Dom (zly)

Dom (zly)

sobota, 12 sierpnia 2017

Nowohoryzontowe reminiscencje day by day

Moje nowehoryzonty 2017

1 Otwarcie A Ghost Story kino z Sundance, jak ktoś lubi, na plus duchy

2 Nocturama Bardzo dobre. Terroryzm w oparach absurdu. Tworzą go nie fanatycy tylko anarchiści, którym na niczym nie zależy. Znudzeni wygodnym życiem bogaci mieszkańcy Zachodu stracili poczucie sensu. Będą walić we wszystko co się rusza - przypomniały się niedawne obrazki z Dortmundu, a sam film miał premierę przed zamachem w Nicei, gdzie zginęły dwie Polki. No bo skoro nic nie ma sensu to dlaczego nie terroryzm. Dla mnie film o pułapkach nihilizmu. Myślę, że tegoroczny festiwal będzie przebiegał pod hasłem poczucia totalnej alienacji i absurdu - niby nic nowego, ale próba nadania ważności absurdowi egzystencji jest charakterystyczna dla kilku już obejrzanych filmów.

NIEMIŁOŚĆ zaczyna się to jak komedia małżeńska, jakaś antykomedia romantyczna, by zmienić się z czasem w potworny dramat, który swój epilog znajduje w obojętności dwojga głównych bohaterów. Znów jakiś dojmujący nihilizm, szukanie ucieczki od pustki, popadanie w egoizm, które niszczy wszystko dookoła. Niby szczerość, okazująca się grą pozorów. Zwiagincew może nie level "Lewiatan", ale bardzo dobry. Wszystko to przeplatane absurdami rosyjskiej codzienności.

HAPPY END Takiej autoironii, takiej szydery z własnej twórczości nie spodziewał się chyba nikt. Jest to autoironiczne oskarżenie sztuki, która stara się zabierac głos, ukazywać problemy ale tak naprawdę nie jest w stanie zrobić nic naprawdę. znów nihilizm na poziomie, do którego przyzwyczaił nas Haneke. Śmiech przez łzy. Niemożność i wypełnianie pustki, trud Syzyfa - jedyne co nam pozostało.

TWÓJ VINCENT Film dobry - do szkół, najlepiej nowych podstawówek, ożywione obrazy van Gogha, strona wizualna ok, ale wszystko zabija jakaś sensacyjna fabuła, infantylne śledztwo w sprawie śmierci van Gogha. Więc lepiej wyłączyć dźwięk i oglądać same animacje.

SŁUŻĄCA Bardzo ładny film, zaległość z zeszłego sezonu. Generalnie mimo urody nie moja bajka. Jak sobie pomyślę, że ta konfekcja wygrała Filmastery z Synem Szawła...


nowe i horyzontowe cz 2

NOTHINGWOOD coś wesołego i pozytywnego i to z Afganistanu, gdzie lajtowo nie jest ale jest koleś , który stworzył z "niczego" - stąd tytuł filmu - wytwórnię filmów na wzór Hollywood czy Bollywood. Pozytywnie zakręceni i nakręceni mimo zamachów i trupów na ulicach. Cichym bohaterem tego filmu jest reżyserka, Francuzka, która niesie tym ludziom pomoc i pozwala nam odkryć promyki normalności w tym nienormalnym świecie. No i jest mega śmiesznie!

ZIMA No tutaj nie ma że boli, porządne, dopracowane w detalach slow movie z Argentyny. Męskie kino w scenerii chyba pampy, w każdym razie są góry i owce, dużo owiec i jest strzyżenie owiec. I jest konflikt dwóch samców alfa, młodego i starego, ale w świecie bez prawdziwych wartości wartosci przegrywają. Czyli temat przewodni cały czas aktualny

WSZYSTKIE MIASTA PÓŁNOCY dwóch gości, jeden młody, drugi starszy, mieszkają w wybudowanej w latach 70 czarnogórskiej miejscowości Lagos, której celem były nowoczesne jak na rzeczywistość socjalistycznej Jugosławii targi, ale dziś jest to betonowa pustynia. Jest tak jak w "filmie o chodzeniu po lesie zimą" - chodzą, chodzą, palą w domach ogniska, mają namiot z brezentu, który też jest rozbity w jednym z domów, Podobały mi się sceny szczekania psów po nocy, bo to jak w Gnaszynie. Jesli chodzi o potrzeby fizjologiczne to posikują na mur jak wyżej wymienione pieski. Jesli chodzi o "dwójkę" to nie wiadomo. nie mówią za dużo, tylko trochę o historii i bajki o braciach i wróżce. No i jeszcze kąpią się po nocy, więc są czyści, nie tak jak klasyczni homeless. Dobre kino.

MANIFESTO Kate Blanchet wciela się 13 współczesnych postaci, wyglaszających słynne manifesty artystyczne. Znów film o wyczerpaniu idei, gdzie brakuje punktu oparcia, gdzie wszystko jest labilne i niepewne, a pewność z jaką autorzy wygłaszali swe recepty na świat dziś może jedynie śmieszyć. I taki jest ten genialnie i humorystycznie zagrany przez Blanchet popis. Popis jednak oparty na dość prostym pomyśle. Ale ładne.

FABRYKA NICZEGO Mój faworyt. Epicki, 3-godzinny fresk o śmierci słów kapitalizm, socjalizm. Po raz kolejny film , który mierzy się z tematem wyczerpania i denominacji sensów wokół których toczylismy wojny do tej pory. Wyzysk istniał póki praca miała swoją wartość, dziś stajemy w obliczu bezwartościowości ludzkiej pracy. Portugalczyk sięga po szeroki wachlarz środków formalnych i coraz potrafi zaskakiwać widza w filmie, który jednak jest głęboko zakorzeniony w kinie społecznym ale znajdziemy tutaj elementy komedii i musicalu. Trzeba zwrócić jeszcze uwagę, że jest to kino autotematyczne, film o filmie, ale Pinho ani na moment nie przestaje poważnie traktować swoich bohaterów i ta bliskość sprawy .spaja film w monolit. Bardzo pozytywnie i oryginalnie.


