Dom (zly)

Dom (zly)

niedziela, 31 marca 2013

Papież Franciszek i Norwid

"Z jakże wielką radością głoszę wam: Chrystus zmartwychwstał! Chciałbym, aby 

ta wieść dotarła do każdego domu, każdej rodziny, zwłaszcza tam, gdzie jest 

najwięcej cierpienia, do szpitali, do więzień. - Stańmy się narzędziami 

miłosierdzia, kanałami, przez które Bóg może nawadniać ziemię, strzec całego 

stworzenia i sprawić, aby rozkwitła sprawiedliwość i pokój."

Papiez Franciszek mówi rzeczy tak proste, oczywiste, wręcz banalne. Przecież  nie mówi jakichś szalonych rewelacji, powtarza jedynie słowa Ewangelii. " Bo byłem głodny, i daliście mi jeść; byłem spragniony, i daliście mi pić; przybyszem byłem, a przygarnęliście mnie;  nagi - a odzialiście mnie; zachorowałem, i odwiedziliście mnie; znalazłem się w więzieniu, a przyszliście do mnie".
Z tego człowieka emanuje dobro, każdy jego gest, każde słowo przypomina o  humanizmie chrześcijanina, trosce o świat, który człowiek ma zadanie chronić i dbać o niego. W sporach zdążyliśmy zapomnieć, o tym , co najważniejsze - empatii wobec cierpienia, wobec bólu, która zawsze jest empatią Boga, cierpiącego na krzyżu. Żeby nigdy nie być samotnym. Żeby wiedzieć, że w takich chwilach On jest najbliżej. 
Jest w człowieku żądza, pragnienie władzy, pieniędzy, seksu; w końcu uśmierzania egzystencjalnego bólu, w końcu pragnienie wolności, samotności, oderwania, w końcu unicestwienia, pustki. Lecz gdy patrzę na papieża Franciszka, który obejmuje dziecko z porażeniem mózgowym, budzi się nadzieja. Od swojej nędzy możemy uciec jedynie w ramiona drugiego człowieka. Tego słabego,  dotkniętego, chorego, samotnego.
I ta świadomość, strach,  że świat temu dobru nie pozwoli rozkwitnąć, że świat to dobro upodli. Ta niemożność, o której pisał Norwid m.in. w "Fortepianie Chopina". Zmarł gdzieś w przytułku, pochowany w zbiorowej mogile dla nędzarzy gdzieś w Paryżu.
A w tym... coś grał - taka była prostota 
Doskonałości Peryklejskiéj, 
Jakby starożytna która Cnota 
W dom modrzewiowy wiejski 
Wchodząc, rzekła do siebie: 
"Odrodziłam się w Niebie 
I stały mi się Arfą - wrota, 
Wstęgą - ścieżka... 
Hostię - przez blade widzę zboże... 
Emanuel już mieszka 
Na Taborze!" 
I była w tym Polska - od zenitu 
Wszechdoskonałości dziejów 
Wzięta tęczą zachwytu - 
- Polska - przemienionych kołodziejów! 
Taż sama - zgoła 
Złoto-pszczoła... 

Tak mi się schodzą tutaj i Franciszek, i Norwid, i Antyk, i Emanuel, i Tabor,i Polska, wszechdoskonałość i prostota.. I że
Piętnem globu tego - niedostatek: 
Dopełnienie?... go boli!... 
On - rozpoczynać woli 
I woli wyrzucać wciąż przed się - zadatek! 
- Kłos?... gdy dojrzał - jak złoty kometa - 
Ledwo że go wié w ruszy - 
Dészcz pszenicznych ziarn prószy, 
Sama go doskonałość rozmieta... 

Ale przecie to nie porażka, bo zarówno słowo Norwida, muzyka Chopina, gest Franciszka,  słowo Chrystusa trwają. Mimo szyderstw on są żywe.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz