Dom (zly)

Dom (zly)

niedziela, 14 stycznia 2018

Moja 10 filmowa 2017

Moja dziesiątka filmowa 2017

To był trudny wybór, kinowe olśnienia zdarzały się w kinie wyjątkowo często. W kinie byłem 120 razy. Do tego dochodzą filmy, które nie dotarły do szerokiej dystrybucji takie jak „Ogary milości” i genialny „Ornitolog”. Skoncentrowałem się jednak na tych filmach, które widziałem w kinie, najczęściej w studyjnym, częstochowskim Ośrodku Kultury Filmowej „Iluzja” - to był dobry rok dla tego kina i tylko utrzymac poziom, takie noworoczne życzenie. Do kina uciekałem co 3 dzień w roku, uciekałem przed „kulturą narodową” i przed „kulturą niepodległą”, przed miesięcznicą i przed KODem, przed Macierewiczem i przed Tuskiem. Tam było pięknie. Spróbowałem i wyszło mi tak.

10 Sieranevada
Kino byłych demoludów dobrze ma się w Rumunii, na Węgrzech też nie najgorzej, ale najlepszy film z tej części Europy należał do Rumuna – Cristiana Puiu. Kulinarny komediodramat w cieniu śmierci - w kilku ścianach rumuńskiego mieszkania z czasów Causescu rozgrywa się historia kompleksów, uwikłań i pragnień, dramat brutalnych doświadczeń, niemożności i niespełnienia. Wielkie kino, które dobrze rozumiemy.
9. The Square
Ostlund próbuje zadac naszej kulturze pytanie - kim jesteśmy? Z jednej strony sarkastycznie obnaża naszą bezdusznośc i zamknięcie weleganckich gettach politycznej poprawności, z drugiej nie kryje obaw co do „barbarzyńców” i czy Europa jest w tym zderzeniu w stanie ocalic własną tożsqamośc . obok tych wszystkich fajerwerków, satyr i ironii na temat sztuki współczesnej jest to pedagogika najwyższych lotów. Jaki jest nasz przekaz do naszych następców, co przekażemy naszym dzieciom Na tym filmie śmiałem się przez łzy.
8. Ostatni w Aleppo – Aleppo to zburzona przez Niemców Warszawa. Aleppo to symbol, że historia miele dalej nasze marzenia o miłości i pokoju. I ludzie , którzy wbrew ludzkiemu sensowi chcą nieśc pomoc -”białe hełmy” – syryjska obrona cywilna ratuje ludzi spod gruzów zniszczonego miasta. Ten film poraża. Choć owo porażenie jest często wyświechtane, bo tyle zła na świecie i tyle drastycznych dokumentów, to w przypadku filmu Fayyada trudno znaleźć bardziej adekwatne określenie na to, co oglądamy na ekranie. Właśnie nad znaczeniem słów wobec rzeczywistości wojny zastanawiałem się, oglądając „Ostatnich w Aleppo” - bestialstwo, okrucieństwo, wcielone zło, brutalność? Czy te słowa mogą oddać to, czego jesteśmy świadkami podczas seansu? Nie ma takich słów. Reszta jest milczeniem.
7. Ostatnie dni miasta – Kair w przededniu rewolucji islamskiej. Film łączący realizm i ludzkie dramaty z poetycką refleksją i poczuciem schyłku wobec świata, który umiera na naszych oczach. Ludzie ludziom.
6. American Honey – potężna piguła optymizmu w tym smutnym czasie. Pozamiatało mną. potężny strzał i wielka dawka pozytywnej energii, to taki film, że wyszedłem z kina i inaczej spoglądałem na świat. Miałem tak kilka razy np. po "Jańcio Wodniku". To taki film o ludziach, którzy nic nie mają ale mają wszystko, bo mają młodość, zdrowie, niebo i słońce, i marzenia. I chociaż bywa źle, to oni dają radę. Ten film bije na głowę oskarowy "Moonlight", a zdjęcia bez przesteru dużo lepiej oddają świat bohaterki. No i Shea Le Bouef!
5. Toni Erdmann – taki smutny i radosny jednocześnie, że człowiek się śmieje, by za chwilę otrzec łzę. O śmierci, o stracie, o pamięci i niewykorzystanych szansach. Przychodzimy – odchodzimy cichuteńko na paluszkach. No i spieszmy się kochac ludzi, bo chociaż zostaną rekwizyty, pamięc, zdjęcia to pozostaną też niespełnione uczucia, niewypowiedziane słowa.
4. „Machester by the Sea” -świat po zagładzie, świat postapo. Nie po tej wielkiej, ale po tej osobistej, prywatnej. Film, który uswiadamia, że masz się z czego cieszyc, otwierając oczy i wracając do swoich banalnych czynności. Casey Affleck jest jak kamień, kamień, który rozbija wszystkie emocje życia zakute w lodzie, tak jak zamrożone jest to małe miasteczko portowe.
3. To Stay A Live. Metoda Houllebeqa – Houllebecq i Iggy Pop tworzą poradnik survivalu dla wrażliwych. Przetrwać. Ale jak to zrobić? Czasami wydaje się, że to po prostu niemożliwe. Bo ileż można się ukrywać? W zakurzonym pokoju napakowanym książkami, barze z tanim piwem i książką Houellebecqa na blacie i mentolowymi fajkami dla świeżości. Jak długo można uciekać do ciemnej sali kinowej – najlepszej baśniowej nory, jaką świat wymyślił . Zanim stworzył swoje „Cząstki elementarne”, czy „Możliwość wyspy” napisał tekst „Resert vivant” - podręcznik dla tych, którzy nie są dopasowani do ram współczesnego świata i dlatego chcą z niego uciec. Dla Houellebecqa, pracownika jakiejś tam ponurej firmy był to początek. „Przeżyć. Metoda Houellebecqa” to film dla takich jak Ty.

2. Łagodna To miasto, to panstwo to więzienie, które wygląda jak kafkowski zamek, a ci ludzie są zaledwie w jego przedsionku. Gdy Łagodna dotrze do środka, trafi tam skąd nie ma powrotu. Ta dantejska symbolika przesyca film Sergieja Łoznicy na równi z kafkowską scenerią. Mniej tu Dostojewskiego, bo „Łagodna” to film o beznadziei. Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy [tu] wchodzicie. A Dostojewski to promyki światła w mroku. Kafka wcale.
I jest to film z Rosji. I Łoznica ani na moment nie pozwala , aby widz o tej dantejskiej Rosji przestał myśleć. I w pewnym momencie spotykają się carska Ruś, sowiecka komuna i współczesna Rosja Putina. Surrealna wizja, przywołująca to co określamy jako „rosyjską duszę” ukazuje właśnie bezduszność, marionetkowość, bajkowy anturaż tego świata, który w swej istocie jest bezduszny. I staje się „Łagodna” prawosławnym misterium, ofiarą składaną na ołtarzu sztuki za winy i bezduszność wszystkich tych trzech Rosji. Sama Łagodna też staje się ofiarą. Ale w świecie bez duszy, bez nadziei i bez Boga nie ma odkupienia.
Nie przypuszczałem, że kino może mną jeszcze wstrząsnąć. A jednak.

1. Zabicie świętego jelenia Lanthimos po bajeczce dla dorosłych, jaką był Lobster powraca do naprawdę ciężkich tematów, powraca do rudymentów, powraca do greckiej tradycji, do mitów, by zmierzyc się z tym , co niezrozumiałe. Duma i pycha współczesnego, racjonalnego człowieka to duma Edypa, który nie chce przyjąc na swe barki tragicznego losu, który ucieka przed odpowiedzialnością, który jest bezradny wobec metafizyki zła. Jak trudno zrozumiec, że mimo tysięcy lat cywilizacji nie posunęliśmy się w zrozumieniu świata nawet o milimetr, a właściwie cofnęliśmy się wciśnięci w kąt przez tony technologicznych gadżetów. Jak zawsze bezradni wobec przeznaczenia. Rary Keoghan -ten młody, nastoletni aktor,niszczy beztrosko nasze nowoczesne poczucie bezpieczeństwa. Wielkie, bezkompromisowe kino!

piątek, 5 stycznia 2018

Recenzja ksiazki "Uczniowie Cobaina" Miroslava Pecha wyd. Stara Szkola

To tylko rock'n'roll, głupcze!

Autor recenzji:
Tytuł książki: Uczniowie Cobaina
Autor książki: Miroslav Pech
 
Tanie wina, u nas zwane kwachami, wypijane w rytm ulubionej muzyki. Próby z narkotykami najróżniejszego rodzaju jak przykładowo grzybki halucynki i wszystko, co wprowadza w stan trochę odmienny od normalnego. Bo normalność to najgorsza opcja. Jest od czego uciekać. Szary dom, nudne życie, rodzina jak zombie – cały ten świat, martwy za życia, nie napawa optymizmem. Młodzi ludzie uciekają w muzykę, używki, byle dalej od nudy i szarości. Chcą, żeby ich życie było kolorowe, żeby nie było nijakie. Może być krótkie, nie może być puste. „Uczniowie Cobaina” Miroslava Pecha są kolejną książką, będącą opisem romantycznych szaleństw młodości, ikaryjskich wzlotów i upadków – na pewno to kolejna taka książka, ale czy inna?

Przykładów takiej literatury jest tak samo wiele jak legendarnych i tragicznych twórców. Nazwiska młodo zmarłych Stachury, Wojaczka czy Bursy, lidera „Dżemu” - Ryśka Riedla to tylko niektóre z polskich przykładów, o których powstały książki i filmy. Podążali oni śladem bitników i legend epoki hipisowskiej – Jima Morrisona, Jimiego Hendrixa, Janis Joplin. Każda nacja ma swoich poetów wyklętych, którzy skończyli życie w tragiczny sposób i takie przykłady można mnożyć bez końca. Jeśli chodzi o czeską tradycję literacką, to trzeba wymienić książkę Jana Pelca „...będzie gorzej”, gdzie opisany został los wyrzutka Olina, szukającego w narkotykach, alkoholu i seksie ucieczki od normalnego świata czechosłowackiej komuny.

„Uczniowie Cobaina”, jak sam tytuł wskazuje, są dziełem o czasach późniejszych. Co prawda zaczynają się w komunie, w niesławnym roku 1986 z Czarnobylem i płynem Lugola, pitym na przerwach między lekcjami. Wtedy bezimienny, ale „kolorowy”, bohater zaczyna fascynować się muzyką i rock'n'rollem. Na początku jest tragiczna śmierć lidera The Beatles w 1980 roku i inspiracja jego legendą. Potem pojawiają się twórcy epoki hipisowskiej – Jim Morrison, Janis Joplin, Jimi Hendrix. Postaci te fascynują „kolorowych” bohaterów – ich legenda to dla nich pragnienie wolności ponad wszelką cenę, nawet za cenę życia.

No i w końcu jest młodość i pokolenie muzyki grunge z Kurtem Cobainem i jego tragiczną legendą na czele. I są alkoholowo-narkotykowe przygody. I jest zespół „Ibogain” od legendarnej halucynogennej rośliny ibogi. I są pierwsze miłości i młodzieńczy seks. I nagle okazuje się, że marzenia o wolności to nie wszystko, że rzeczywistość dopada i boli.

Taka jest właśnie książka - „Uczniowie Cobaina” - ukazuje młodzieńczą fascynację dekadencją i jej konsekwencje. Jest tutaj sporo anegdot i uśmiechu, ale widać w tej książce też pewną beznadzieję i iluzję wolnego życia, które jest jedynie utopijnym marzeniem, kończącym się albo katastrofą albo, na wzór ostatniego komunistycznego czechosłowackiego władyki Gustava Husaka, normalizacją. I na tym polega odmienność wydanej przez Starą Szkołę powieści od innych tego typu dzieł, że nie pozostawia złudzeń. Ale przecież wspomnienia pozostaną – i te głupie, i te śmieszne, i te straszne, i te piękne. I dla tych wspomnień warto sięgnąć po „Uczniów Cobaina” ze Starej Szkoły.

wtorek, 2 stycznia 2018

Moje 50 książek 2017