nowo acz horyzontowo 3

PO TAMTEJ STRONIE Niedziela zaczęła się trochę smutno, ale bardziej wesoło, bo to najśmieszniejszy film Fina od czasów "Leningrand Cowboys". Jak to u Kaurismakiego jest nostalgia, jest oldskul, jest klasyczny rock w jego różnych odmianach w przerwach. Jest to w dużej mierze historia uchodźcy z Aleppo, więc jest to aktualne. W zestawie indywidualistów, trochę dziwaków znalazło się miejsce dla arabskiego uciekiniera, który sam nie umie określić, co wyznaje. Bardzo typowe, czyż nie? Przecież na świecie nie ma radykałów.
CHOMIKI nowohoryzontowicz tańczy, lubię mockumenty ale ten nie,mocku- video-art, odnoszący się do legendy na temat sredniowiecznej plagi Św. Wita, że w poczuciu beznadziei ludzie zaczynali szaleńczo tańczyć. W dobie terroryzmu plaga tańca powraca, choć z tańcem to ona nie ma wiele wspólnego - jakieś drgawki. Do tego seny "tanca" przeplatane są performancem, gdzie ktoś sobie zaszywa usta - z detalami, choć czarno-biało. Do tego staruszek, który snuje teorię marności w oparciu o Koheleta. Bardzo dziwne i bardzo daleko od ok. A o chomikach mało co - trochę tylko pogawędziły i tyle.

WESTERN męski świat. Z reguły to jest tak , że to Bułgarzy jeżdżą do cywilizowanych Niemiec . A może tak było? Bo tutaj cywilizowani Niemcy przyjeżdżają na bułgarską prowincję i to tak przyjeżdżają jakby szukali przygód, szukali westernu, choć to przecie eastern. Ale wszystko tak samo jak w westernie to gra, popisy męskie, sprawdziany męskości. No i są konie. Jak w prawdziwym westernie.

LUDZKA FALA wychodzi od tematu męskiej prostytucji, by podążać za chłopakami z odległych dla nas zakątków globu i śledzić ich, kim są naprawdę, jak żyją, jakie są ich emocje i relacje. Surowość kamery z telefonu komórkowego powoduje w tym wypadku wrażenie autentyczności, a przede wszystkim transowości.
SEXY DURGA indyjskie kino drogi zawodzi na bezdroża, tu nie ma miejsca na zdrowy rozsądek, gps-y, nie ma miejsca nawet na papierowe mapy. Są za to czary-zmory i mity. No i jest heavy metal po indyjsku i to były dla mnie jedyne dobre momenty w tym filmie Po prostu goście, którzy lubią sobie powisieć na hakach nie wzbudzają mojego zaufania


nowe hryzantemy 4

NIESAMOWITE ALE PRAWDZIWE Mroczny czyli meksykański romans z wysypiska śmieci. Trudne kino społeczne z promykiem nadziei. To historia miłosna, która opowiada o tym drugim Meksyku, brutalnym Meksyku ze śmietniska. Przypomniałem sobie dokument "Wysypisko" i zrzumiałem, że pokazywanie takiego miejsca jako atrakcyjnego dla artystycznych eksperymentów to oszustwo. Lipkes też chciał zrobić dokument, ale poznając dramat ludzi, którzy wśród śmieci znajdują np ludzkie zwłoki, odszedł od tego i stworzył mroczną, pełną bólu fabułę o pragnieniu miłości ludzi ze śmietnika historii. Kwestią otwartą pozostaje, czy uda im się stamtąd uciec?

PHOTON Jared Leto opowiada historię świata, wizualizując drobne elementy, od których się zaczęło Bozon Higgsa, fotony, kwarki, w sumie atomy to już jest mega skomplikowany poziom. Ciekawe i pouczające. Dla mnie ciekawsze niż pseudonaukowe popisy Hawkinga na Discovery Ważne, że Leto i naukowcy nie rozstrzygają o istnieniu czy nieistnieniu Boga i mówią o tym, co już wiedzą

Wszystko INNE powiem szczerze, nie spodziewałem się, że jakiś film mnie zamęczy. Widziałem wiele slow, ale ten to jest slooow Godzinę bym wytrzymał bez problemu, ale ostatnie 0.5 to była droga przez mąkę. To że życie pani Flor straciło sens to jedno, ale po takim seansie można stracić wiarę w kino. Na otarcie łez są sceny spod damskiego prysznica 60 + i 100+ kilo. Biurwy po menopauzie znam z autopsji i mam ich dość na codzień.
World is mine - coś tam słyszałem o fenomenie cosplay, że w Japonii istnieją takie wirtualne gwiazdy i że to w ogóle jest przyszłość - związki z robotami. Tłumy na koncercie , gdzie wyświetlają jakiś film 3D robią wrażenie. Ann Oren przebiera się za jedną z takich gwiazd - Hatsune Miku, by przeniknąć w ten świat i go zrozumieć. I to jest fajne, a momentami zabawne. Trochę mniej fajne jest to , że jest to film skromny, bo aż prosiło się o wizualne przenikanie światów cyberprzestrzeni i realności. Tego mi brakło.
KUSO to lubię, oblech na wariackich papierach, takich wariactw szukam, film sam w sobie jest kolażem obrazow i scen z jakiegoś chorego swiata, dla mnie to świat postapo, jakiś popromienny wybryk, który odchodzi w nonsens, a im bardziej jest porąbany tym lepiej, albo gorzej, najgorzej, czyli najlepiej. Szczegółów oszczędzę. Znów wyczerpanie, dno kloaki, dół g. rozpad. Sceny takie jak ruchanie gówna są tutaj na porządku nocnym, bo to nocne szaleństwo.



mój nowohryzostomowy karuzel 5

CZŁOWIEK Z LONDYNU Tarr interpretuje Simenona w duchu kina noir, nie tracąc nic ze swojego charakterystycznego stylu. Przepiękne , sterylne kadry tworzą dojmujące poczucie wewnętrznej pustki tego świata. Jeden z tych filmów, na które przyjechałem.
PODRÓŻ PO NIZINIE WĘGIERSKIEJ Tarr przenosi na ekran poezję Sandora Petofiego i tworzy piękny, choć smutny obraz swojej ojczyzny, która jest ukazana przez pryzmat pól, piaszczystych drug, obskurnych barów i odrapanych murów. Skąd my to znamy? A jednak wybrzmiewa w tym krótkim filmie piękna nuta patriotyzmu. Lengyel Magyar ket yo barat.
SZRON Bartas ukazuje konflikt na Ukrainie z perspektywy dwójki młodych ludzi, którzy jadą tam jako wolontariusze. Jest to także swoisty test ich uczucia. Z jednej strony konflikt jest ukazany z perspektywy "widzów" dziennikarzy i ludzi , którzy lubią być w środku wydarzeń, ale jednak z dystansu. Jest to dla nich swoisty sport ekstremalny i nieraz fajna zabawa, gdzie jest miejsce na romanse, bo cień wojny na wszystkich działa jak afrodyzjak. Z drugiej strony jest prawdziwa wojna, męska sprawa, z góry przegrana, o której nie mamy pojęcia, bo nasze wyobrażenia nie są w stanie unieść potworności wojny. Walczący żołnierze są ukazani jak straceńcy, którzy wierzą , że muszą stać na posterunku i dotykać śmierć póki sami nie zginą Jest to chyba pierwszy tak dobry film, opisujący, czym jest wojna hybrydowa, jej "niewidzialność" i jej okrucieństwo. Andrzej Chyra znów bierze się za małolaty.

KALYI Hipnotyczne postapo, czerpiące z tradycji ekspresjonistycznej. Film wizyjny bez okreslonej fabuły, historia miłości po zagładzie. Czy miłość ocali świat? Wg Kelemena samo pragnienie jasności nie wystarczy, by wydobyć się z mroku, który symbolizuje upadek i śmierć. Przypomniały mi się gotyckie klimaty z Bolkowa.

Gdzie jest Rocky 2? Poszedłem dla Rocky'ego, a dostałem coś jak detektywistyczny mockument o poszukiwaniu sztucznego kamienia pośród tysięcy prawdziwych kamieni na pustyni Mojave, ale tak naprawdę świetną komedię o pisaniu scenariusza filmowego. Jest Rocky, jest mockumentary, jest film w filmie i jest do smiechu, więc bylo to, co lubię, choć czasami miałem wrażenie, że ekipa bawiła się lepiej niż publiczność na seansie. Jedna ważna rzecz - profesjonalny poziom realizacji robi różnicę w porównaniu do takich eksperymentów jak Chomiki czy World is mine, a ja lubię jak się widza serio traktuje nawet jeśli się go robi w konia.


nowechromosomy 6

 OGARY MIŁOŚCI taki horror, że od samego początku chwyta cię za gardło i nie puszcza do samego końca, nie dlatego że pokazuje parę sadystów uprowadzających i mordujących młode dziewczeta, nie dlatego że są tutaj litry krwi, bo prawie nie widać przemocy, ale dlatego, że te obrazy pokazują wszystkie chore emocje, które towarzyszą zbrodni.

STRASZYDŁA Czysta radość tworzenia jest wyssana w tym filmie z emocji i entuzjazmu ludzi tworzących park grozy w dawnym zakładzie psychiatrycznym. Ci ludzie to także "freaks", którzy w tej pracy odreagowują nagromadzone przeżycia. Jest śmiesznie, jest radośnie, jest ok.

FANTASTYCZNA KOBIETA Ładne, ładne. Cieszę się, że obejrzałem i mam za sobą. Z ducha Almodovara.

Zmierzch FREDA KELEMENA po prostu przepiękny i dekadencki. Nocny świat wyrzutków i obskurnych knajp jest tłem . dla przepięknej historii miłosnej, która dzieje wśród umierającego świata. Wszystko tonie w sepii i półcieniach. Powolne, subtelne ale mroczne kino. Mój film tej edycji. To już wiem.

REQUIEM DLA PANI J. Sześćdziesiona, która umiera, sześćdziesiona, która się budzi. Pokazać by ten film tej reżyserce od "Wszystko inne". Jest w tym filmie Mitteleuropa i jej melancholia, jest i smutno i śmieszno, jest znany nam krajobraz post-demoludowy, a wszystko bardzo spokojnie opowiedziane i z odpowiednio dawkowanym humorem. O poszukiwaniu siebie we mgle absurdu.


nowiichromobrązowi 7

20th CENTURY WOMAN bardzo przyjemna i często śmieszna komedia o dorastaniu i przemijaniu w ogóle. Bardzo subtelny, można rzec kobiecy, chociaz głównym bohaterem jest nastolatek. Mike Mills , reżyser "Debiutantów", powraca do roku 1979 jako do końca pewnej epoki, którą kojarzy ze szczęśliwym dzieciństwem, końcem ery punk rocka i końcem prezydentury Cartera. Świat ukazany przez Millsa, mimo że momentami boli, wydaje się być niewinny, dziewiczy. Wiąże się to także z przeżyciami głównego bohatera i jego inicjacją. Żeńska część obsady "American Beauty" nie zawodzi dużych oczekiwań.

W UŁAMKU SEKUNDY Porządna sensacja i porządny dramat sądowy z porządną tezą, że źródłem europejskiego terroryzmu są biali faszyści. Profesjonalna robota 100%

MENASHE Kameralny film, ukazujący społeczność ortodoksyjnych Żydów mieszkających na Brooklynnie. Jest to pierwszy taki film od czasów II wojny światowej, w całości w języku jidisz. Obyczajowa komedia ukazuje tytułowego Menashe, który boryka się z problemami z samotnym wychowaniem syna po śmierci żony, choć i tak ma dużo kłopotów sam ze sobą . Trochę taka rola jak Hoffmana w Sprawie Kramerów. Rzeczywistość tego świata jakby się zatrzymała kilkadziesiąt lat wstecz, ludzie ci starają się żyć z dala od rewolucji informatycznej i ich problemy z tej spokojnej perspektywy, z dala od współczesnej gonitwy, wyglądają zupełnie inaczej. Ciekawe, inne kino.

1945 Sa filmy wazne artystycznie, są filmy ważne politycznie, są filmy ważne społecznie itd. 1945, film o tych którzy wracają, jest ważny ze wszystkich tych powodów. NAJWAŻNIEJSZY FILM FESTIWALU i kolejny głos w dyskusji o holocauście. I kolejny dowód na doskonałą kondycję kina węgierskiego. Lengyel Magyar ket yo barat. Wspólny los.

APART CLAIRE dobry film na pożegnanie, bo mi nie żal , takie pogadane z Isabele Huppert

piątek, 4 sierpnia 2017

Recenzja książki "Wagiel" Wojciech Bonowicz, Wojciech Waglewski wyd. Znak

W.W.wywiad albo książka- rozmowa

                                                                     oficjalna recenzja

 Autor recenzji:

Są wywiady, wywiady-rzeki i książki-rozmowy. Kiedy spotyka się dwóch takich Wojciechów to wybór może być tylko jeden, bowiem rozmawiają Wojciech Waglewski – muzyk Osjana i VooVoo, a prywatnie ojciec Fisza i Emadego oraz poeta, krytyk i autor książek-rozmów – Wojciech Bonowicz. Obaj panowie znają się od dawna i właśnie z tych spotkań powstała jedyna w swoim rodzaju książka-rozmowa-rzeka - „Wagiel. Jeszcze wszystko będzie możliwe”.

Rozmowa ta ma układ chronologiczny. Waglewski opowiada o swoim życiu od dzieciństwa, poprzez szkołę po karierę muzyka, która trwa do dziś. I nie jest to historia polskiego rock'n'rolla, która jest powszechnie znana, bo też Voo Voo nie uzyskało w latach 80. statusu takiej gwiazdy jak Maanam, Republika czy Lady Pank. Waglewski zawsze był trochę z boku, bardziej interesował go eksperyment niż tworzenie hitów dla Listy Przebojów „Trójki”. Waglewski i jego artystyczne emanacje, Osjan, VooVoo, I Ching, zawsze były w awangardzie muzycznych zjawisk na polskiej scenie rockowej lat 80. i 90. I właśnie z tej perspektywy możemy spojrzeć na historię rocka – z perspektywy ludzi, którzy nie biegli za modami, nie schlebiali gustom, ale podążali swoją własną drogą.

Ta droga nie zawsze była usłana różami, ale była drogą własną. Dzięki temu Waglewski mógł pozostać sobą. Nie musiał się nikomu podlizywać. Ceną było czasem niezrozumienie, czasem niedocenienie, ale charakterystyczną cechą tej rozmowy jest skromność – nie żadne na pokaz uniesienia jak to ktoś skrzywdził dobrego muzyka, a takie Kombi w teledysku jeździ Porsche, ale autentyczne pogodzenie ze swoim statutem nie-gwiazdy i nie-celebryty. Ten stoicyzm, spokój, jakaś niewypaczona męskość, brak histerii – tym emanuje ta książka.

Wojciech Waglewski opowiada o swojej rodzinie i przyjaciołach. Na pierwszym miejscu wśród osób bliskich jest jego żona, Grażyna Waglewska. W pewnym sensie ta książka-rozmowa-rzeka jest o tym jak przetrwać w związku od liceum po muzeum. Waglewski daje prostą receptę – miłość. Jak jest uczucie, więź emocjonalna między ludźmi, to całą resztę da się przetrwać. No i bohater pokazuje jak brać na siebie, czyli być odpowiedzialnym – także za swoją wybrankę, także za swoje dzieci. Tak, to naprawdę męska książka.
Powiem jeszcze, że mocno się bałem, że będzie to przepełnione jakimiś politycznymi wyziewami, rozwodzeniem się jak to zaprzepaszczamy kolejną szansę, rejtanowskim rozdzieraniem szat nad smutnym, pisowskim losem polskiej kultury. Nic z tego - Waglewski jest znany między innymi z tego, że nie opuścił "reżymowej" Trójki i dalej prowadzi tam swój "Magiel Wagli". I chociaż pewnie tego rządu nie kocha, to nie przeszkadza mu to puszczać dobrej muzyki. Cóż, taka moda polityczna, ale Waglewski pozostaje taki sam - czy to komuna, czy po-land, czy pis-land. I o tym jest ta książka. I o to cho. 

piątek, 28 lipca 2017

Recenzja książki "Katedra" Jorisa-Karla Huysmansa -wyd. Instytut Globalizacji

Powieść- modlitwa

Autor recenzji:
Tytuł książki: Katedra
Autor książki: Joris-Karl Huysmans
                                                                     oficjalna recenzja
Przypomnieliśmy sobie o nim dzięki wybitnej powieści Michela Houllebecqa „Uległość”. Jej bohater, Francois, jest specjalistą od twórczości Jorisa-Karla Huysmansa, dziewiętnastowiecznego pisarza, który był typowym dekadentem, człowiekiem doświadczającym bezsensu istnienia i oddawania się rozpustnemu życiu, co miało wypełnić dogłębne uczucie duchowej pustki. Huysmans opisywał te doświadczenia w swoich wcześniejszych dziełach takich jak „biblia dekadentyzmu” - „Na wspak”, która zyskała wśród współczesnych miano „sodomicznej”. W swojej kolejnej książce - „La Bas” 1895 – opisywał zjawisko satanizmu i kto wie, czy ten fakt nie miał wpływu na jego konwersję? Już cztery lata później wychodzi „W drodze” - pierwszy tom trylogii, będący świadectwem poszukiwania Boga i nawrócenia. Książka ta była była wydana w 1960 roku przez wydawnictwo PAX. Dziś, po ponad pół wieku, możemy dzięki Instytutowi Globalizacji zapoznać się z drugim tomem cyklu – powieścią „Katedra”.

Główny bohater, Durtal, przybywa do katedry w Chartres, by w skupieniu rozmyślać nad swoim życiem. Namówiony przez swoich przewodników duchowych, pod pretekstem artykułów poświęconych sztuce sakralnej, musi zmierzyć się z najważniejszą w swoim życiu decyzją, dotyczącą całkowitego poświęcenia swojego życia Bogu jako oblat – świecki mnich. Ostatnia część trylogii Huysmansa nosi właśnie tytuł „Oblat”. Takie też były koleje samego Jorisa-Karla Huysmansa, dlatego śmiało mogę założyć, że powieść „Katedra” ma charakter autobiograficzny.

A jest to autobiografia wewnętrzna, wręcz duchowa. W scenerii katedry w Chartres, która jest mostem łączącym dwa potężne style sztuki średniowiecza – romański i gotycki – widzimy zmagania człowieka, który porzucił dawne życie, ale jeszcze nie przestąpił progu życia nowego. Opisy i analizy piękna sztuki sakralnej, motywów i symboli, z których jest utkana opowieść o zbawieniu zawarta w murach Chartres są pretekstem dla opisu wędrówki rozdwojonej duszy. To jest uniwersalny wymiar tej powieści – metafizyczne rozdwojenie między ciałem z jego skłonnością do racjonalizmu i duchowością, anielskim lotem ku Niebu. Żadna ze znanych mi książek nie oddała tego dylematu w tak głęboki sposób. Huysmansowi udało się to, bo opisał swe doświadczenie, gdy stał na samym progu wyboru, gdy dokonywał rozliczenia ze swym własnym życiem.

Katedra słów, którą buduje francuski autor nie powstałaby bez erudycji, bez olbrzymiej wiedzy na temat sztuki sakralnej w ogóle, a w szczególności na temat średniowiecza i stylów romańskiego i gotyckiego. „Katedra” jest w pewnym sensie przewodnikiem po tych zagadnieniach – rozmowy prowadzone na temat sztuki średniowiecza są kopalnią wiedzy na ten temat i jest to kolejny, bardziej praktyczny wymiar tej książki. Co więcej – wykład historii sztuki według Huysmansa jest napisany barwnym, acz prostym językiem, dzięki któremu jesteśmy w stanie wejść w gąszcz tajemniczych znaczeń i symboli. Nie jest to popis erudycji, aby czytelnika ogłuszyć, ale by go zauroczyć, zbliżyć do wielkości i absolutu, do sztuki, która chciała wyrazić niewyrażalne, która przenosiła wiernych w inny wymiar.

Ale w swej istocie "Katedra" to powieść-modlitwa, która toczy się w kontekście sztuki średniowiecza. Łącząca elementy architektury romańskiej i gotyckiej katedra w Chartres jest dla narratora pretekstem, by snuć rozważania na temat Boga nie tylko w sztuce, ale i w kulturze, w tym jak człowiek sam przestał odczuwać tę wielkość i piękno absolutu, by pozostać na płaszczyźnie pstrego kiczu i tandety. To także książka o tym jak człowiek nie może znieść tego, co naprawdę wielkie i wzniosłe, bo go to przerasta i przeraża zarazem. Ten powieściowy zamysł nie udałby się bez wielkiego języka i wspaniałego tłumaczenia Marcina Masnego. 

czwartek, 13 lipca 2017

Recenzja książki grozy "Nowy dom na Wyrębach" Stefana Dardy, wyd. Videograph

Demony polskiej prowincji powracają

                                                               oficjalna recenzja portalu

 

Autor recenzji:
Tytuł książki: Nowy dom na Wyrębach
Autor książki: Stefan Darda
6,68 (47 ocen i 16 opinii)

Gdybym miał na imię Stefan, też pisałbym horrory. Szczególnie w Polsce, kraju, gdzie jak ludzie coś czytają, to albo kryminały albo horrory, a szczególnym uwielbieniem cieszą się książki króla horroru Króla Stefana. Stephen King jest patronem mistrza polskiego horroru, Stefana Dardy. Darda – średniowieczna włócznia, była także symbolem przywództwa. Przywództwa na niwie polskiego horroru. Jego debiutem był „Dom na Wyrębach”, dziś otrzymujemy dalszy ciąg tej opowieści, której akcja dzieje się pod koniec XX-go wieku.

Z jednej strony jest w nas, Polakach, wyssane z mlekiem matki-Polki romantyczne zamiłowanie do horroru i świata nadprzyrodzonego z dziadami, strzygami, upiorami, wilkołakami. Z drugiej otacza nas kulturowa pustka w tym temacie. Polski film jeszcze w czasach PRL próbował przywrócić klimat słowiańskiego horroru. W filmach takich jak „Lokis”, „Dom Sary” czy „Wilczyca” widz był wiedziony na peryferie polskiej ziemi, na odległe cmentarze i w mrok polskich lasów, by straszyć demonami, które wracały z naszej przeszłości, z naszych prastarych wierzeń, jeszcze przedchrześcijańskich strachów. Nie były to próby udane. Oprócz telewizyjnych filmów z lat 60. i 70., zwanych dziś „zapomnianą polską grozą”, niewiele się w tym temacie działo. Jeszcze gorzej było z prozą, bo ostatnim uznanym pisarzem tego nurtu był, tworzący w XX-leciu Stefan Grabiński.

Wracając do przywódcy polskiego horroru – Stefana Dardy – trzeba przyznać, że jest pierwszym, który wypełnia lukę na polskiej mapie horroru. Oczywiście były próby, wydawnictwa, pisarze mniej lub bardziej znani, wywodzący się na ogół z kręgu fantastyki, ale dopiero Darda nadał tej prozie szlachetny kształt literacki i wymiar autentycznego dzieła literackiego, o którym warto rozmawiać. Pewnie bez tych wszystkich starań, a przede wszystkim bez fanów prozy Kinga, Mastertona czy Jamesa Herberta nie byłoby ani „Domu na Wyrębach” ani serii „Czarny Wygon”. Cofnijmy się zatem o 20 lat, gdy dzieje się akcja pierwszego tomu.
Jest lato roku 1996. Mija kilka miesięcy od dramatycznych wydarzeń, które miały miejsce w marcu. Hubert Kosmala, pracownik Uniwersytetu Lubelskiego, otrzymuje w spadku od Marka Leśniewskiego tajemniczy dom na Wyrębach, miejsce, gdzie rozegrała się tragedia związana z klątwą, która dotyka jednego po drugim bohaterów powieści. Strzyga, która jest duchem porzuconej, żądnej zemsty dziewczyny, nie daje spokoju kolejnemu lokatorowi. Hubert Kosmala próbuje na własną rękę rozwiązać tajemnicę śmierci swojego przyjaciela, Marka.

Przysiółek Wyręby leży niedaleko Włodawy, pięknie położonego miasta na Lubelszczyźnie, które niegdyś wchodziło w skład Wielkiego Księstwa Litewskiego, stąd od razu przyszło mi do głowy skojarzenie z „Dziadami”, ze światem guseł i legend, które opisał Miłosz w „Dolinie Issy”. Ale te okolice to przecież dziś pogranicze polsko-ukraińsko-białoruskie, to leżący niedaleko obóz koncentracyjny w Sobiborze, gdzie zgładzono około 200 000 Żydów. Tereny te to także sąsiedztwo z okrytym czarną legendą Wołyniem, gdzie dokonało się ludobójstwo Polaków, które przedstawił w swoim filmie Wojciech Smarzowski. Te pełne historycznej grozy tereny stanowią tło dla powieści Dardy.

A jest to horror z Polski C. Z drobnymi pijaczkami, ludźmi, o których zapomniał świat. W tych odludnych miejscach przychodzą do bohaterów stare klątwy i wierzenia. Ciekawe spojrzenie socjologiczne Dardy na peryferyjną rzeczywistość Polski C, daje „Nowemu domowi na Wyrębach” rys autentyczności i przypomina o istnieniu tej części naszego kraju, gdzie żyją demony naszej historii.

Nie będę porównywał obu książek, zrobili to inni przede mną. Historia Huberta Kosmali, nowego lokatora domu na Wyrębach, jest konsekwentną drogą, którą podąża Stefan Darda, jak powiedziałem we wstępie „king” polskiego horroru.

sobota, 8 lipca 2017

Recenzja filmu "Ostatni w Aleppo" , dystrybucja Against Gravity

Widmo Apokalipsy

"my zazdrościliśmy
roślinom i kamieniom
zazdrościliśmy psom
chciałbym być szczurem
mówiłem wtedy do niej
chciałabym nie być
chciałabym zasnąć
i zbudzić się po wojnie
mówiła z zamkniętymi oczami"
"Zostawcie nas" Tadeusz Różewicz

Ten film poraża. Choć owo porażenie jest często wyświechtane, bo tyle zła na świecie i tyle drastycznych dokumentów, to w przypadku filmu Fayyada trudno znaleźć bardziej adekwatne określenie na to, co oglądamy na ekranie. Właśnie nad znaczeniem słów wobec rzeczywistości wojny zastanawiałem się, oglądając „Ostatnich w Aleppo” - bestialstwo, okrucieństwo, wcielone zło, brutalność? Czy te słowa mogą oddać to, czego jesteśmy świadkami podczas seansu? Nie ma takich słów. Reszta jest milczeniem.

Reżyser nie oszczędza widza w najmniejszy sposób. Tematem filmu jest wojna. Tematem jest śmierć. Bohaterami są członkowie syryjskiej obrony cywilnej, czyli „Białych Hełmów”. Organizacja ta zajmuje się ratowaniem ludzi spod gruzów, które są efektem bombardowań prowadzonych przez wojska rosyjskie i lotnictwo Bashira Assada. To właśnie obalony dyktator jest ukazany jako czarny bohater tej olbrzymiej tragedii.

Mimo że „Białe Hełmy” uratowały około 60 tysięcy ludzkich istnień, to twórcy nie pozostawiają nam cienia wątpliwości, że większość akcji ratowniczych kończy się fiaskiem i spod gruzów wyciągane są ludzkie zwłoki lub szczątki. W jakiś beznadziejnie groteskowy sposób wybrzmiewa w filmie scena, gdy bohaterowie starają się zidentyfikować ofiarę bombardowanie po kształcie oderwanej i na wpół spalonej stopy. Ofiarami wyciąganymi spod gruzów są w tym filmie głównie dzieci.

Na pierwszy plan wysuwa się tutaj Khalid – młody mężczyzna, który nie jest żadnym fanatykiem, raczej pogodnie usposobiony i szukający w tej beznadziejnej sytuacji promyków jasności. Niesie pomoc i angażuje się w akcje ratownicze, bo uważa, że trzeba działać, by w piekle na ziemi odnaleźć resztki człowieczeństwa. Bohaterowie są ukazani w sposób jednoznacznie pozytywny jako oddani swojej służbie. Ich refleksje, aby opuścić Aleppo, mają charakter teoretyczny. Oni sami nie wierzą w to, że zostawią Aleppo. Póki wegetują tam ludzie, to oni muszą być gotowi nieść im pomoc.

Ważnym bohaterem jest miasto – Aleppo wygląda jak nasze obrazki z powstania warszawskiego. Stos ruin i zgliszcz. „Białe Hełmy” muszą cały czas uważać, by nie runąć w przepaść wraz z fragmentem ściany. To skojarzenie z warszawskim krajobrazem po bitwie było u mnie bardzo silne. To właśnie ten obraz, obraz miasta w gruzach, działa na widza jak deja vu. Ten widok przypomina, że to już się raz wydarzyło. I nie może wydarzyć się po raz drugi nad Wisłą! Wojna to żywioł, gdzie nie ma wygranych ani przegranych, są tylko ofiary, a jedynym zwycięzcą jest Śmierć, zbierająca w Aleppo swoje stukrotne żniwo.

Twórcy i bohaterowie stoją jednoznacznie po jednej politycznej stronie sporu, tej, która stanęła u źródeł buntu przeciw reżymowi Assada i powstaniu tzw. „państwa islamskiego”. Budzi to niepokój i brak jednoznacznej oceny postaw bohaterów. Co pewien czas „pozytywni” bohaterowie uczestniczą w wiecach przeciwko Assadowi, gdzie widzimy obraz podobne do tych, jakie towarzyszą relacjom telewizyjnym, gdy mowa o ISIS. Niepokój budzą także scenki rodzajowe z „normalnego” życia w Aleppo, gdzie widzimy ludzi, którzy przypominają islamskich radykałów – kobiety od stóp do głów szczelnie zakryte, brodaci mężczyźni w czarnych chustach. Jedynie dzieci są tu takie jak wszędzie.

W filmie rzadko pada słowo Allah, a członkowie „Białych Hełmów” także zdają się koncentrować na niesieniu pomocy a nie polityczno-religijnych deklaracjach, jednak my jako widzowie nie wiemy, kto tutaj o co gra. Jedną pewną rzeczą jest ta przerażająca rzeczywistość jak z wiersza Różewicza „Człowieka tak się zabija jak zwierzę
widziałem:
furgony porąbanych ludzi
którzy nie zostaną zbawieni” ("Ocalony")

I tylko jedna myśl towarzyszyła mi po seansie – aby ta wielka tragedia nie powtórzyła się tutaj, że jesteśmy o krok od hekatomby, że jeśli się cofniemy, jeśli nie będziemy ponad polskimi podziałami w stanie obronić dorobku naszej cywilizacji, cywilizacji Zachodu, jutro możemy być tam, gdzie dziś jest Syria.

piątek, 7 lipca 2017

Recenzja książki Szymona Hołowni "Ludzie w czasach Jezusa" - wyd. Znak

Wiek chrystusowy

                                                              oficjalna   recenzja portalu

 

Autor recenzji:
Tytuł książki: Ludzie w czasach Jezusa
Autor książki: Szymon Hołownia
Szymon Hołownia, po książkach podróżniczych i rozmowach z Marcinem Prokopem, powraca do tego, w czym czuje się najlepiej – do Ewangelii i przesłania Jezusa Chrystusa. Chociaż autor skończył już 40. to postanowił napisać książkę o „wieku Chrystusowym”, bo taka jest nić przewodnia „Ludzi w czasach Jezusa”, książki, będącej podróżą po świecie w czasach, gdy nauczał Chrystus.

Hołownia swej podróży nie zawęża jedynie do Jerozolimy i terenu dzisiejszego Izraela. „Ludzie w czasach Jezusa” mają swego bohatera zbiorowego, którym jest rówieśnik Jezusa, w czasach gdy spełnia się największa tajemnica chrześcijaństwa – śmierć Syna Bożego i zmartwychwstanie. Zatem tytuł może nas nieco nieco mylić, bowiem „ludzie w czasach Jezusa” to nie tylko ci, którzy kochali i nienawidzili Chrystusa za to, że przyciągał tłumy, które za chwilę miały się od niego odwrócić i pozostawić go samego w obliczu kaźni na Golgocie. To także ci, którzy nic o jego istnieniu nie wiedzieli.

Dziś, gdy tak bardzo troszczymy się o wartość naszego życia, gdy nie umiemy obejść się bez wygód czy luksusów, gonimy za pieniędzmi i udajemy, że jesteśmy szczęśliwi w świecie bez idei, za to zarobieni po łokcie i odpoczywający na zamkniętych plażach All Inclusive, warto przyjrzeć się jak różnili się od nas ludzie, żyjący 2000 lat temu. I to nie tylko ci, o których pamięć przetrwała dzięki spuściźnie tradycji kultury śródziemnomorskiej, dzięki Antykowi i Biblii.

Hołownia chce pokazać piękno i bogactwo ówczesnego świata. Podróżujemy zatem do Chin, Japonii, do Afryki i do kraju Azteków. Poznajemy naszych słowiańskich praprapra...dziadków i babcie i dowiadujemy się, że nasze korzenie sięgają terytorium dzisiejszego Iranu. W kontekście tych fascynujących, pełnych anegdot i ciekawostek opowieści jeszcze pełniej wybrzmiewa Słowo Jezusa, Słowo, które w czasach przemocy i wyzysku, było słowem miłości i szacunku dla godności Dziecka Bożego. Historie z różnych zakątków globu przeplatane są historiami z Ewangelii i Biblii, przez co możemy jeszcze lepiej przyjrzeć się historycznemu kontekstowi „Dobrej Nowiny”.

Hołownia to człowiek miliona profesji – dziennikarz, pisarz, celebryta znany z programu „Mam Talent!”. Zajmuje się także pomocą biednym w Afryce – założył Fundację Kasisi, pomagającą dwustu sierotom w Zambii, poprzez Dobrą Fabrykę wspiera finansowo hospicjum w Rwandzie. W ostatnim czasie był ciężko chory, ale nie ma zamiaru rezygnować z głoszenia przesłania miłości i dobra, a czyni to w wyjątkowy sposób – jego erudycja, zamiłowanie do książek i pasja podróżnicza, w końcu wspaniałe poczucie humoru powodują, że jak nikt inny potrafi przekonywać do nauki Chrystusa w czasach zwątpienia i obojętności. Niektórzy mają mu to za złe, bo uważają, że to oni mają „monopol na zbawienie”, ale malkontentów nigdy dość, dlatego zachęcam do przeczytania tej książki szczególnie poszukujących.

piątek, 30 czerwca 2017

Książki 2017 na półmetku

  • Na półkach: Przeczytane, 2017 Skończyłem: 26 czerwca 2017 Plusów za opinię: 19 | Kto głosował?
    1

    Opinia:
    "Katedra" to powieść-modlitwa, która toczy się w kontekście sztuki średniowiecza. Łącząca elementy architektury romańskiej i gotyckiej katedra w Chartres jest dla narratora pretekstem, by snuć rozważania na temat Boga nie tylko w sztuce ale i w kulturze, w tym jak człowiek sam przestał odczuwać tę wielkość i piękno absolutu, by pozostać na płaszczyźnie pstrego kiczu i tandety. To także książka o tym jak człowiek nie może znieść tego, co naprawdę wielkie i wzniosłe, bo go to przerasta i przeraża zarazem. Ten powieściowy zamysł nie udałby się bez wielkiego języka i wspaniałego spolszczenia Marcina Masnego.
    2
  • Nienasycony
    Nienasycony
    Autor:
    Cykl: Nienasycony (tom 1)
    Na półkach: Przeczytane, 2017 Skończyłem: 10 czerwca 2017
    3
  • Wagiel. Jeszcze wszystko będzie możliwe
    Na półkach: Przeczytane, 2017 Skończyłem: 09 czerwca 2017

     Powiem szczerze, że mocno się bałem, że będzie to przepełnione jakimiś politycznymi wyziewami, rozwodzeniem się jak to zaprzepaszczamy kolejną szansę, rejtanowskim rozdzieraniem szat nad smutnym, pisowskim losem polskiej kultury. Nic tego - Waglewski jest znany między innymi z tego, że nie opuścił "reżymowej" Trójki i dalej prowadzi tam swój "Magiel Wagli". I chociaż pewnie tego rządu nie kocha, to nie przeszkadza mu to puszczać dobrej muzyki. Cóż, taka moda polityczna, ale Waglewski pozostaje taki sam - czy to komuna, czy III RP, czy pisland. I o tym jest ta książka. I o to cho.
    4
  • Teoria wszystkiego
    Na półkach: Przeczytane, 2017 Skończyłem: 04 czerwca 2017
    5
  • Ofiarologia
    Na półkach: Przeczytane, 2017 Skończyłem: 29 maja 2017 Plusów za opinię: 5 | Kto głosował?


    Opinia:
    "Leżała pośród rozrzuconych igieł, w odchodach, krwi i urynie". Niby jedno zdanie, a starczy za całą książkę.
    6
  • Miłość to piekielny pies. Wiersze z lat 1974-1977
  • Ludzie w czasach Jezusa
    Na półkach: Przeczytane, 2017 Skończyłem: 26 maja 2017 Plusów za opinię: 7 | Kto głosował?

    Dziś, gdy tak bardzo troszczymy się o wartość naszego życia, gdy nie umiemy obejść się bez wygód czy luksusów, gonimy za pieniędzmi i udajemy, że jesteśmy szczęśliwi w świecie bez idei, za to zarobieni po łokcie i odpoczywający na zamkniętych plażach All Inclusive, warto przyjrzeć się jak różnili się od nas ludzie, żyjący 2000 lat temu. I to nie tylko ci, o których pamięć przetrwała dzięki spuściźnie tradycji kultury śródziemnomorskiej, dzięki Antykowi i Biblii. "Ludzie w czasach Jezusa" to ciekawy przewodnik po tym świecie sprzed 2000 lat.
    8
  • Jak zostałem bażantem
    Na półkach: Przeczytane, 2017 Skończyłem: 23 maja 2017
    9
  • Podboje Boya. Tadeusz Żeleński: kobieciarz czy feminista?
  • Król węży
    Na półkach: Przeczytane, 2017 Skończyłem: 03 maja 2017 Plusów za opinię: 24 | Kto głosował?

    Opinia:
    Historia trójki przyjaciół - Dilla, Travisa i Lydii - nastoletnich odszczepieńców, żyjących na amerykańskiej prowincji. Autentyczna, szczera i wzruszająca historia dla młodych ludzi, którzy borykają się z podobnymi problemami - brakiem akceptacji i niezrozumieniem. Powieść uniwersalna w swojej wymowie, od której nie sposób się oderwać. Dla młodzieży i nie tylko. Myślę, że nie ma zbyt wiele książek, które traktują młodych czytelników serio, a nie jak target, a ta właśnie taka jest.
    11
  • Fotoalbum
    Na półkach: Przeczytane, 2017 Skończyłem: 02 maja 2017
    12
  • Namaluj Popka
    Na półkach: Przeczytane, 2017 Skończyłem: 02 maja 2017 
    13
  • Księgi Jakubowe
    Na półkach: Przeczytane, 2017 Skończyłem: 02 maja 2017
    14
  • Dowód osobisty
    Na półkach: Przeczytane, 2017 Skończyłem: 14 kwietnia 2017 Plusów za opinię: 16 | Kto głosował?
    Opinia:
    Sabach swoją powieść buduje wokół małej książeczki dowodu osobistego, który, w odróżnieniu od obywateli polskich, dla których dokument ten był oznaką dorosłości, w Czechosłowacji wydawano w wieku lat pietnastu. Podobne było to, że obywatel krajów socjalistycznych miał obowiązek mieć go stale przy sobie, by w razie potrzeby móc wylegitymować się przed organami władzy. Pamiętam odcinek "Czterdziestolatka" jak inżynier Karwowski legitymuje się tym dokumentem będąc w piżamie. Z powieści zrozumiałem też, że otrzymanie dowodu osobistego upoważniało obywateli czeskich do korzystania z knajp, bo nastoletni bohaterowie cały czas przesiadują nad kuflami piwa i nawet VB to nie przeszkadza, bardziej przeszkadza im jak bohaterowie nie mają dowodu osobistego. Powieść o buntach młodzieńczych, praskiej wiośnie i jej klęsce, o codziennym życiu w Czechosłowacji i kłopotach z bezpieką. Trochę wesoła i trochę smutna zarazem, bardzo osobista i przepełniona duchem hrabalowskiej gawędy. Najlepsza powieść Petra Sabacha jak dla mnie.
    15
  • Syndrom Riddocha. Tom pierwszy. Lepszego świata nie będzie.
    Na półkach: Przeczytane, 2017 Skończyłem: 04 kwietnia 2017
    16
  • Rozmowy telefoniczne
    Na półkach: Przeczytane, 2017 Skończyłem: 26 marca 2017
    17
  • Polska odwraca oczy
    Na półkach: Przeczytane, 2017 Skończyłem: 19 marca 2017
    18
  • Abubaka
    Na półkach: Przeczytane, 2017 Skończyłem: 16 marca 2017 Plusów za opinię: 22 | Kto głosował?

    Opinia:
    Swoją pierwszą powieścią Socha wpisuje się w krąg tematyczny zwany "częstochowskim kryminałem", którego prekursorami byli ludzie związani z Wydziałem Kultury i Sportu częstochowskiego Urzędu Miasta, Aleksander Wierny i Tomasz Jamroziński.Szczególnie "kryminał metafizyczny" Wiernego jest dla Sochy istotnym punktem odniesienia. Nie istniejemy bez miejsca, zdaje się mówić Socha, ale te znajome miejsca, ulice, budynki, mogą pewnego dnia stać się dla nas obce. "Abubaka" prowadzi czytelnika w inny wymiar, poza codzienność, w sferę idei i wielkich czynów. Tylko, czy tego naprawdę chcemy? Warto zadać sobie to pytanie w kontekście "Abubaki".
    19
  • Straceńcy
    Straceńcy
    Autor:
    Cykl: Fredrik Beier (tom 2)
    Na półkach: Przeczytane, 2017 Skończyłem: 04 marca 2017 Plusów za opinię: 6 | Kto głosował?

    Opinia:
    Sporo scen w prosektorium, sceny defekacji, opisy umierania pod wpływem śmiertelnego wirusa to tylko niektóre atrakcje, z którymi zetkniecie się podczas lektury "Straceńców". Zatem miłej lektury.
    20
  • Zagadki kryminalne PRL
    Na półkach: Przeczytane, 2017 Skończyłem: 04 lutego 2017
    21
  • Pod śniegiem
    Na półkach: Przeczytane, 2017 Skończyłem: 28 stycznia 2017 Plusów za opinię: 29 | Kto głosował?
    Opinia:
    To co robi Soukupova swoją książką "Pod śniegiem" mogę określić mianem zdrady - zdrady świata kobiet, który powinien pozostać tajemnicą. Trzy siostry, tylko jeden dzień, by ukazać inaczej ich życie, które prezentuje się nam zazwyczaj jako pełne siły, twarde, zahartowane w bojach ze światem i odporne na jego ciosy. Z tej banalnej perspektywy jednego dnia widzimy ból, niepewność, kompleksy, ale też przekonanie, że należy te słabości przezwyciężyć, że istnieje sens, dla którego nie można się poddać. Po jednym dniu przychodzi następny, następny i następny - to jest najistotniejszy sekret tej siły, która każe się zmagać bohaterkom z całym ciężarem egzystencji. I te kolejne dni są zawsze dla kogoś.
    22
  • Nie wierz nikomu
    Na półkach: Przeczytane, 2017 Skończyłem: 19 stycznia 2017 
    23

  • Nowy dom na Wyrębach