Dom (zly)

Dom (zly)

sobota, 29 sierpnia 2026

Skolim u Prezydenta

 Prezydent Karol Nawrocki spotkał się z młodymi ludźmi w Jastarni. Przed spotkaniem powiedział: Chcę wsłuchać się w Wasze pomysły, rozmawiać o sprawach, które są dla Was ważne, spojrzeć na świat Waszymi oczami"

Jednym z głównych gości Prezydenta był Skolim - jak rozumiem głos młodego pokolenia. Za dużo nie wiem o jego twórczości, więc chciałem się króciótko przyjrzeć piosence, którą jako jedyną poznałem kilka lat temu i która skutecznie wyleczyła mnie z wszelkiego zainteresowania osobą Skolima. Jednak po bliższym przyjrzeniu się tekstowi przecierałem oczy ze zdumienia. Oto tekst piosenki "Wyglądasz idealnie" i mój komentarz po każdej zwrotce:

Dla mnie, zatańczysz teraz dla mnieWyglądasz idealnie, gdy tańczysz tylko dla mnie (oj tak ładnie)Ładnie, bujaj się tak ładnieWyglądasz idealnie, gdy tańczysz tylko dla mnie(Hej, piękna kręć dziś dla mnie)Dla mnie, zatańczysz teraz dla mnieWyglądasz idealnie, gdy tańczysz tylko dla mnie (ej, ej)
Obudźcie mnie, ale podmiot liryczny tego wiekopomnego dzieła udaje się do klubu GoGo, na prywatny taniec erotyczny. Jak dowiaduję się na stronie klubu Hustler jest to "taniec prywatny w klubie nocnym — prestiżowym klubie nocnym — jest warty swojej ceny. Wybierając Hustler, otrzymujesz to, na co zasługują goście klasy VIP. Nie ma mowy o przypadkowych tancerkach, które odgrywają szybkie show w tłumie innych mężczyzn...oznacza spotkanie tancerki i mężczyzny w luksusowym, odosobnionym pokoju.  "

Widzę ciebie mała, jak jesteś doskonałaJak bardzo mnie to jara, jak bardzo mnie to jaraWchodzę do klubu, zamawiam pierwszą setęBiorę zawsze dla siebie najpiękniejszą kobietęBiorę ciebie mała, chcę byś tu zostałaChcę, byś skarbie mnie tej nocy mocno całowała
W drugiej zwrotce dochodzą alkohol i pocałunki, czyli zaczyna się gra wstępna podlewana "pierwszą setą". Prawdopodobnie podmiot liryczny zapłacił za opcję z "open barem", ale nie wiemy, czy "standard" - około 500 z., czy VIP - około 800. Jeśli chodzi o Pana Skolima, skłaniałbym się jednak ku opcji VIP.
Lubię jak się droczysz, myszko, lubię jak dochodziszUważaj moja mała żebyś się nie zakochała
Dwuwers bardzo skraca proces tzw. "forplay". Mówiąc wprost, podmiot liryczny ujawnia, że chodzi mu o "szybki seks" bez zobowiązań i oczekuje, że bohaterka wiersza będzie manifestowała seksualną satysfakcję i zaspokojenie. Ma to być doświadczenie bez zobowiązań, o czym świadczy drugi wers tej zwrotki.
Dla mnie, zatańczysz teraz dla mnieWyglądasz idealnie, gdy tańczysz tylko dla mnie (oj tak ładnie)Ładnie, bujaj się tak ładnieWyglądasz idealnie, gdy tańczysz tylko dla mnie
Rozumiem, że pierwszy akt skończył się dość szybko i teraz rozpoczyna się wszystko od początku.
Rozkładam nogi twoje i biorę to co mojeKolejną nockę, skarbie, spędzamy już we dwojeChciałaś mieć łobuza jak twoje koleżankiPodejdę teraz bliżej, ja zerwę z ciebie majtkiBędziesz więcej chciała, zobaczysz jak to działaPrzy mnie tej nocy będziesz ostro balowała (ej, ej, ej)
Podmiot liryczny odwiedza nocny klub po raz drugi, ale w opcji Diamond, gdzie za 1400 z. jest open bar, podwójny taniec erotyczny i towarzystwo wybranej tancerki w prywatnej loży. (informacje ze strony klubu Hustler). Wydaje się, że zbliżenie będzie teraz trwało, mimo swej intensywności, dłużej niż ekspresowy akt pierwszy.
Dla mnie, zatańczysz teraz dla mnieWyglądasz idealnie, gdy tańczysz tylko dla mnie (ej, ej)Ej, ładnie, bujaj się tak ładnieGdy tańczysz tylko dla mnie (ej, ej)Ej dla mnie, zatańczysz teraz dla mnieWyglądasz idealnie, gdy tańczysz tylko dla mnie (ej, ej)
Powracający refren to kolejne noce spędzone w klubie z tancerką, której imienia nie poznamy.

Ej piękna, poruszaj tak biodramiJak zostaniemy sami, poskładam Cię jak łabędzia z origamiIdę zawsze z piękną panią, wbijam na salonyJak kiedyś, jak wbiłem z moją damą
Tutaj z kolei widzimy wątek sado-maso dla wzmocnienia doznań, co chyba świadczy o znudzeniu swoją partnerką z nocnego klubu i że następnym razem poszuka następnej, która "wygląda idealnie" i zatańczy tylko dla niego.
Dla mnie, zatańczysz teraz dla mnieWyglądasz idealnie, gdy tańczysz tylko dla mnie (oj tak ładnie)Ładnie, bujaj się tak ładnieWyglądasz idealnie, gdy tańczysz tylko dla mnie(Hej, piękna kręć dziś dla mnie)

I tak w koło Macieju. Tylko nie wiem jak to rozwiązłe doświadczenie połączyć z Panem Prezydentem, przyszłością polskiej młodzieży, z wychowaniem do życia w rodzinie i przesłaniem JPII? Może ktoś mi podpowie?


poniedziałek, 10 sierpnia 2026

O co chodzi w "Zaproszeniu" Olivii Wilde?


 O co chodzi w "Zaproszeniu" Olivii Wilde?


Wypalone małżeństwo (Olivia Wilde i Seth Rogen) zaprasza do siebie parę uprawiającą seks w rozmaitych konfiguracjach (Penelope Cruz, Edward Norton), ale możemy się domyślać, że zawsze jest tam terapeutyczna podszewka - wydaje się, że w ich prowokacyjnych "or-gierkach" chodzi o coś więcej niż seks, że chodzi o rozmowę.


Para spokojnych, wypalonych, pogodzonych z wyjałowieniem pożądania, sąsiadów nadaje się idealnie - do rozmowy. I właśnie dialogi w "Zaproszeniu' tworzą jedyną w swym rodzaju komedio-dramę, która na naszych oczach staje się seks-dramą. Ileż już takich przeniesionych z teatru, mniej czy bardziej klasycznych utworów, mogliśmy podziwiać w kinie - od "Kto się boi Virginii Wolf" po "Rzeź". Czy "Zaproszenie" może być postawione na równi z takimi tytułami jak powyższe?


Tak, a zawdzięczamy to bezkompromisowej i prowokacyjnej fabule, która nie przekracza granicy dosłowności. Twórcy dowożą nas do ściany dobrego smaku i kiedy wydaje się, że całość się rozleci jak tekturowa scenografia filmowego studia, wszystko w ostatnim momencie wyhamowuje i nabiera refleksyjnego charakteru.


Siłą tego filmu są doskonałe role całej aktorskiej czwórki. To dzięki nim widz ani na chwilę nie zapomina, że ta terapia jest humorystyczną grą, w którą nie powinniśmy do końca wierzyć. Uwielbiam szalone komedie i "Zaproszenie" jest dla mnie na pierwszym miejscu doskonałą komedią a nie kinem terapeutycznym, kinem doskonałym na lato...jesień, zimę i wiosnę, bo lubię takie przekraczanie granic, które nie są przekroczone, lubię balansowanie na skraju szaleństwa, bo tym często bywa prawdziwe życie, ale z tą świadomością, że jesteśmy przypięci linką bezpieczeństwa i spokojnie wylądujemy w kinowym fotelu. Może odrobinę mądrzejsi, może bardziej otwarci, ale cały czas w swoim normalnym życiu.


Dlatego uważam, że w "Zaproszeniu" chodzi przede wszystkim o dobrą zabawę, o śmiech z obrazu, który przez chwile ujrzeliśmy w krzywym, groteskowym zwierciadle.


czwartek, 6 sierpnia 2026

Recenzja powieści "Zaświatowiec" Olgerda Dziechciarza


 

Racjonalista próbuje opisać boga


„Zaświatowiec” to powieść Olgerda Dziechciarza, jednego z najbardziej płodnych polskich pisarzy, którego twórczość rozpięta jest między prozą, poezją a historyczną literaturą faktu. Czy ta wieloraka twórczość przekłada się na rozpoznawalność autora? Obawiam się, że nie, a przecież twórczość pisarza pochodzącego z Olkusza i prowadzącego tam wydawnictwo Afront, nie ogranicza się tylko do lokalnego zasięgu. Wspomniany wcześniej „Zaświatowiec”, został wydany przez PiW i jest to tom liczący ponad 500 stron.


Mamy zatem przed sobą dzieło, którego nie wolno zbyć mianem „kolejnej niepotrzebnej książki”. Chciałbym tutaj uzasadnić, dlaczego tak uważam i że te 30 książek, które wydał Olgerd Dziechciarz, nie jest przypadkowym tworem, płynącym z „kategorycznego imperatywu” tworzenia, tylko wynikiem konsekwentnej literackiej drogi. Odniosę się przy tym właśnie do „Zaświatowca”, książki ważnej, jednak pomijanej na zasadzie „nie da się przeczytać wszystkiego”.


A warto przeczytać, bo „Zaświatowiec” łączy tradycję literatury światowej z pomijanym często lokalnym, polskim podwórkiem, ale jest to także powieść operująca metaforą „boga” jako kreacji, jako sztuki w jej wymiarze metafizycznym. Analogii do literatury światowej upatrywałbym w oświeceniowej powieści inicjacyjnej, a odniesienia do „Kandyda” czy w szczególności „Tristama Shandy’ego” Sterne’a nie wydają mi się na wyrost. Oto mamy Małopolskiego, który pojawia się jako twór wyobraźni autora, wyłaniającego się z „zaświatów” za sprawą aktu twórczego. Powieść Dziechciarza, podobnie jak wymienione wyżej utwory jest pełna ironii, autotematycznych gier, czy też przypisów, które odsyłają czytelnika do pozaliterackiego meta-świata.


„Zaświatowiec” to także lokalne poletko „Polski B” z jej politycznymi gierkami – cała akcja powieści toczy się wokół wyboru Małopolskiego na radnego. Przypominał mi ten aspekt utworu takie ikony polskiej popkultury jak serial „Ranczo” czy cykl filmów „U Pana Boga w ogródku”. Znamy także ten prowincjonalny obraz prowincji choćby z prozy Stasiuka, a idąc tropem literatury środkowo-europejskiej można tu wskazać na Hrabala jako stały punkt odniesienia dla takiego typu ironii. Powieść Dziechciarza ucieka bowiem od taniej uczuciowości, od tych sympatycznych prawzorców, każących kochać swoją „małą ojczyznę”. Autor raczej powtarza za Bursą „mam w dupie małe miasteczka”, a jego bohater kręci się po tej powieści trochę jak Adaś Miauczyński z „Dnia świra”, kontestując świat, w którym znalazł się przecież nie z własnej woli. Ewidentnie poletko autoironii przenika „Zaświatowca” i nie pozwala tej powieści skręcić w stronę taniego sentymentalizmu, a jest raczej jego ukazaniem w krzywym zwierciadle.


Jednak dla mnie „Zaświatowiec” jest w głównej mierze powieścią o stworzeniu i w tym sensie jest przesiąknięta duchem kreacjonizmu. Wszak autor jest dla bohatera bogiem, ale czy bogiem ostatecznym? - zdaje się pytać twórca. Oczywiście autor i w tym elemencie nie szczędzi nam gorzkiej ironii, dotyczącej ludzkiego losu jako permanentnej niemożności uwolnienia się ze smyczy oczekiwań i form. W tym rozumieniu Dziechciarz tworzy mit kreacjonistyczny nie jako baśń o Raju, ale jako prozaiczny horror codzienności, przypominający raczej małe lokalne piekiełko z jego marionetkowym charakterem i groteskowymi demonami.


„Zaświatowiec” to gra na wielu polach ironii – literatury, Polski B, „pana boga”. Owa ironia tworzy odnogi, otacza czytelnika i zaskakuje raz po raz, ale pod warunkiem akceptacji reguł gry. Znaczy to ni mniej ni więcej, że Dziechciarz stworzył ten świat i bohatera na własnych zasadach, nie bardzo przejmując się oczekiwaniami czytelników i redaktorów oraz kolejnymi wcieleniami sztucznej inteligencji, które ułatwiłyby porozumienie na linii pisarz-odbiorca, i poszedł pod prąd literackich mód. Właśnie w tym oporze, w tym „afroncie” wobec fałszu literackiego rynku, upatruję wagi powieści Olgerda Dziechciarza.