Dom (zly)

Dom (zly)

piątek, 6 października 2017

Przetrwać. Recenzja filmu "Przeżyć. Metoda Houellebecqa" dystrybucja Against Gravity

Przetrwać

Ale jak to zrobić? Czasami wydaje się, że to po prostu niemożliwe. Bo ileż można się ukrywać? W zakurzonym pokoju napakowanym książkami, barze z tanim piwem i książką Houellebecqa na blacie i mentolowymi fajkami dla świeżości. Jak długo można uciekać do ciemnej sali kinowej – najlepszej baśniowej nory, jaką świat wymyślił . Zanim stworzył swoje „Cząstki elementarne”, esej o Lovecrafcie, „Możliwość wyspy” napisał tekst „Rester vivant” - podręcznik survivalu dla tych, którzy nie są dopasowani do ram współczesnego świata i dlatego chcą z niego uciec. Dla Houellebecqa, pracownika jakiejś tam ponurej firmy był to początek. „Przeżyć. Metoda Houellebecqa” to film dla takich jak Ty.

Iggy Pop zapoznał się z twórczością Houellebecqa całkiem niedawno, przy okazji pisania muzyki do filmu powiązanego z twórczością tego pisarza, a tekst „Rester vivant” zainspirował go, ponieważ odnalazł w nim swoje rozterki. Tekst jest swego rodzaju poradnikiem, jak przetrwać, gdy czujesz się odklejony, kiedy uświadamiasz, że jesteś niedopasowany, że ludzie boją się ciebie, a jako broń przed tym lękiem stosują drwiny i szykany, gdy już wiesz, że twoim przeznaczeniem jest samotność i to wcale nie ta z wyboru.

Erik Lieshout portretuje Iggy Popa, który czyta esej Houellebecqa. Pojawiają się kolejne postaci – cierpiący na schzofrenię poeta i poetka oraz artysta konceptualny Vincent, w którego wciela się sam
Houellebecq. Vincent, niegdyś „dobrze zapowiadający się” rzeźbiarz, obecnie tworzy w odosobnieniu dzieło swego życia, dzieło, które objaśni mechanizm świata. Bohaterowie tego filmu to bywalcy zakładów psychiatrycznych, ludzie po próbach samobójczych, nieładni, niezaakceptowani, niepogodzeni ze światem, żyjący w szczelinie rozpaczy.

„Przeżyć. Metoda Houellebecqa” to poradnik dla takich właśnie. Podstawową radą, jaką możemy tutaj usłyszeć jest masochizm. Cierpienie jest źródłem sztuki i właśnie poprzez jego wyrażenie docieramy do prawdy i zarazem nadajemy sobie tożsamość. Bez świadomości nonsensu nie przejdziemy poza świat ludzi, którzy wyznaczają sobie cele, realizują je i umierają bezosobowo jako elementy struktury społeczeństwa, które zużyte zostają zastąpione przez w pełni sprawne elementy. Przeżyć podmiotowo można jedynie, jeśli zaakceptujemy prosty i niezaprzeczalny fakt, że wszechświat jest cierpieniem. Ta wizja jest mroczna niczym z Lovecrafta, który fascynował Houellebecqa.

Dekadentyzm tego podejścia wyraża się w przekonaniu, że bezsens można przełamać twórczością, próbą zmierzenia się z bezbrzeżnymi falami cierpienia, który jest oceanem, po którym dryfujemy w nicości. I w pewnym momencie spotykamy się , my, wyrzutki, nie po to , by ze sobą rozmawiać, ale po to, by ze sobą milczeć.

Twórcy użyteczni, ci na usługach polityki , wytarte, bezosobowościowe tryby machiny. Kultura niepodległa i kultura narodowa – dwie strony tego samego absurdu, w który nas wpychacie, durnie bez tożsamości kupieni przez system. Lewacka kiła i prawacki syf – jedna bajka. Wyszczerzone kły zastraszonych zwierząt, które uciekają w stada przed bólem świata i samotnością.

Vincent- Houellebecq to van Gogh, któremu odwala, który zamiast zostać urzędnikiem, zostaje malarzem, który nie sprzeda swoich obrazów, Norwidem, który umrze w przytułku, Kafką, który pali swoje pisma. Vincent zabiera Iggy Popa do garażu, by pokazać mu swoje dzieło – tak jak w „Piękności dnia” Bunuela czy w „Pulp fiction” widzimy tylko zdumionego widza. To, co kryje sztuka jest w nas, to my, ludzie z odzyskaną tożsamością jesteśmy w stanie wypełnić uczuciami – zdumieniem i uniesieniem – to, co dociera do nas poprzez zmysły z ponurego oceanu. W końcowej scenie  cytat z końcówki „Dyskretnego uroku burżuazji” i z „Talkig Heads” - „We on the road to nowhere, come on inside”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz