Wszystkie nasze "ukraińskie" lęki
Plakat: Patrycja Podkościelny"Medea" z Teatru im. Adama Mickiewicza w Częstochowie w inscenizacji Adama Nalepy personifikuje wszystkie nasze lęki związane z emigrantami z Ukrainy. Hanna Novak, ukraińska aktorka, grająca także swym akcentem, sublimuje polski strach przed zemstą i terroryzmem, który tak często pojawia się dziś w nieoficjalnej narracji, przebijając się coraz mocniej do głównego nurtu i stając się coraz częściej tematem politycznej gry. Mitologiczne wyolbrzymienie problemu może mieć w tym wypadku oczyszczającą moc katharsis, ale jeśli ktoś już został skażony "wirusem Brauna", to będzie i tak potrzebował silniejszych zabiegów sanitarnych w postaci dezynfekcji, dezynsekcji i deratyzacji.
Na głębszym poziomie działa symbolika biało-czerwona, gdzie "biel" jest pierwiatkiem męskim i czystym rasowo, wyrachowanycm i politycznym, "czerwień" natomiast symbolizuje kobiecość, namiętność, silne emocje i bunt. W tym kontekście "biała" Polska przeciwstawiona została "czerwonej" wymieszanej rasowo i kulturowo fali, która nie zna granic. Dla Sokratesa, który za głoszenie niewygodnej prawdy został skazany na wygnanie bądź wypicie cykuty, nie ulegało wątpliwości, że większą karą jest zostać egzulemi niż pozbawić się życia. Dziś raczej ojczyznę nosimy w sobie i nie musimy ulegać antycznym dylematom, mając prawo do poszukiwania własnego miejsca na Ziemi - mówi nam o tym doświadczenie emigracji zarówno polskiej jak ukraińskiej, ale przede wszystkim migracji jako stałego elementu współczesności.
Już w poprzedniej premierze, inscenizacji "Tanga", częstochowscy twórcy nie unikali zaangażowania, oni jako pierwsi, a konkretnie Waldemar Cudzik, pod koniec zeszłego roku zdefiniowali obecnego prezydenta RP jako "mrożkowskiego" Edka. "Medea" jest kolejnym aktem artystycznym, który nie unika kontrowersji oraz prowokuje do większego zaangażowania, przede wszystkim intelektualnego.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz