Dom (zly)

Dom (zly)

piątek, 17 lipca 2015

Recenzja książki "Z szynką raz!" Charlesa Bukowskiego - wyd. Noir sur blanc


Dzień ojca
17-07-2015
 
Cień ojca
Powiedzieć, że nie kochał swojego ojca, to nic nie powiedzieć. On go szczerze, dogłębnie, jak można najmocniej nienawidził. Chciał go zabić. Zabić w samym sobie. Całe życie nie był w stanie pogodzić się z faktem, że powstał z jego genomu. Była to chyba największa porażka w jego życiu, porażka, która zaczęła się na starcie, porażka, która zaczęła się już w fazie prenatalnej. Napisał o tym książkę - „Z szynką raz!”. Są to wspomnienia. Wspomnienia te są z bólu.

Lubimy czytać – biografie. Lubimy czytać – wspomnienia. Rusza nas, czytelników, nuta sentymentu, szczególnie jeśli pisarstwo to odnosi się do czasów naszej młodości. Świat „Z szynką raz!” to czasy Wielkiego Kryzysu i początku II wojny światowej. W takiej scenerii młody Hank Chinasky uczy się życia, a uczy się go raz po raz obrywając porządny wpiernicz. Od ojca, od kumpli, od życia. Musi nauczyć się walczyć, musi nauczyć się, że „piekło to inni”, musi nauczyć się, że najlepiej zaszyć się gdzieś samotnie z flaszką.

Hank Chinasky jest alter ego głównego bohatera, ale przecież nie nim samym. Może to wszystko nieprawda, może okrucieństwo, literacki masochizm, z jakim Bukowski traktuje swojego bohatera jest kreacją, która ma pozbawić go wszelkich pozytywnych aspektów? Może, poza jednym. Chinasky jest świadomym i spełnionym outsiderem. Bukowski żył jak pisał, pisał jak żył. Był literackim kaskaderem z nieodłączną flachą (pił dużo białego wina – może w tym tkwi sekret? jakby rąbał na okrągło gorzałę skończyłby się prędko, dużo prędzej).
No tak – nasz ukochany Hank z kart „Ham on rye!” jest tchórzem, chamem, pijusem, nazistą i jeszcze się z tym obnosi. A my czytamy o tym najbrzydszym człowieku na świecie, o człowieku z plugawą twarzą i plugawym sercem, o człowieku, który nie kochał nawet matki, a ojca nienawidził, czytamy i zadajemy sobie pytanie: czy te książki są tylko o chlaniu, mordobiciu i dupczeniu? Tylu tego próbowało....

Ale nielicznym się udało. Do grona „świętych” ochlajmordów zaliczyć trzeba też Hanka. Hank to kreacja i jeśli mam odpowiedzieć na pytanie, ile Bukowskiego w Chinaskym, to nieodparcie twierdził będę, że raczej Chinasky'ego w Bukowskim, że to raczej pisarz naśladował swoje alter ego niż na odwrót. Że cała ta zabawa w literaturę była maską, maską założoną przeciw światu, w której my potrafimy się dziś przeglądać.

Świat pokochał go jako wariata, sadystę, masochistę, dziwkarza, alkoholika, człowieka dążącego do samozagłady. Świat potrzebował jego plugawej, zapijaczonej gęby. Ale była to maska, w którą Hank uwierzył i się nią stał. Dlaczego? Pisał, że picie jest lepsze od samobójstwa. Być „porządnym” człowiekiem oznaczało dla niego porażkę, zwycięstwo hipokryzji. Bukowski pokazał nam część prawdy, której znać nie chcemy, ale której potrzebujemy, a „Z szynką raz!” pokazuje narodziny bestii, która nigdy nie przemieni się w pięknego księcia.

„Znieczulić dupę mózg serce” pisał w jednym ze swoich wierszy. I tyle. A na jego grobie wyryty jest napis „Don't try”. O tym jest także „Z szynką raz!”
Sławomir Domański

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz