W tym roku obejrzałem w kinie 173 filmy, bo kino to moja świątynia.
Kino wszech czasów: Zmartwychwstanie reż. Bi Gan Chiny 2025
Za historię kina, za wiarę w kino także jako miejsce, gdzie odbywa się kult sztuki. Nieprzypadkowo ta epicka historia kina kończy się w 2000 roku, gdy władzę przejmuje internet.
Kino mainstreamu:
Jedna bitwa po drugiej reż. Paul Thomas Anderson
To z jednej strony film przygodowy a z drugiej filozoficzny, kino drogi i kino refleksji w jednym, kino polityczne, które bezlitośnie politykę krytykuje, komedia i dramat w koncentracie. Ale przede wszystkim film o wartościach, o tym, co najważniejsze – najlepszy i najmądrzejszy film tacierzyński, jaki kiedykolwiek widziałem.
Najlepszy film grozy, bo tam dużo ciekawego się działo: Oddaj ją, Zniknięcia, Together, ekranizacje prozy Stephena Kinga, ale mój wybór:
Presence reż. Steven Soderbergh/USA 2024/ Trzymał mnie ten film za twarz od początku do samego końca. Jakie to było dobre, a najlepsza gra ducha, którego nie widzimy wcale, bo „gra” go kamera. Najlepszy horror ostatnich lat, może XXI wieku, ale to rzecz gustu. Soderbergh gra konwencją „Obecności”, ale doprowadza ją, mimo swego minimalizmu, do mistrzostwa!
Najlepszy film komediowy, bo tak trudno mnie ostatnio w kinie rozśmieszyć:
Bugonia reż. Yorgos Lanthimos
Za przewrotność, za mądry czarny humor, za doskonałe kreacje aktorskie, za to, że Lanthimos znów stał się na chwilę sobą.
Kino europejskie, które dycha coraz słabiej i próbuje z różnym skutkiem naśladować Hollywood.
Operacja Maldoror reż. Fabrice du Welz, Belgia – za to, że kreatywnie i z emocjami przekształca typowe schematy kina sensacyjnego, czyniąc z nich osobistą a zarazem europejską opowieść o ostatnim prawdziwym Belgu.
Kino polskie po rozczarowaniu biopicami „Chopin, Chopin”, „Franz Kafka”
Dziewczyna z igłą reż. Magnus von Horn – nie do końca polskie, ale wielkie kino, czerpiące inspirację z tradycji kina europejskiego, by odwiedzić mroczne zakątki, zajrzeć do naszych piwnic podświadomości.
Dom dobry – szczególnie dla Smarzowskiego, że pozostał sobą w tropieniu polskich traum.
Grzyby Pawła Borowskiego – za wielką magię osiągniętą minimalnymi środkami.
Film muzyczny
Sirat reż. Oliver Laxe Tym filmem rządzi rave, tym filmem rządzi trans, tym filmem rządzi pustynia. Wygląda na to, że jest wesoło? Nie jest. Jest bardzo, bardzo smutno. Sirat jest filmem depresyjnym, zrodzonym z bezradności wobec coraz bardziej okrutnego świata. Świata, który wyczerpuje się z dobra, ale zamiast umrzeć, staje się tylko coraz gorszy.
Film dla dzieci, animowany
Flow reż. Gints Zimbalodis
Czy łotewska animacja może zostawić w tyle filmy Disneya i Pixara? Tak - kiedy przemawia uniwersalnym i zrozumiałym dla każdego językiem zwierząt o uniwersalnych prawach przyrody. Te stworzenia nie potrzebowały Noego, potrzebowały kogoś, kto opowiedziałby ich przypowieść o arce w pięknej wizualnie formie.
Kino religijne, bo to wyjątkowo zaniedbany nurt przez twórców (szczególnie polskich), ale wyjątkowo jest jeden taki film:
„Niedziele” Alandy Ruiz De Azny to kino szlachetne i czyste jak łza, film z ducha Simone Weil i Edyty Stein.
Kino arthousowe
„Lamaland” reż. Pablo Sigg/ Meksyk, Szwajcaria/ Filmowy tryp-tyk Szatan, Taniec śmierci, Raj. Trzystopniowa podróż do końca świata i do jego początku, dziejąca się w walącej chałupie, gdzieś w paragwajskiej dżungli, która miała być Nową Germanią, krainą aryjskiej szczęśliwości, gdzie żyją bracia – powinowaci Fryderyka Nietzschego. Bezkompromisowe kino mierzące tak wysoko, że tego celu można nie dostrzec. A może kino totalne w całej swej skromności. 10/10
Wydarzenie:
Cykl „Kino, które zostało?”, czyli retrospekcja z kina medytacji na Nowych Horyzontach 2025.


