ich w swoich książkach. Dla niego seks to walka a nie żadna czułość, żadna miłość. Dlatego, gdy czytam, że on się dziwi, co jest w jego książkach takiego, że nie lubią go feministki, to widzę w tym takie samo szyderstwo jak w słynnym francuskim telewizyjnym programie „Apostrophe”, gdzie poklepuje jakiegoś staruszka po łysinie i wygląda jak nabzdryngolona małpa, która chce napluć w gębę całemu światu.

Ale jest w wywiadzie Pivano coś, co rzeczywiście dało mi do myślenia. Jak powiedziałem, Bukowski pisał wtedy „Z szynką raz!”, powieść o swojej młodości, a w tej młodości był wątek nazistowski. Buntowniczy Bukowski gardził patriotycznymi hasłami i owczym pędem prawilnych obrońców Ameryki. Przystąpił więc do faszystów. Nie dlatego, że lubił Hitlera, ale dlatego, by wkurzyć ludzi, żeby pokazać ile warte są ich demokratyczne ideały, żeby znienawidzili go jeszcze bardziej. Tak samo dziś Bukowski pokazałby środkowy palec pompatycznym „obrońcom demokracji”, tak samo na złość im szedłby w pierwszym szeregu Marszu Niepodległości albo spotykał się na tajnych kompletach z chłopakami z ONR-u, tak samo wyrzuconymi na margines rzeczywistości jak on. Oto współczesna aktualność i deklaracja niepodległości w wykonaniu Hanka. Oto prawdziwa, nie otumaniona hipokryzją apolityczność, gdy tłum gardłuje swoją poprawność, nie bacząc na mord jednostki – tej znienawidzonej, ohydnej, introwertycznej jednostki, która zawsze będzie na „nie”, bo doskonale wie, że jesteśmy marionetkami w rękach wielkich manipulatorów, którzy, pod hasłami wolności i sprawiedliwości, mówią nam, co mamy robić.

Zawsze pytam, dlaczego masy robią bohaterów ze współczesnych „hitlerków”? To nie jest odpowiedzialność tych mas. To jest odpowiedzialność elit, które doprowadzają te masy na skraj przepaści i mówią im: „nie krępuj się – skacz!”. Hank tworzy dla odszczepieńców, dla wyalienowanych cząsteczek masy, które pozostają same ze swoimi problemami i w akcie obojętności pokazują, że jest im wszystko jedno.

Poza tym „Śmieję się z bogami” to książka pięknie wydana, przyjemna w obcowaniu i w ogóle miła, za co należą się podziękowania gdańskiemu Wydawnictwu w Podwórku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz