Dom (zly)

Dom (zly)

sobota, 8 stycznia 2022

Książki 2022

38. Narodowy Spis Zespołów Ha!art 30.12.2022



 Moje ulubione nazwy z Narodowego Spisu Zespołów z uzasadnieniem (ocenzurowano w zgodzie z zasadami netykiety i kancelowania mowy nienawiści – mam nadzieję)


ŻNIWA SIĘ SKOŃCZYŁY SPADŁ DESZCZ I SŁOMA POSZŁA SIĘ JEBAĆ – za życiową mądrość

UŚCISK DŁONI PREZESA – za uniwersalną wymowę

UŚMIECH KOMBINEREK – coś dla majsterkowiczów i fanów Adama Słodowego

SUPERPAŁKA I NAJEŹDŻCY Z KOSMOSU – z miłości do Jacka Pałuchy, jego malarstwa i FNS oraz Częstochowy

ROZBITE JAJA NA SZYBACH PARLAMENTU – wierząc w siłę protestu

MAGISTER Z WYCIĘTĄ PRZYSADKĄ MÓZGOWĄ – ze wstrętu do wszelkich tytułów, etykietek, półek

LATAJĄCY TABORET CZCIGODNEGO SZKIELETORA – bo wiem, kim był Szkieletor

KUFAJKA RENCISTY – słowa przeciw wykluczeniu

KULTURA OBSZCZYMURA – moja kultura

GALOPUJĄCE SANDAŁY – mieszkam w światowym centrum pielgrzymkowym

FURA GNOJU – za życiową prawdę

CIUCIO MORALES – z szacunku do spaghetti westernów i filmów Segia Leone

DELAYED EJACULATION – wiadomo

DZIADY ŻOLIBORSKIE – za aktualność polityczną

BURDEL PANA KLEKSA – czyli wszystko, co w życiu najlepsze

DENAZYFIKACJA – oby ta prawdziwa szybko nastąpiła

ŁOGDAN BAZUKA – czyli co naprawdę wydarzyło się w kwaterze komendanta

KOMBAJN DO ZBIERANIA KUR PO WIOSKACH – bo nie ma go w spisie

37. 

Kathy Acker "Krew i flaki w szkole średniej"  27.12.2012



Pełna bólu, krwi i flaków książka Kathy Acker przybywa dziś do nas z lat 70. Brutalna, postfeministyczna i prepunkowa proza jest de facto opowieścią o umieraniu dziewczynki-dziewczyny-kobiety, która pragnęła wolności i płaci za to najwyższą cenę. Dziś bardzo nieaktualna. Dziś w świecie skrzywdzonych kobiet nie ma miejsca na krew i flaki. I nie ma miejsca na wolność. Można tylko łkać u psychiatry o swojej krzywdzie, włóczyć po sądach, skarżyć w SM i nazywać to walką.



36. Peter Markus "Bob albo mężczyzna na łodzi".





Ha!art. Nieznana u nas proza Petera Markusa jest jak baśń, jest jak baśniowy poemat pisany prostymi zdaniami, wypełniony rytmem i refrenami. "Bob..." jest jak starodawna opowieść. Jakby ktoś opisywał obraz, jakby ktoś wyobrażał sobie, co dzieje się poza płótnem. Jakby bohater tego obrazu w pewnym momencie znikał. Opowieść z rzeki, opowieść o rybie, opowieść wypełniona milczeniem, które jest rozmową.

35.  "Berdyczów" Mata Kozłowska  17.12.2022





Barszcz radziecki


Marta Kozłowska w swoim metafizycznym kryminale „Berdyczów” podejmuje grę z tradycją rosyjskiej powieści. Pod pozorem kryminalnej zagadki – afrykański pomór krów w ukraińskim Berdyczowie – opisuje dziwności na wschód od naszego edenu.

Coś mi to przypomina, mianowicie persyflaż z tradycji rosyjskiej prozy, z którym zetknąłem się przy okazji lektury „Ruskiej klasyki” Daniela Majlinga. Obydwie książki łączy wydawnictwo Ha!art. Ruska klasyka jest dziś na topie - przynajmniej gdy widzimy ofertę krakowskiego wydawnictwa, gdzie możemy znaleźć dużo ciekawych, ale też dużo śmiesznych książek.

W Ha!arcie najczęściej ten śmiech bywa przez łzy i tak jest w przypadku „Berdyczowa” Marty Kozłowskiej. Karol Pytanko, specjalista do spraw weterynarii, przyjeżdża do Berdyczowa, by odkryć przyczynę pomoru trzody chlewnej. Na miejscu odkrywa, że dzieją się tam dziwne rzeczy – jak za przyczyną czarodziejskiej różdżki znikają ludzie a nawet przedmioty. Karol Pytanko staje twarzą twarz wobec metafizycznych zagadek godnych „Mistrza i Małgorzaty” i Archiwum X.

W posttotalitarnej aurze wszystko jest możliwe. Diabelskie harce odżywają i wiodą nas w tym groteskowym korowodzie poprzez życie tak nieprawdziwe, że nie wiadomo, czy Śmierć w ogóle istnieje. Ale włącza mi się małe pytanko (sic!) - czy to wszystko się u Marty Kozłowskiej zgadza? Czy udało się jej mnie zaczarować a nie rozczarować? I to pytanko jest w kontekście „Berdyczowa” niebezpieczne. Bo nie byłoby tego „pytanka”, gdyby wszystko mi się tutaj zgadzało, choć nie potrafię wskazać, jakiego elementu mi tutaj brakuje, żeby móc „pisać na Berdyczów” bez nadziei na odpowiedź.

Lubię ha!artowe groteski i ryzykowne konwencje, jestem cały „za” i jestem także „za” „Berdyczowem”. To była jednak wysoko postawiona poprzeczka – z ludowości Gogola i „urban legends” Bułhakowa.  Czy udało się ją pokonać? Każdy czytelnik musi sam poszukać odpowiedzi, ja mam poczucie, że trochę zabrakło.


34. "Pulverkopf" Edward Pasewicz 2.12.2022



Jeśli chcesz wiedzieć, co to książka nie przeznaczona pod strzechy, nie przeznaczona dla idiotów, to

na pewno nie są to powieści Olgi Tokarczuk. Taką książką jest "Pulverkopf". Boziu, jak mnie to

umęczyło, znudziło, rozczarowało. Ale też pozostaję pełen podziwu dla wybitności powieści i

Edwarda Pasewicza - poety, pisarza, który mnie zgiął, przybił do ziemi swoim tomiskiem. Ledwo zipię

. Co za nuda. Cięzka, listopadowa lektura.


33. Gaba Krzyżanowska "Jedna czwarta wróbla"  1.11.2022

                                                                     okładka HA!ART

Analiza ciąży


Książka Gaby Krzyżanowskiej, „Jedna czwarta wróbla”, to dziennik ciąży - intymny zapis tych dziewięciu miesięcy, zapis niemal fizjologiczny, jednak to, co najważniejsze dla tej książki dzieje się w sferze myśli. W efekcie dostajemy ciążowy „overthinking”, który wciąga czytelnika w głowę bohaterki i autorki.

Przepływamy z dnia na dzień, z płynami ustrojowymi, pokarmami, nastrojami. Czujemy się jak embrion orbitujący w tym świecie między mózgiem autorki-bohaterki a płodem, bezradni wobec natury i biologii. I to jest bardzo intymne wejście praktycznie w ciało przyszłej matki. Doświadczenie może niezbyt przyjemne, ale interesujące – jakby przeniknąć przez czyjąś skórę.

Empatio – pozwól żyć. Tak mi się pomyślało, że bez pancerza obojętności ciężko byłoby dotrwać do rana. I tak mi się pomyślało, że ta wirująca pralka myśli, mogłaby nabrać takiego impetu, jak nuklearny figdet spinner i wynieść przyszłą matkę na orbitę okołoziemską albo jeszcze dalej, a my czytelnicy moglibyśmy tylko zawołać – Halo! Gaba, tu ziemia!

Uważam, że można pisać o wszystkim, że opisywanie sytuacji skrajnych, oswajanie tabu ma po prostu sens. Ma sens tym bardziej, jeśli to „przepisanie” wrażeń i emocji pozwoliło przetrwać, pozwoliło zwolnić wirującym myślom.  


32. Daniel Majling "Ruska klasyka" 7.11.22


Co nam pozostało z tych wielkich idei? Z tych dialogów pełnych dramatu? Co pozostało z Dostojewskiego, Czechowa, Turgieniewa? Kupa śmiechu! Jak u Gogola. Ze słowackiego przepisała Weronika Gogola.

31. 

Mai Staśko "Hejt polski" - wyd. Ha!art 7.10.2022

 

                                                               okładka https://www.sklep.ha.art.pl/

Królowa hejtu


Piszę o książce Mai Staśko „Hejt polski”. Książka Mai Staśko składa się z hejtu, hejtu wypreparowanego z jej internetowych aktywności – komentarzy pisanych pod jej postami. Książka Mai Staśko to szambo, które wybiło i które zalewa nasze oczy i mózgi. „Hejt polski” to ważna książka, bo jest żywym zapisem tego, czym żyje Maja Staśko i czym żyjemy my – my, użytkownicy internetu, my, użytkownicy nowych mediów.

Starożytni dobrze wiedzieli, że portret jest dialektycznie złożony z wymierzonych przeciw niemu paszkwilów i z jego sławy. My w XX wiekuzmierzamy do tego, aby u siebie widzieć tylko powód do sławy, a u innych tylko do hańby” – pisał w XX wieku Bohumil Hrabal. Na dowód tego we wstępie do swojej książki „Aferzyści” zamieścił fragmenty listów, które otrzymywał od czytelników. Były to głównie, mówiąc dzisiejszym językiem pop-kultury, „hejty”. Hrabal, wracając do korzeni, wyprzedzał swój czas.

W XXI wieku hejt jest towarem. Co łączy Maję Staśko, Marcina Najmana i Jarosława Jakimowicza? To na nich „internety” wylewają hektolitry hejterskich odchodów. Wszyscy oni nie są wybitnymi przedstawicielami swoich dziedzin – Maja nie jest wybitną pisarką (podobnie jak Jaś Kapela), Najman nie jest wybitnym bokserem, Jakimowicz-dziennikarzem. Ale wszystkie te osoby mają silną konstrukcję psychiczną i nie przejmują się „co ludzie powiedzą”. Ktoś powie, że Maja Staśko walczy o słuszną sprawę. Podobnie uważa Najman, broniąc Jasnej Góry, Jakimowicz, wyrzucając tęczowe flagi do kosza na śmieci– każda z tych osób przekonana jest o własnej racji i może za nią oddać życie. Hejt jest dla nich wszystkich tylko dowodem, że ich racja jest ichnia!

Niedawno Ha!art wydał książkę „To nie jest Polska” – także w serii konceptualnej. Książka jest audiodeskrypcyjnym scenariuszem ważnych dla Polski wydarzeń. Książką tą rządzą skrajne emocje, ale audiodeskrypcyjny opis pozbawia je elementu wartościowania. Tęczowe i feministyczne marsze zrównują się z marszami narodowców. Zostają emocje, zostaje kultura hejtu, w jakiej żyjemy. Te same wpisy, co u Mai Staśko, znajdziemy u Najmana czy Jakimowicza. Bohaterowie internetów nie odkryli Ameryki, że aby wzrastać, potrzeba nawozu. Wspólnym mianownikiem dla ich działań jest subkultura MMA, gdzie hejt połączony jest z bezpośrednią, fizyczną agresją. Maja Staśko wystąpiła na takiej gali, czym, w moim przekonaniu, przypieczętowała swoje autentyczne motywacje.

Lepiej żeby cię nienawidzili, niż gdyby cię nie było – tak brzmi motto współczesnych czasów. „Hejt polski” będzie kolejną trampoliną dla internetowej sławy. Ale, pamiętajmy, ta zabawa jest tylko dla silnych osobowości. Hejt polski ma dziś twarz Mai Staśko.


30. Lawrence Durell "Balthazar" 12.09.2022






29. WG SEBALD "Wojna powietrzna i lteratura"

Rozliczenia niemiecko-niemieckie jako temat literacki.

 Niemiecka literatura - literatura, która milczy.


28. Eustachy Rylski "Wyspa"


Oniryczne, magiczne opowiadania wyłaniające się z morskiej

 toni. Szczególnie "Dziewczynka z hotelu Excelsior" mnie

 urzekła swą wyjątkową, językową urodą. I powrotem do PRLu.


27Raymond Carver "Na skróty" 8/10 23.08


Zwykły, powszedni koniec świata, opisany w prostych słowach.


26. Jacenty Dędek, Katarzyna Dędek "portretprowincji.pl"  10/10


portretprowincji.pl -refleksja






                                      fotografia z albumu portretprowincji.pl autor Jacenty Dędek


 Czarno-biała fototapeta


Ta Polska B była wcześniej obśmiana jako rakowa przestrzeń po transformacji. Filmy „Arizona” i „Czekając na sobotę” dobijały tę egzystencjalną prostrację politowaniem lub szyderą. Polska prowincja to był krajobraz po demontażu – PGR-ów, przemysłu, kultury. Nikt nie potrafił dostrzec tego ulotnego piękna, skazanego na pożarcie przez „nowy wspaniały świat”. Ale z czasem pojawiło się poczucie straty. W tym miejscu pojawiły się książki Magadaleny Okraski „Ziemia jałowa” i „Nie ma i nie będzie” czy Piotra Mareckiego „Polska przydrożna”. W tym miejscu – trzydzieści lat po rozpadzie, w roku 2020 – pojawił się album Jacentego Dędka z tekstami Katarzyny Dędek „portretprowincji.pl”.

A ja dodam, że to niechciane piękno znałem od dawna – z książek Bohumila Hrabala, z obrazów Jerzego Dudy-Gracza. To są te „miasteczka, w których zatrzymał się czas” z ich niesamowitymi, zwykłymi-niezwykłymi bohaterami. W pędzie za „nowym wspaniałym światem” nie mamy czasu przeżywać piękna. Dziś wszystko przypomina fototapetę, obrazek bez głębi, bez ostrości marzeń i tęsknot, który wyrażał ten wszechobecny i wstydliwy prlowski kicz – kicz z Madonną, kicz z papieżem, kicz z morzem i plażą. Urzeczywistnienie marzeń o dostatku odebrało nam prawdziwe marzenia o spokoju i beztrosce. Na to miejsce przyszło zagrożenie, że wypadniemy poza margines. A wypadniemy, gdy nie zdążymy za tym światem. Dziki pęd bez szczęścia i pocztówki z egzotycznych wakacji w realnym kiczu naszego życia na fejsbuku lub instagramie zastąpiły nam prawdziwą radość i piękno.

Takie jest piękno polskiej prowincji w książce Katarzyny i Jacentego. „portretprowincji.pl” to czarno-biała fototapeta z prawdziwego życia, z prawdziwych marzeń, wspomnień i emocji. "Ich portret” to także zapis dzielności ludzi, którzy może nie wyglądają jak superbohaterowie z instagrama, ale którzy się nie poddali.

I muszę dodać jeszcze jedno – temat żydowski powraca tutaj nieustannie. Momentami odbierałem teksty Katarzyny jako dyskusję z „Shoah” Claude’a Lanzmana, szczególnie tekst „Miasto balkonów”. Dawno nie czytałem tak przejmującego tekstu na temat rozliczeń polsko-żydowskich. Ten tekst aż prosi się o ciąg dalszy – ciąg dalszy, który poszedłby pod prąd obowiązujących, upolitycznionych narracji.  

 


25. "Podziemia" Don DeLillo 16.08 9/10

W "Podziemiach", tej arcypowieści z motywem przewodnim piłki bejsbolowej, powieści arcyamerykańskiej, powieści o powojennej Ameryce XX-go wieku, wszystko - bogaci i biedni, luksusy i śmieci, wojna i pokój  - zostaje zrównane w planie śmierci. Sztuka próbuje to wyrazić, tylko nie wiadomo po co. I takie wrażenie pozostaje po tym blisko tysiącu stron syntezy Ameryki przed WTC- poczucie głębi egzytencji i historii oraz straty czasu jednocześnie.

24. "Walden" Henry David Thoreau 21.07 8/10 





Medytacje nad jeziorem Walden. Medytacje w czasie pracy. Medytacje nad przyrodą. Medytacje nad przemijaniem. Medytacje nad samotnością. Medytacje nad szczęściem. Medytacje nad spełnieniem. Życie każdą chwilą.W skupieniu. Bez strachu. Poemat prozą, który jest medytacją. Mimo, że od tamtego czsu minęło prawie 200 lat, wszystko, co tu napisane, pozostaje aktualne, chociaż coraz bardziej pogrążamy się w cywilizacyjnym pędzie. A może dziś bardziej aktualne niż wtedy?  Wszystkie ludzkie aspiracje, poglądy, fascynacje, walki stają się bez znaczenia wobec prawdy natury.


23. "Justyna. Kwartet aleksandryjski" Lawrence Durrell 18.07 


 Niech sczeźnie równość.„Justyna. Kwartet aleksandryjski” Lawrence Durrell

„To lepsze niż wycieczka do Hurghady” Łukasz Suskiewicz

Aleksandria – miasto, gdzie spotkała się Afryka i Grecja. Kolebka kultury europejskiej. Tło opowieści miłosnej Durrella. Świat przedwojenny, wielokulturowy, świat podziałów, klas i ras. Miłość jest w centrum tej scenerii. Jest to tak intensywne pisanie, że wydaje się jeden raz za mało, by rozpoznać tutaj wszystko. „Justyna” to pierwszy tom tego kwartetu, gdzie wszystko przenika się, splata i tłumaczy siebie nawzajem. Ale już po tym pierwszym tomie pozostało mi jedno wrażenie – tego świata już nie ma, tych emocji już nie ma, tych dramatów już nie ma. Dlatego była to dla mnie powieść o stracie. O utracie głębi egzystencji. Arystokratyczny charakter dzieła Durrella nie polega na podziale klasowym. Arystokrata w tym dziele to artysta, myśliciel, psycholog. Ktoś, kto schodzi głęboko. Proces demokratyzacji zasypał wszystkie doły. Także te nierówności, które są nierównościami naszych dusz. W „Kwartecie aleksandryjskim” brzmi tęsknota za głębią – za głęboką miłością, za głęboką zazdrością. Ta zmysłowa opowieść nie jest w dzisiejszym rozumieniu erotyczna. Erotyka „Justyny” to intensywność poznania kobiety, jej ciała i jej duszy, które za każdym razem myli tropy i za każdym razem jest tylko cząstką, namiastką. W tej pogoni, w tym poszukiwaniu zatracamy się wraz z narratorem do samego końca. Na styku kultur. W świecie, który bezpowrotnie przeminął. A my podróżujemy, latamy, biegamy z miejsca na miejsce, by brodzić w płyciźnie – czy w Europie, czy Azji, Afryce, Ameryce. W Grecji i Rzymie. Utraciliśmy swoją tożsamość, więc nie potrafimy kochać. I to jest bardzo smutne. Niech sczeźnie równość.


22. "Podnieść na siebie rękę. Dyskurs o dobrowolnej śmierci" Jean Amery 9.07 8/10


Never give up

Eseistyczna książka na temat samobójstwa to moje pierwsze spotkanie z twórczością Jeana Amery’ego. Trudne spotkanie i ciężkie jak wieko trumny myśli na temat, który jednak mocno dotyczy każdego z nas. Tematy tabu – seks i śmierć. Naturalne ludzkie determinacje i droga do ich przekroczenia. Z seksem - czyli życiem - jakoś tam, lepiej czy gorzej, poszło. Ze śmiercią, czymś najnaturalnieszym pod słońcem i wręcz obowiązkowym, mamy większy problem. Pracuję od ćwierć wieku w szkolnictwie zawodowym i nie pamiętam/nie wiem, żeby kształcono w Polsce w zawodzie grabarza. Wielka szkoda, bo profesja ta wymaga niebywałego kunsztu. Temat śmierci, temat tabu. W wielu przypadkach załatwia to religia. Normy i zakazy religijne w sferze erotyki w dużej mierze determinują nasze zachowania, nawet jeśli się z nimi nie godzimy. Podobnie ze śmiercią. Przy akcie poczęcia i przy akcie zgonu nieodłącznie towarzyszy nam ksiądz, nawet jeśli go tam nie ma. Człowiek musi znać odpowiedź, musi wiedzieć, co mu wolno, czego nie – taka jego natura. Przysłowiowe – jak żyć, panie premierze!

Amery stawia na absurd i niechciany dar wolności. W kontekście samobójczych inklinacji odbija się pierwotna pycha, chęć bycia Panem każdej sytuacji. Amery chce, żeby zwyciężyła wolna wola wobec absurdu egzystencji, wobec braku odpowiedzi, której autor nie znajduje w religii.

Jeden widzę mankament tej transgenicznej literatury, transgresji ku niebytowi, ku nicości. Samotność. Dla mnie ona jest słabym punktem jego wywodów. Dla Amery’ego samotność to prawda, ludzkie relacje to kicz i kłamstwo. Jako rasa próbujemy podporządkować sobie drugiego człowieka, zniewolić go dla siebie. Nazywamy to miłością. Samobójcza śmierć jest dla Amery’ego wyzwoleniem z tej obłudy. Pragnienie dobra dla Amery’ego to kajdany, które może zerwać jedynie akt podniesienia na siebie ręki – wtedy stracicie nade mną swą władzę, grozi autor.

Ale jest to wymowa egotyczna, podkreślająca za każdym razem owo „ja” jako najważniejsze. I to jest dla mnie słaby punkt tych rozważań. Humanistyczne „człowiek w centrum” zmienia się w postmodernistyczne „ja w centrum”. Zostawię zatem to wszystko i wyjadę w zaświaty, których nie ma.

Dla mnie życie to struktura połączeń. Zerwanie jej każdorazowo powoduje zawalenie się porządku. Jeśli jest to śmierć naturalna, to potrafimy tę strukturę odbudować. Akt samobójstwa jest zburzeniem, po którym zostają ruiny. Wtedy trzeba wywieść gruz i zaczynać od zera.

Szacunek dla tych, którzy to potrafią. Nie wzbudza mego szacunku ten, który czyni chaos w imię swoje. Zamiast uczyć się jak żyć i jak umierać, mamy u Amery’ego mądrość wandala, który pragnie pustki, zapominając, że zostawia zgliszcza.


Wielka literatura, która niczego nam nie powie.

21. "Czepiec" Katerina Kucbelova 1.07 6/10


                                                       zdjęcie okładki Wydawnictwo Ha!art


Wszystko było zakryte

„Czepiec” Kataríny Kucbelovej to opowieść o plamach. O plamach na sumieniu narodowym i na sumieniu własnym. Plamach, które trzeba zakryć, tak jak czepiec zakrywa kobiece włosy, by wiadome było każdemu, że kobieta nie jest już stanu wolnego i należy się jej, jako mężatce, szacunek.

Czepiec” to utwór na przecięciu reportażu i powieści. Przenikają się tutaj świat folkloru i wewnętrzna, psychologiczna przestrzeń kobiet, którym towarzyszymy w podróży po słowackiej tradycji Przewodniczką dla Katariny, autorki-narratorki-bohaterki „Czepca”, jest osiemdziesięcioletnia Il’ka. Możemy je nazwać Katerina-niewiasta oraz Il’ka-wiedźma. Pierwsza nieświadoma, ta która odrzuca tożsamość jako zbyteczny balast dla przyszłości. Druga, to ta, która wie, która rozumie, że roślina odcięta od korzeni usycha.

Katerina-niewiasta pragnie uszyć tradycyjny czepiec. Il’ka-wiedźma, ta która wie i potrafi, wprowadza ją w arkana trudnej, mozolnej ludowej sztuki. Uszyć dla siebie czepiec to uszyć dla siebie zniewolenie – zniewolenie mężatki, której społeczność przypisuje określoną rolę, ale także zniewolenie tradycją, całym historycznym ciężarem. Taki paradoks. Czy potrzebny? Czy nie lepiej rzucić to wszystko i stworzyć „nowy, lepszy świat”.Tego właśnie próbuje dowiedzieć się Katerina-niewiasta. 

Sensem staje się tutaj droga, a cel nie ma znaczenia. Cel jest ukryty w mozole, w pracy, w codziennym procesie odbudowywania rzeczywistości. Tak jak w „Micie Syzyfa” Camusa, tyle że na ludowo. Przeszłość jest ciężka, często mroczna, kolorowe, ludowe wzory zakrywają mrok, jednak bez niej nic nie ma. Dla Kateriny-niewiasty ta podróż staje się wiedzą, że nie ma idealnego świata, że ci, którzy wierzą w idealny świat – kłamią, że ci, którzy pragną tej pięknej, czystej rzeczywistości są największymi jej niszczycielami. Największą lekcją Kateriny-niewiasty staje się pokora – pokora dla swych poprzedniczek, zwykłych kobiet z ludu, które, nie będąc idealnymi, miały swoją mądrość i swoją drogę.

Żyjemy w świecie, w którym wszystko jest wywalone na wierzchu. Ekshibicjonistycznie obnażamy naszą codzienność. Kręcimy w social-media serial z nami samymi w roli głównej. Czepiec nakazywał skromność, przyzywał poczucie wstydu – zakrywania tego, co nie powinno ujrzeć światła dziennego. Brodzimy zatem w chwilowości, która zamienia się w sterty odpadków – zamiast wspomnień ciągniemy za sobą śmietnik wykreowanych przeżyć.Życie staje się nieistotne. Katerina-wiedźma. Jeśli wy też chcecie wiedzieć, to sięgnijcie po „Czepiec”.


KsiążkęCzepiec”, autorstwa Kateriny Kucbelovej, wydało Wydawnictwo Ha!art, a przetłumaczyła ją ze słowackiego Katarzyna Dudzic-Grabińska.


20. 23.06 "Wszystko za życie" Jon Krakauer 7/10 


Oczywiście najpierw był film. Książka została wydana dopiero w 2021 roku. O tym, że "można rzucić to wszystko i wyjechać na Alaskę". Bieszczady to przy tym mały pikuś. Alexander Supertrump tak zrobił i był przez chwilę szczęśliwy. Film, dzięki wspaniałym zdjęciom, robi duże wrażenie. Reportaż nie był w stanie oddać piękna dzikiej przyrody.


19. 16.06 "Kobiety, których nie ma" Sylwia Góra 3/10

Trudne tematy. Bardziej praca naukowa z dziedziny socjologii niż reportaż. Tyle że praca naukowa bez rozbudowanej bibliografii, przypisów i badań. Czyli książka popularno-naukowa dla nieświadomych problemu.

18. 1.06 "Hotele" Łukasz Suskiewicz 8/10

"Hotele" Łukasza Suskiewicza wyd. Fundacja Duży Format - refleksja ogólna


                                                      https://fundacjadf.pl



Dzień dobry


Witam się sam ze sobą. Tym, którego nie znam. Tym, który żegna się ze sobą, by wyruszyć w dalszą drogę i zamieszkać w miejscach bez nazwy. Śmierć nie jest odpowiedzią – mówi Łukasz Suskiewicz w tomie opowiadań „Hotele”.

Częstochowski autor dał nam się poznać jako surowy obserwator zwykłego świata. Opowiadania „Mikroelementy” bolą drobnymi dawkami Polski, mini-powieść „Zależności” dobija traumą wychowania w polskiej rodzinie. Rozjeżdżamy się tutaj z pozytywnym mniemaniem na swój temat i takie pisanie zaboli megalomanki/megalomanów, czyli 99 % z nas. Usadowieni w narcystycznych bajaniach na swój temat, podkreślający własną wyjątkowość, snujemy swoją bajkę utkaną z kłamstw, które zwiemy prawdą. Ten trop łączy wyraźnie wcześniejsze książki Suskiewicza z „Hotelami”.

Fikcja literacka jest w „Hotelach” poligonem Prawdy. Żyjemy na progu tragedii, a każde nasze kłamstwo zostanie obnażone – ten egzystencjalizm „Hoteli”, oczekiwanie na „break point”, „sytuację graniczną”, odwołując się do terminologii egzystencjalistów, przesyca wszystkie te teksty. Tak, ale po co?

W moim przekonaniu chodzi tu o ateistyczną etykę. W świecie bez Boga także istnieje Prawda – mówi Suskiewicz. Bohaterowie jego opowiadań stają wobec Prawdy o sobie. Mit to kit. Narcystyczna banieczka pryska. I co wtedy? Egzaltowani, nowocześni, utopieni w rodzinnych wartościach, intelektualnie  bogaci i artystycznie wrażliwi, stają się jak menele, jak brutalne, osiedlowe orki. Do tej pory wciągali proch standardu, upajali się dokładaniem kolejnych cegiełek w sztafecie pokoleń. Teraz stali się jak Walter White, bohater serialu „Breaking Bad”, który z nauczyciela chemii przeradza się w potężnego dilera narkotyków. Nienawidzący siebie, swojego życia i gotowi na wszystko.

Ateistyczna etyka u Suskiewicza to otwarcie się na Prawdę, to świadomość, że jeszcze nie jest za późno. Że w świecie bez Boga także powinno nam zależeć. I że tylko fikcja, że tylko sztuka może nam o tym, w świecie bez Boga, opowiedzieć.

17. 25.05 "Trash Story" Mateusz Górniak 7/10


O książce "Trash Story" Mateusza Górniaka wyd. Ha!art

 

                                                             okładka Bolesław Chromry


zdech

kompiluj mnie w megaszepty zastanych obrazków, ściemniaj na pigule fandomowej iluminacji, strofuj mą starość i robaczywość bez nazw, izmów, przydomków

to moje dzieci z włatców móch, south parków, pokemonów

stary telewizor kupiony za niemca, otake, słaba antena naziemna śnieży, mundial w korei oglądany z czeskich kanałów, zero kablówki, zero interneta

jeszcze wierzyłem, że świat jest dobry, że wszystko się przemieni i nie wierzyłem w biedę, chlejąc po meczu w piątek

nawet nie zauważyłem jak skończyłaś szkołę, potem studia po nic, trash, życie biegnie samo nie wiadomo dokąd, trash trash trash rapy, hiphopy, bloki, zespoły szkół

skąpani w biedzie i słońcu, beztroscy

tak tu jest, kenny, nie ma lekko, ale jesteś zadowolony

zdech ten czas, zdech pies

krew w piach

analiza serca, trzustki, wątroby

węgiel się kończy, gaz się kończy, ropa się kończy

w hiszpanii mega tanie mieszkania, tam jedź, pracę i tak masz zdalną



16. 22.05 "Straszydła na codzień" Karel Michal 8/10


Doskonały czarny humor, ale niekoniecznie w ścisłym sensie, bo to rzeczywistość socrealu straszniejsza niż "paranormal activity". Czeskie klimaty w najlepszym, groteskowym wydaniu. 

15. 6.05 "Zuza albo czas oddalenia" Jerzy Pilch 6/10


Pilch o swych smutnych dziwkach.


14.     16.05  "Pokora" Szczepan Twardoch 6/10  


Twardoch o Śląsku i Ślązakch, ich problemach z tożsamością. Akcja zaczyna się w 1911 i trwa do powstań śląskich w latach dwudziestych. Bohaterem jest syn górnika, Alois Pokora, którego wciągają tryby historii. A ja nie musiałem czytać tłumaczeń ze śląskiej gwary i miałem poczucie monotonii. Jakby mi się przejadło takie pisanie. Jakbym to już czytał kiedyś. Dobra książka, przewidywalna książka.


13. Magdalena Okraska 5.05 " Nie ma i nie będzie" 9/10



Jedna z nas


„Nie ma i nie będzie”, reporterska książka Magdaleny Okraski, wyszła w przedziwnym momencie – po oficjalnie zakończonej pandemii wybuchła wojna w Ukrainie. Czy to najlepszy moment, by rozliczać się z transformacją ustrojową w Polsce? Pokazywać miejsca, gdzie nie wszystko poszło jak trzeba, gdzie kiedyś tętniło życie, były duże zakłady, były duże osiedla a dziś pozostają tam tylko ci, którzy nie mieli dokąd uciec? Czy nie ma większych problemów? Nie ma i nie będzie.

Magdalena Okraska pisze o smutnych miejscach i sfrustrowanych ludziach, którzy nie załapali się na nowe. Krajobrazy Wałbrzycha, Myszkowa, Skarżyska-Kamiennej, Włocławka i Tarnobrzegu są zatopione w postindustrialnej scenerii upadłych zakładów, dookoła których snują się cienie ludzi, którzy nie byli w stanie/nie potrafili znaleźć sobie lepszego miejsca i zostali ze swoimi wspomnieniami. Autorka dociera do nich i z własnych wrażeń, rozmów oraz pejzaży upadłości tworzy swoją opowieść – opowieść pełną melancholii o świecie, który przestał istnieć.

Książka „Nie ma i nie będzie” nie jest diagnozą, nie jest analizą sytuacji, silącą się na obiektywizm. Jej siła tkwi w nostalgii, w ukazaniu ludzkich emocji w scenerii upadłości i wszystko to jest na swój ponury sposób piękne. Czytając te reportaże, nie sposób uwolnić się od wrażenia, że autorka zwyczajnie lubi ten krajobraz i , co oczywiste, tych ludzi. To nie jest tak, że Okraska biegnie ratować, co się da. Tytuł „Nie ma i nie będzie” nie jest tytułem z nadziei – tutaj już się wszystko dokonało.

Nowe ciuchy, nowe gadżety, odpicowane rezydencje, zdjęcia z egzotycznych krain, zapier… maszyny i fitness. Tej kupy śmieci u Magdaleny Okraski nie znajdziecie. Spełniony kapitalizm jest tak kiczowaty, że ucieszone, zadbane twarze dziewczyn z insta i chłopaków spekulujących kryptowalutami są nijakie, giną w masie produkowanej fikcji. To, czym jaraliśmy się w PRL-owskiej podstawówce, okazało się kolejną wydmuszką, co gorsza - szkołą egoizmu.

I to najbardziej uderza w reportażach Okraski – fikcja PRL-u zabrała nam wizję wspólnoty, że można żyć, mieszkać, pracować razem, dzielić radości i smutki. Nie bieda, nie ludzkie niespełnienie i bezradność przyciąga autorkę w te opuszczone miejsca. Przyciąga ją tam nostalgia za wspólnotą, którą zatraciliśmy wraz z kapitalizmem i obraz postindrustialnych ruin jest pamięcią o świecie, gdzie zamiast lansu ludzie musieli się wzajemnie wspierać, by móc przetrwać ponad albo lepiej pod systemem.

I w tych niespełnieniach, rozczarowaniach, utraconych marzeniach zanurzone są reportaże z książki „Nie ma i nie będzie”. Wraz z autorką i jej rozmówcami spacerujemy po tym krajobrazie straty, utraconej szansy, w przekonaniu, że lepiej i tak nie będzie. A Magdalena Okraska w tym świecie jest jedną z nas.



12.  24.04.22

"Lincoln w Bardo" George'a Saundersa - kilka zdań.

                                                      zdjęcie okładki  www.znak.com.pl
 

Życie grobowe


Wszytko, co mamy, po śmierci przestaje być nami. Tak trudno się z tym pogodzić. Właściwie „Lincoln w Bardo” George’a Saundersa jest o niemożliwości pogodzenia się ze śmiercią, o braku zgody na opuszczenie życia, które nadawało ciału kształt. Abraham Lincoln nie może pogodzić się ze śmiercią 12-letniego synka, Willie’go. Nie chce pozostawić syna samego w cmentarnym grobowcu, odwiedza go, bierze jego ciało w ramiona.

Opowiadają nam o tym duchy, zamieszkujące cmentarz. Zjawy te obserwują cierpienie ojca, ale widzą też pośmiertne przemiany duszy Willie’go. Wokół jego śmierci odbywa się mroczny taniec duchów, ukazujący ich jako zbłąkane i uwięzione na cmentarzu wspomnienia o życiu. Przedziwne te zmory żyją wspomnieniami i marzeniami swej minionej egzystencji. To duchy historii i duchy niespełnionych pragnień. Żyją one jako wyobrażenia i pamięć o zmarłych – uwiecznione na kartach opowieści, uwiecznione na kartach historii.

A gdyby je przestać nękać pamięcią i dociekaniami? A gdyby nie tworzyć na nowo tych zjaw w naszej zbiorowej tożsamości? Zostawić je i pozwolić odejść – wbrew potrzebie żyjących, wbrew potrzebie nieśmiertelności?

„Lincoln w Bardo” łączy prozę, poezję i dramat, łączy horror, tren i tragedię, by opowiedzieć o cierpieniu ojca w żałobie. I że to my, ludzie żywi, tworzymy swoje opowieści o śmierci, próbując nadać sens temu, co jest naszym ostatecznym przeznaczeniem. I że tylko życie ma sens.

11. 16.04.22 

"Jak Bóg przykazał" Ammanitiego - kilka zdań.


                                                            zdjęcie okładki www.muza.com.pl


Apokalipsa zdarza się


„Jak Bóg przykazał” Niccolo Ammanitiego jest jak rwący nurt rzeki dla bezbronnego czytelnika w pontonie. Nie sposób się oprzeć ani zatrzymać, zdani na łaskę pędzącej narracji, czytając myślimy o tym mrocznym tygodniu – apokaliptycznym tygodniu dla bohaterów, a siłą tej mrocznej powieści także dla czytelnika.

Rino Zena jest faszystą, Christiano Zena jego nieodrodnym synem, Cztery Sery jest debilem, Danilo Aprea nieudacznikiem po rozwodzie. Planują ukraść bankomat. Tyle na temat zarysu fabuły. Banalnie i z gruntu fałszywie – ten zarys niczego wam nie powie o „Jak Bóg przykazał”. Jest to bowiem książka precyzyjna w swej meandryczności, realistyczna i metafizyczna jednocześnie, łączy gatunkowość i autorską wizję. Niemożliwe? Trzeba zatem sprawdzić samodzielnie.

Horror? Kryminał? Thriller? Powieść o skomplikowanych relacjach ojca samotnie wychowującego swojego syna? Mroczna metafizyczna wizja? Powieść psychologiczna? Brutalna proza społeczna?

Wszystko. Często sarkam, że autor błądzi w gatunkach i konwencjach, nie potrafi odnaleźć pomysłu na powieść. W tym przypadku wszystko jest tak misternie splecione i wyraziste, że można jedynie upajać się pisarstwem Ammanitiego w podziwie i przerażeniu.




10. Piotr Bratkowski "W stanie wolnym" 30.03 5/10

Umęczony po lekturze debiutu Piotra Bratkowskiego z 1983 roku. Szukałem czegoś uniwersalnego i buntowniczego zarazem i nie znalazłem. Życie literackie, życie pisarza doby PRL-u- próby ujęć i dystansów zjawiska. Zbyt formalne? Dla mnie zbyt męczące, bo miało być o życiu a życia tej prozie brakuje najbardziej. Naśmiewał się, naśmiewał, a czytelnikowi do śmiechu daleko.


9. Antonio Lobo Antunes - "Zadupia" 25.03 8/10

Monolog o wojnie. Bliska poezji osobista proza o czasach dyktatury Salazara w Portugalii. Jakoś blisko Pessoi bym tę powieść położył. Intensywnie, mocno, nieraz wręcz behawiorystycznie o wielkim kłamstwie konfliktu w Angoli.


8. "Bowie w Warszawie" Dorota Masłowska 16.03 8.10

                                                        okładka www.wydawnictwoliterackie.pl


Dziewczyno, przecież ty nie pamiętasz prl-u


Jest początek lat 70-tych . Nadchodzi epoka Gierka. Nie znany bliżej nikomu Dawid Bowie wysiada na dworcu – to ostatni przystanek kolei transsyberyjskiej - i spaceruje po Warszawie kilkadziesiąt minut. W księgarni kupuje kilka płyt – m.in. album zespołu „Śląsk”. Tak powstaje znany z ponurości utwór „Warsaw” i legenda o nieformalnej wizycie Bowiego w stolicy prl-owskiej Polski.

No i jest Masłowska, która przepoczwarza tę legendę na swój genialny sposób. Jej utwory zawsze były dramatyczne, a nawet operetkowe, na swój hip-hopowy style. Bo świadomie, czy nieświadomie, ale te konwencje przeszyte są groteską i folklorem. Z reguły jest to folklor miejski, przeniknięty duchem „urban legends” – tutaj reprezentuje te legendy dusiciel kobiet. Brzmi to wszystko wesołkowato i smutno zarazem, jakby ludowa operetka przeistaczała się w tragiczną operę „Halka”, tyle że w „Warszawie”, a Bowiego tyle, co trwał jego spacer po Warszawie.

Trochę z mitów prlowskich utkana jest ta drama, z wyobrażeń o rodzicach, może dziadkach jak to się do Warszawy ze wsi przeprowadzili. To mogliby być raczej moi rodzice z początku lat 70-tych, ale, wiadomo, różnie bywa. I że Warszawa prlowska to jednak wieś była. Nie dziwne zatem, że ten folklor taki przaśny, szary i monotonny tutaj. Zamiast wiejskiej chaty – betonoza. I są momenty, jest inicjacja kobieca w duchu gender i stylu socrealnym.

Dziewczyna, która nie pamięta prl-u, daje nam tę energetyczną operetkę w sosie tragifarsy, bo myśli o korzeniach, o tożsamości, o tożsamości kobiet – co da się wycisnąć z legendy o wizycie Bowiego w Warszawie na początku lat 70-tych?

No, kocham ten perwersyjny styl, który zaciera to, co śmieszne i to, co straszne; że zrazu śmieszy, by za chwilę straszyć - postwojenny folklor ze stalinowskich, grubych murów nim nastała epoka wielkiej płyty.


7. "Przewóz" Andrzej Stasiuk 13.03 5/10
Wojenna książka Stasiuka. Wszystko stoi tutaj w miejscu, albo lepiej, kręci się dookoła. Przez 400 stron. Wojna jako czekanie na śmierć. Stasiuk nie poszedł w tani, lewicujący pacyfizm, ale nie udało mu się dotrzeć tam, gdzie zamierzał. To znaczy, ja tam nie dotarłem.

6. "Zawsze jest dzisiaj" Michał Cichy 30.02 7/10 


Spacery po Warszawie jako droga do zrozumienia siebie. Cicha, poetycka, medytacyjna proza. Literatura piękna.


5. "Mambo dżumbo" Ishmael Reed 22.02 9/10 


                                                                      okładka ha.art.pl


Zaraza


Od tysiącleci toczy się walka – walka uwięzionych i strażników, walka niewolników i panów. Walka między postem, utrapieniem i pokorą a ekstazą, radością i dumą. Wszystko to dzieje się w dwóch planach – makro- i mikrokosmosu, w przestrzeni kosmicznej i w przestrzeni duchowej. O tym zniewoleniu, o walce z nim jest np. „Ubik” Dicka czy film „Matrix”, sprowadzający transcendent do młodzieżowego wymiaru pop-kultury. Taką książką jest „Mambo dżambo” Ishmaela Reeda - powieść z 1971 roku, powieść o inwazji voodoo, powieść o epidemii Dżes Gru, czyli epidemii tańca i epidemii wolności.

W universum Marvela odwieczni bogowie toczą ze sobą walkę o rząd dusz, mityczni superbohaterowie-herosi powracają do naszego świata, by rozprawić się z siłami zła, które zabierają człowiekowi poczucie wolności i spontanicznej radości. Drobny człowiek zaczyna czuć kosmiczną moc przemian, staje się jej cząstką – a może jest wybrańcem? Ten ukryty pod komiksową treścią przekaz może trafić do ciebie, ty, który cierpisz; ty, który czujesz się zniewolony; ty, który jesteś słaby. Przekaz ten nasila się w dobie komputerowych nerdów – oni mogą stwarzać swoje uniwersa, mogą być panami swoich własnych wszechświatów. Istnieje zatem groźba – groźba powstania milionów mikrotyranii na dyskach i serwerach. Jak ma się do tego Dżes Gru?

Dżes Gru to epidemia tańca i radości, wypływająca z ragtime’u i swingu. Zaczyna się wszystko w Nowym Orleanie i szybko rozprzestrzenia się w kierunku Nowego Jorku – centrali Mordoru, przywołując Tolkiena, bo w Mambo Dżambo może znaleźć się wszystko. „Mambo Dżambo” to psychodeliczny dżem zmiksowany ze wszystkiego, co spontaniczne i swobodne. Tyrania polityków i systemów religijnych musi nad tym zapanować. PaPa LaBas, człowiek, który zna tajemnice naturalnej siły Czarnego Lądu, tkwiącejw rytmie, śpiewie i tańcu, prowadzi prywatne dochodzenie w sprawie spisku wokół zagrażającej światowemu reżymowi epidemii wolności.

Jazz, blues, rock, funk, soul, hip-hop – muzyka dla wielu stawała się sposobem wyrażania siebie, wokół muzyki tworzyły się i tworzą subkultury niedopasowanych do obowiązujących standardów. Muzyka klasyczna – uporządkowana, wyrazicielka hierarchii dla grzecznie siedzących na koncercie w filharmonii. Taniec towarzyski jako narzucone normy w opozycji do wyzwolenia tanecznej manii - tańca Świętego Wita, który był zrzucaniem jarzma średniowiecznego zniewolenia.

„Mambo dżambo” Ishmaela Reeda mimo tego całego „afrofuturyzmu”, którego najbardziej znanym przykładem jest marvelowska „Czarna Pantera”, mimo tych wszystkich komiksowych inklinacji, jako powieść jest wybitną metaforą pragnienia wolności jako źródła szczęścia. Konwencja zabija, konwencja jest katem spontaniczności. „Mambo dżambo” na wszystkie sposoby stara się wyjść poza konwencję, poza to, co, mimo kolorów i dynamiki obecnych w produkcjach o superbohaterach, jest zniewoleniem zmysłów. Konwencja w powieści Ishmaela Reeda jest androidem, który bierze z Dżes Gru tylko to, co potrzebne jest do założenia nowych ram człowieczeństwu tęskniącemu za niewolą. „Mambo dżambo” czytane dziś, pół wieku od premiery – a mówię to ja, rocznik 71 - było dla mnie powieścią o kulturowej drodze od wolności ku niewoli konwencji.

Nie byłoby tej barwnej książki w moich rękach bez wydawnictwa Ha!art, któremu od lat kibicuję, nie byłoby jej w języku polskim bez tłumaczki, Teresy Tyszowieckiej blasK!, która tłumaczyła już Dicka, Bukowskiego, Millera, co jest rekomendacją samą w sobie, tak samo jak dopisek „blasK!”przy nazwisku.



4. "Tajemnice Los Angeles" James Ellroy 13.02 7/10

Ach, jakże ten kryminał jest cudownie niepoprawny – czerń czarnych, dewiacje jak dewiacje nie jak walentynkowy romans, bezwzględna, męska brutalność i kobieca bezwzględna erotyczna przebiegłość zostają przedawkowane na wszelkie sposoby. A nad tym wszystkim „biali panowie”, których zasadą jest panowanie. Nie jest to łatwa lektura, bo liczba bohaterów, powiązań, wątków jest ogromna. Oczywiście Ellroy wszystko co jakiś czas porządkuje, ale ja, przyzwyczajone do szybkiej i pobieżnej lektury kryminałów, co jakiś czas gubiłem się w podziemnym labiryncie wszelakiego zła, które zalało w „Tajemnicach LA” „miasto upadłych aniołów”.  


3. "Myśliwice, Myśliwice" Krzysztof Bartnicki. Instytut Mikołowski 5.02 10/10 

 Myśliwice trans

Długo zabierałem się i nie wiem , czy mi się uda.

Alternatywna historia „Seksmisji”. Kobiety zamknięte pod ziemią myśliwickiej kopalni prowadzą nierówną walkę z najeźdźczyniami z Siczy, które dysponują najnowszą bronią psychotropową. W oparach szaleństwa i prymitywizmu dzieje się tak dzika postapokalipsa.

W utworze Bartnickiego, tak jak w tłumaczeniu jegoż Dżojsa „Finneganów trenu”, mieszają się języki, gwary i czasy z dominantą dialektu śląskiego. Bo jest to proza z gruntu, a nawet z podziemi, śląska.

Śląskie kobiety zamieszkujące śląskie Myśliwice, a może Mysłowice, prowadzą swoją podziemną działalność spiskową. Owa działalność odbywa się w mowie, dialogach, rozmowach narratorki. Mężczyźni są na wojnie. Kobiety muszą obronić się same – stają się zatem myśliwymi, polują, żeby przeżyć. Zamiast zhierarchizowanej religii cofamy się ku pogańskim wierzeniom bogini Gai – „zielony gaik”, „gaj” jest tęsknotą tego ciemnego świata z podziemnego węgla. Kobiety zajmują się myśleniem, szczególnie Moszwa. Stąd Myśliwice jako kraina myśliwczyń i myślicielek.

Ta mroczna alternatywa rzeczywistości i historii wyziera w „Myśliwicach, Myśliwicach” jak pamięć, teraźniejszość i przyszłość Śląska.

Cieszę się, że Krzysztof Bartnicki nie ustaje w swoim „Fu wojny” i prowadzi swoją walkę z tekstem. Czytelnik, czyli ja, jest co prawda jego ofiarą, bo on – jedyny on-pisarz - jeńców nie bierze i zostawia cię cienko piszczącym w podziemnym, węglowym labiryncie słów; w kopalni, która lada moment zostanie zalana, a na jej zgliszczach usypią tajemny kurhan-chałdę.  



 2. "Kajś. Opowieść o Górnym Śląsku" Zbigniew Rokita 30.01  7/10

 „Kajś” czyli gdzieś, lecz gdzie?


Sam żyję na tym pograniczu. Codziennie, od 25 lat, dojeżdżam do śląskiego miasteczka z „kongresówy”, z częstochowskich peryferii. Obecnie Częstochowa stanowi część województwa śląskiego, a poza tym tutaj krzyżują się losy Ślązaków, „goroli” i Rusów – jedna moja babcia pochodziła z Miasteczka Śląskiego, dziadek spod Częstochowy, druga babcia i drugi dziadek spod Białej Podlaski, żona moja pochodzi z rodziny migrujących po wojnie z terenów dzisiejszej Ukrainy na Dolny Śląsk. Mocno wymieszane tu już wszystko.

Dla mnie nie było żadnego problemu i nie rozumiałem, o co chodzi ludziom, kiedy studiowałem w Opolu, nie rozumiałem ludzi, którzy tak aktywnie potrzebowali demonstrować swoją śląską odrębność i jednak odcinali się od tej szerokiej i przaśnej polskości.

My, gorole spod Jasnej Góry, nie mieliśmy z tym problemu – smakowała nam śląsko rolada z kluskami i modro kapusto, podobała się nam gwara i filmy Kutza. Było to coś innego, pewien folklor, który miał swój urok. Nie rozumiałem, że to może być serio problem – problem tożsamości.

I o tym jest książka Rokity, książka nagrodzona Nike w 2021 roku, książka zatytułowana „Kajś”. To książka o poszukiwaniu tożsamości w zmiksowanym świecie, o tym, jakie to ważne, żeby nie stać się skansenem, folklorystyczną ciekawostką.

Rokita zestawia w swojej książce kilka perspektyw – osobistą, próbując zrozumieć samego siebie też takiego śląskiego miszunga; genealogiczną, próbując uporządkować losy swojej rodziny; historyczną, ukazując dzieje Śląska oraz współczesną, pokazując jak śląskość funkcjonuje dzisiaj. Tę wielość perspektyw spaja Rokita żywą gawędą o ludzkich losach i rozterkach tych, dla których Śląsk jest ważny i aktualny.

„Kajś” pięknie się czyta, „Kajś” daje światło.


1. "Wielka księga radości" Dalajlama XIV, arcybiskup Desmond Tutu, Douglas Carlton Abrams 8.01.2022/ 7/10

To jest taka łatwizna, którą ratuje praktyczny wymiar książki, że zastanawiasz się - a może warto spróbować, może to rzeczywiście nie jest trudne?

piątek, 7 stycznia 2022

Kino 2022

Tych wizyt w kinie nieco mniej, 42 seanse, ale nie chodzę już na wszystko jak popadnie. Selekcja sprawia, że w tym zestawie są same naprawdę dobre filmy. Cały czas kino pozostaje dla mnie miejscem, gdzie mogę się skupić, wyjść ze swojej prywatnej przestrzeni i przeżyć film. Przeżyć film - to klucz. Nie obejrzeć, ale przeżyć. Cały czas doskwiera mi brak kina artystycznego, szczególnie tego starego. W tym roku było NH, Jonas Mekas i jego autobiograficzne video-arty zanim powstało video. Fajnie że dobre filmy przypomniały ludziom Konfrontacje. Tam wyświetlono już przedpremierowo mój film roku "Sundown" w reż. Michela Franco. Nie widziałem go w kinie, czego bardzo żałuję. Może jeszcze raz obejrzę, bo trafił mnie ten film jak piorun. 


1/2022 Pierwsza w tym roku wizyta w kinie. "Truflarze" reżyseria Michael Dweck/Gregory Kershaw. Film dokumentalny o ludziach i psach. Prości ludzie, ich psy, szacunek dla natury i zasad a w kontrze do nich pustka, próżność i luksus. Nie wiem, czy to film o ludziach, którzy znaleźli szczęście. Bardziej o tych, co kiedyś byli szczęśliwi, bo nie widzieli zła. Ale ono ujawnia się coraz mocniej. Przepiękne zdjęcia, które powodują, że "Truflarze", choć wtórni tematycznie w stosunku do "Krainy miodu", to przebijają macedoński dokument filmowym pięknem.

9.01. 2/2022 "Licorise pizza" Paul Thomas Anderson. Clarence Worley z "Prawdziwego romansu" jest miłośnikiem kina sztuk walki. Skromny sprzedawca komiksów ogląda filmy akcji, bo w nich przeżywa to, czego nie chce spotkać w życiu. Jednak po spotkaniu Alabamy jego życie zmienia się na takie z kina akcji. Tak, ale "Prawdziwy romans" to też film. To także historia pracownika wypożyczalni VHS, Quentina Tarantino, który scenariuszem tego filmu zaczynał swoją przygodę z show-bussinesem. "Lukrecjowa pizza" jest o niczym. Dziwna love-story o miłości nastolatka i starszej o 10 lat dziewczyny jest cały czas zawieszona w oczekiwaniu na coś, co się nie dzieje. Przeplatana krótkimi przygodowymi epizodami wraca do punktu wyjścia, czyli spotkania dwójki głównych bohaterów. Kolorowa, lukrecjowa pizza z lat 70-tych nie ma żadnego sensu. Nie musi mieć. To tylko film. Wystarczy mu się poddać.

3. Zabij to i wyjedż z tego miasta" - Playback

4. Titane reż. Julia Ducorau - Playback 

5. Nierozważny numerek albo szalone porno - Playback

6. Córka - OKF

Kinowe 7/2022 "Córka" reż. MAGGIE GYLLENHAAL - znamy ją z ciekawych ról aktorskich, przecież to słynna "sekretarka", ostatnio "przedszkolanka". Kojarzy się jej aktorstwo z mocnymi, kobiecymi postaciami w filmach z pogranicza mainstreamu i amerykańskiego "niezalu". Teraz debiutuje za kamerą w ważnym i wirtuozersko obsadzonym filmie "Córka" na podstawie prozy Eleny Ferrante.


Mogło być ciężko, bo akurat ta książka autorki „Genialnej przyjaciółki” do najlżejszych nie należy, chociaż jeden z krytyków napisał, że to „trudne sprawy x pamiętniki z wakacji”. Coś w tym jest, bo letnia sceneria greckiego kurortu i klimat plaży odgrywa w filmie istotną rolę, tyle że dla głównej bohaterki, granej przez niezastąpioną Olivię Coleman, to przestrzeń klaustrofobiczna, przywołująca demony przeszłości.

Leda, bo takie imię nosi główna bohaterka, czuje się dobrze w swojej samotności – wystarczy jej grecki krajobraz i odrobina słońca. Sytuacja szybko się zmienia, gdy na wakacje dociera liczna włoska rodzinka. 50-letnia kobieta, obserwując rodzinę, wraca wspomnieniami do swojej młodości, małżeństwa i wychowywania dwóch córek. W retrospekcjach widzimy, że „młoda” Leda, grana brawurowo przez Jessie Buckley, miota się między swymi pragnieniami i karierą badaczki literatury a sytuacją rodzinną.

Dwie perspektywy i dwie obserwacje – w obu przypadkach ciasne kadry i zbliżenia. Zapominamy o wakacyjnym klimacie i wchodzimy w przestrzeń traum i rozczarowania życiem kobiety, która nie chce być matką, nie chce poświęcić swojego życia dla rodziny. Tak, ale malutkie córki tego nie rozumieją. „Dojrzała” Leda natomiast nosi w sobie ranę, nawet szyszki pinii zdają się być przeciwko niej.

„Córka” to „kino kobiet” nie „kino kobiece” – przez „kino kobiece” rozumiem stereotypy i oczekiwania, przez „kino kobiet” doświadczenie egzystencjalne z jego ciężarem. Maggie Gyllenhall wychodzi od stereotypu, by się od niego odbić, skoczyć na główkę i zapytać widza, czy kobieta w obliczu macierzyństwa ma wybór. I nie znam drugiego filmu, który z takim dramatyzmem  potraktował kwestię macierzyństwa. Może w "kinie arthousowym " takie próby były, "Córka" jednak na takie "eksperymenty" może się okazać zbyt mainstreamowa.

Odpowiedź pozostanie w gestii widza/widzki (tak będzie ok?), natomiast oskary dla ról żeńskich powinny być oczywistością. "Córka" to film, który sprowadza nas pod powierzchnię kobiecej egzystencji i tylko otwartą pozostaje kwestia, czy chcemy tam spacerować. Dla mnie było warto.

7. Oskarżony - OKF

 Trochę mało ocen na Filmwebie i wśród znajomych a nawet krytyków, a myślę, że to jeden z ważniejszych społecznie filmów, bo spogląda na temat #MeToo z wielu stron i robi to w intrygujący sposób. Krótko mówiąc, dawno nie widziałem tak dobrze zrobionego dramatu sądowego.

Ale nie sam gatunek jest tu istotny. Ważny jest temat, który kino zbanalizowało takimi filmami jak "Gorący temat" czy "Obiecująca młoda kobieta". W obu przypadkach, choć w inny sposób, potraktowano #MeToo jako "gorący temat" właśnie, na którym można zarobić.

Film Ivana Attala, reżysera izraelskiego pochodzenia, unika łatwej diagnozy, podchodzi do tematu delikatnie, ale stara się naprawdę głęboko zrozumieć problem. I nie jest to wymowa jednoznaczna.

Dziewczyna, 17 -latka pochodząca z tradycyjnie żydowskiej rodziny, oskarża 22-letniego studenta z wyższych sfer o gwałt. Chłopak jest zaskoczony - poprzedniej nocy, za zgodą ojca dziewczyny i swojej matki, zabrał nastolatkę na imprezę. Powoli z upływem akcji składamy puzzle w tej skomplikowanej łamigłówce, a sprawa zamiast wyjaśniać, coraz bardziej się komplikuje. 

Nie chcę zdradzać zbyt dużo z fabuły, ale ważne jest, że "Oskarżony" jest filmem o ranach i emocjach, mniej o samej winie, bo ona schodzi na drugi plan. Ważniejszy przez to staje się wymiar etyczny w intymnych relacjach młodych ludzi i aspekt wzajemnej odpowiedzialności, o której nie ma mowy w sytuacji przypadkowego seksu. Sprawia to, że jest to film idealny w edukacji, w rozmowie z młodymi na trudne tematy dojrzewania.

No i jest jeszcze postać ojca chłopaka, która w tej układance odgrywa kluczową rolę - to on mówi, że pewne zachowania dziewczyny usprawiedliwiają aktywność i przekraczanie granic przez młodego mężczyznę. Pierre Arditi jako Jean Farel reprezentuje mit seksualnego wyzwolenia i idee rewolucji obyczajowej lat 60/70. Nie ma odpowiedzialności, nie ma konsekwencji - jest radość. Attal pokazuje jak ten wzorzec winny jest całej fali prawdziwego, kobiecego bólu, którego nie potrafimy zrozumieć, ani mu sprostać. Bo przecież seks to radość.

No i są wśród nas. Jakże szczycą się swymi podbojami, dziś już wyliniałe kocury, ale cały czas eleganccy, z dobrym zegarkiem, dobrą koszulą i butami. W eleganckim mieszkaniu z gustownymi meblami. Prowadzą notatnik,a raczej pamiętnik, seksu. Myślałem o moich znajomych - ojcu i synu. Myślałem o naszych relacjach z dziećmi - co przekazaliśmy naszym, dorosłym już dzieciom?

8. Paryż, 13. dzielnica -  OKF 

Po dłuższej przerwie znów w OKF. Bardzo romantycznie, erotycznie i wielokulturowo. Tak dziś pisaliby o miłości Byron, Shelley, Goethe, Mickiewicz.

9. W pętli ryzyka i fantazji - OKF

10. Drive My Car - OKF

12.02  Ryûsuke Hamaguchi 7/10. Mnie to bardzo cieszy jak takie powolne, snujące się kino wchodzi do mainstreamu i podbija serca szerokiej widowni. To jest konkretne alibi na zapytanie, po co oglądać nudne filmy. Bo nie są nudne, bo zapomina się o czasie, bo wszystko tak łagodnie, tak spokojnie, bez pośpiechu tutaj wybrzmiewa. Pisanie Murakamiego dla wielu koneserów ociera się o banał i klisze. O dziwo, ta "coehlowska" narracja doskonale zaistniała jako film. Przyczyny upatruję w japońskiej grzeczności i subtelności "Drive My Car" - zresztą to wspólny mianownik wielu filmów z Dalekiego Wschodu. I oczywiście Czechow i jego "Wujaszek Wania" - próby do tego przedstawienia stanowią główny wątek fabuły filmu. Mógłbym się czepiać, że to w gruncie rzeczy film bardzo prosty. Prosty tak, ale niełatwy w odbiorze, wymagający skupienia.

11. Gierek - 21.01  OKF

12. C'mon C'mon -22.01 OKF

13. Yang -5.07 "Yang" OKF

Sundance'owski powolny klimat niezależnego kina. Film bardzo skromny jak na SF, niepozbawiony filozoficznej nutki i wyciszający. Gdzieś tam pobrzmiewa inspiracja social-media o zapisywaniu migawek naszych wspomnień, do których ktoś po nas powróci. Mimo całej niechęci do Colina Farrellla - TAK.

14. "Ennio" reż. Giuseppe Tornattore OKF

Dla mnie była to historia mojego kina w pigułce. Filmy Sergio Leone, Corbucci i jego Django z Franco Nero, Bertolluci, Pasollini, Joffe i jego Misja, Verneuil i Klan Sycylijczyków z Gabinem i Delonem, Elio Petri i Śledztwo w sprawie obywatela poza wszelkimi podejrzeniami, bracia Taviani, w końcu sam Tornattore, w końcu Tarantino. Moja historia kina - od dziecka, od czarno-białego tv w Sylwestra, przez kina częstochowskie za komuny i VHS. Do dziś brzmi muzyka, bez której nie potrafię sobie tych filmów wyobrazić. 156 minut wspomnień.

15. "Inni ludzie" reż. Aleksandra Trepińska OKF
Jedyny polski film, który mi się podobał. Ostatnio.

16. "Blisko" reż. Lukas Dhont
Film płacz. Dla mazgejów.

17. Olho animal. NH

reżyseria

Maxime Martinot    Sekcja Lost Lost Lostl O miłości do zwierząt.

18. "Woda" reż. Elena López Riera Nowohoryzontowe. Opowieść o przemianie niewiasty w wiedźmę. Realistyczne i magiczne.

19. "Kafka dla dleci" reż. Roee Rosen  Nowohoryzontowe śledztwo w sprawie, kim są dzieci? W osnowach Kafki.

20. You wont be alone. reż Stolan Gorevski. Nowohoryzontowe. Folk-horror na zakończenie dnia. O czym szumią wiedźmy.

21. Prześwietlenie. reż. Cristian Mungiu. Nowohoryzontowe. Nowy Mungiu. Żywe demony Transylwanii.

22. Ul reż Blerta Basholli Nowohoryzontowe. Ul. Lubię ule. Ważny motyw kosowskiej traumy równoważny arthousowym Ranczem. Niesamowita przyjemność oglądania i poruszające głęboko kino kobiet.

23. Raj jeszcze nie utracony. reż Jonas Mekas NH22 Kino jako pamiętnik.

24. Walden reż. Jonas Mekas Nowohoryzontowe. Jonas Mekas i jego autobiograficzne, deliryczne video-arty, zanim powstało video

25. "Zbrodnie przyszłości" rez. David Cronnenberg Nowohoryzontowo. Nowotwory jako drogi ewolucji, transplantacje jako performance. Zakochaj się w moim guzie. Czasy się zmieniają ale nie Cronnenberg.

26. "Biegacz, dziwka, Arab, mąż" Nowohoryzontowe. Tytuł międzynarodowy " Nobody's hero". Cudowny, prześmieszny, odjechany i z wyraźnym, autorskim charakterem pisma.

27. "The Square" reż. Robert Ostlund Cykl Playback

28. "Midsommar" reż. Ari Aster Cykl Playback

29. "Niewiniątka" reż. Eksil Fogt Post-horror? Zobaczymy. Ten film jest autentycznie straszny, a straszny jest tym bardziej, że bohaterami są dzieci. Wszystko po skandynawsku surowe i sterylne. Zdjęcia i plot - mistrzostwo horroru. Trzyma za gardło do tej pory. Ja bym nie powiedział post-horror tylko psycho-horror.

30. "W trójkącie" reż. Robert Ostlund Nowohoryzontowe Konfrontacje.. Nowy film Rubena Ostlunda idzie za daleko i zamiast odpowiedzi na ważne pytania mamy dość banalną karykaturę podziałów społecznych, a luksusowy rejs jachtem i bezludna wyspa jako metafory to oklepane chwyty.

31. "Nitram" reż. Justin Kurzel Nowohoryzontowe Konfrontacje. Cały mrok ludzkości w jednym człowieku. Wybitna rola. Powrót do Snowtown.

32. "Johnny" reż. D. Jaroszek Film o legendzie - księdzu Janie Kaczkowskim. Niby słaby, ale jednak DOBRY.

33. "IO" reż. Jerzy Skolimowski Dalszy ciąg nowohoryzontowego nadrabiania. Trochę takie przewartościowanie osła w naszej kulturze, że osioł mądrzejszy od człowieka. Momenty są - z ziemi polskiej do włoskiej.

34. "Silent Twins" reż. Agnieszka Smoczyńska Film mnie nie uwiódł. Mocne synthpopowe momenty z lat 80. 5/10

35. "Alcarras". reż. Carla Simon. Cały czas nowohoryzontowo. Przepiękny, klimatyczny i w 100% nowohoryzontowy film o odchodzeniu tego, co prawdziwe i dobre. Tym razem, w pięknym hiszpańskim krajobrazie i słońcu, brzoskwinie przegrywają z fotowoltaiką. 8/10

36. Klondike. reż. Maryna Gorbach Sprawa ukraińska oczyma separatystów. A wszystko w kontekście zestrzelonego nad Donbasem w 2014 roku pasażerskiego samolotu. Do bólu surowe i wstrząsające.

37. "Do ostatniej kości" reż. Luca Guadagnino Najnowszy Guadanimo. Piękny, romantyczny, wzruszający film. 7/10

38. Pięć diabłów. reż. Léa Mysius  Piękny, wzruszający.etniczny i romantyczny.

39. Kobieta na dachu. reż. Anna Jadowska Polskie kino kobiece pełną gębą. Jest na maxa surowo i na maxa smutno. O tym, że w tym kraju nie warto być dobrym.

40. Bezmiar. reż. Emanuele Crialese Przepięknie są w tym filmie ukazane ludzkie emocje. Tu nie chodzi o treść ale o uczucia. Zanurzone w latach 70. i w Rzymie.

41. Fabelmanowie. Reż. Steven Spielberg. Znów w kinomaniackim wirze
❤️ Wszystko fajnie, kino artystyczne, azjatyckie, super smutne polskie kino kobiet. Ale jak Spielberg pisze kamerą swój pamiętnik i człowiek się poryczy i pośmieje, to jest 10 na 10. A te 3 godziny znikają, że ich szkoda. A zrobił film nie o sobie tylko o swojej matce i to była piękna zmyła.

42. "Podejrzana" reż. Park Chan Wook

czwartek, 30 grudnia 2021

Filmy w kinie 2021- 61 wizyt.

 Pandemia pokazała mi jak ważne jest dla mnie kino jako miejsce. Gdy w lutym otwarto ponownie kina, pobiegłem do OKF, by obejrzeć film Mariusza Wilczyńskiego i po pandemicznej, kilkumiesięcznej przerwie przeżyłem ten film bardzo intensywnie. Popłynąłem, nie mogąc zapanować nad emocjami. "Zabij to i wyjedź z tego miasta" wychodził z osobistej historii traum i ran, by pokazać te miejsca każdemu widzowi w jego wnętrzu i stawał się uniwersalnym spotkaniem z tym, co nas boli. To było zbyt silne, naprawdę trudne i zmuszało do krzyku, do wyrzucenia tego ciężaru, który urodził się po seansie. Nikt nie musi tego rozumieć. Nałożyło się wtedy tak dużo rzeczy, pytań. Tego było zbyt wiele. I to "zbyt wiele" wciąż tutaj jest. Chciałem się z tych złogów mroku oczyścić. Średnio wyszło.

Potem długo nic. Rozmijałem się z filmami, które oglądałem. Były mi obojętne. Cieszyłem się na seanse cyklu "Playback", żeby siać ziarno, ale coraz mniej czułem potrzebę, by na siłę siedzieć w kinie i oglądać "wszystko", które nic mnie nie obchodziło.

Pojechałem po dwuletniej przerwie na Nowe Horyzonty i oglądałem głównie stare filmy - przegląd tajwańskiego reżysera Apichatponga Weerasethakula dawał  mi to poczucie osobności, emocji , sztuki zamiast sztuczek. Filmy zawsze osobiste i dotyczące fundamentalnych spraw - miłości i śmierci. Kino egzotyczne, zakorzenione w buddyzmie, a jednak uniwersalne i bliskie. Aktualna "Memoria" mniej. Jakieś zimno emanowało z tego filmu. Wstrząsnął mną film "Jeanne Dielman, Bulwar Handlowy, 1080 Bruksela" - feministyczne arcydzieło Chantal  Akerman z 1975, chociaż etykietki tutaj bez znaczenia. Po raz pierwszy w kinie zobaczyłem "Potępienie" Beli Tarra - film utopiony w mroku, emanującym z ludzi. 

Z  nowych filmów porażała pięknem, dzikością i zimą "Reduta" Mathew Barneya, twórcy słynnego cyklu "Cremmaster" i też zimny, ale po rosyjsku, groteskowy i oniryczny film Kiryła Serebrennikova "Gorączka" - też osobisty, ale nie tak "goły" emocjonalnie jak "Zabij". 

Po powrocie z Wrocławia znów rozjeżdżałem się z kinem - sito selekcji było gęste. Jasmina Zbanic w filmie "Aida" pokazała w reportażowej konwencji, co wydarzyło się w bośniackiej Srebrenicy pewnego lipcowego dnia. Doceniłem "Wesele" z jego bezkompromisowością i wiecznie aktualnymi pytaniami o nas i naszą historię. "Niefortunny numerek lub szalone porno" Radu Jude opowiedział mi o konsekwencjach życia w szklanym domu, gdzie media i bliźni chcą zajrzeć człowiekowi do każdego otworu i postawić go pod pręgierzem całkiem jak w średniowieczu. Było dużo za późno.

A tuż przed 2022 "Nie patrz w górę" Adama McKaya przypomniał, że wesoło z nami nie jest. Od czego jednak jest nadzieja? Ale to było już przez internet a nie w kinie. Dlatego wszystkiego dobrego i wiary w lepsze jutro, bo to już jutro.


LUTY 2021

1. 12.02 Zabij to i wyjedź z tego miasta reż. Mariusz Wilczyński 10/10

2. 13.02 Palm Springs 5/10 

3. 15. Mathieu i MAXIME reż. Xavier Dolan DKF Rumcajs 


 4. 20.02 Tylko zwierzęta nie błądzą reż. Dominik Moll

 5. 22.02 Obraz pożądania 

6. 27.02 "Szarlatan" reż. Agnieszka Holland 7/10


 MARZEC

7. 1.03 "Słudzy" Czechy 7/10 

8. "Na rauszu" 6/10 reż. Thomas Wittenberg

9. Obiecująca, młoda kobieta. reż Emmerald Fennel 6/10 17.03

10/11 "Niepamięć" reż. Christos Nikou 7/10 i "Sound of Metal" reż. Darius Marder 8/10 - Double Feature przed lockdownem 19.03. 2021

MAJ

12. 22.05 Nomadland reż Chloe Zhao 8/10

13. 30.05 "Jeannette. Dzieciństwo Joanny d'Arc"

CZERWIEC

14. "Śniegu już nigdy nie będzie" reż. Małgorzata Szumowska 5/10 4.06.2021

15. "Proste rzeczy" reż. Grzegorz Zariczny 7/10 12.06

16. "Minari" 19.06

LIPIEC

17/2021 "Dystans" Sergio Caballero 17.07

18. "Supernova" reż. Harry MacQueen 19.07

19. "Annette" reż. Leos Carax 10.07

20. "Żużel" reż Dorota Kędzierzawska 20.07

21 "Ciotka Hitlera" reż. Michał Rogalski 25.07



22-56 Nowe Horyzonty

Nowe Horyzonty 2021 - dzień pierwszy

 Po dwóch latach wróciłem do Wrocławia, by oglądać takie kino, o jakim marzę. Coraz bardziej zależy mi na oglądaniu filmów w kinie, czyli odwrotnie niż w świecie, gdzie wszystko przenosi się do sieci. Ale ci stali bywalcy tutaj tak mają - tęsknią za kinem w kinie. Trzeba wyrwać zatem życiu chociaż ten jeden tydzień, by spotkać kino, które jest sztuką w kinie.

 

  1. Tajemniczy obiekt w południe

Zacząłem od debiutu  Apichatponga Weerasethakula. Film z 2000 jest bardzo surowy formalnie. Ziarnisty ekran to nie konwencja czy stylizacja ale taśma słabej jakości, którą dysponował twórca. Tajski reżyser wyruszył na prowincję, by pobawić się słowem - ktoś zaczyna opowieść o nauczycielce i niepełnosprawnym chłopcu, by następne osoby dokładały kolejne elementy tej układanki. Słowo stwarza historię, która rozrasta się w wielu kierunkach, ale stwarza też świat oparty na mitach i wierzeniach. Wraz z rozrastającą się historią wnikamy w obszar tego, co niemożliwe, uświadamiając sobie, że to niemożliwe jest w nas.

2 Cenote

Film japońskiej reżyserki, Kaori Ody, wyświetlony został w sekcji LostLostLost. Twórczyni udała się do Meksyku, by dotrzeć do tajemnicy starożytnych studni, którym Inkowie przypisywali magiczną rolę. Woda jest tutaj żywiołem życia i śmierci. Podwodne zdjęcia są przeplatane scenami z życia autochtonów. Film transowy, gdzie większość dźwięków to oddech nurka i bulgotanie wypuszczonego powietrza.

3 Rodzaj, zwierzę

Najnowszy film Lava Diaza ma "tylko" 2,5 godziny. Przepiękne zdjęcia, jak to u filipińskiego reżysera, przeplatają się z przerażającą, smutną historią o wyzysku i eksterminacji biednych ludzi. Inny świat. Film socjalistyczny ale jednocześnie religijny. Bieda opiera się o nadzieję dobra, by przetrwać w okrutnej walce drapieżców z bezbronnymi.

4. Lux AEterna

Ta autotematyczna impresja o tworzeniu dzieła filmowego to, jak przyzwyczaił nas Gaspar Noe,  transowy trip. Film bezlitośnie energetyczny, Noe operuje tutaj stroboskopowymi światłami, które zostają w widzu po sensie. Mamy tu charakterystyczne dla reżysera "dołujące" poczucie humoru ale jest tutaj także gra z tradycją kina - Dreyer z jego "Dniem gniewu", Goddard z jego wizją twórcy jako tyrana.

sobota, 14 sierpnia 2021

Nowe Horyzonty 2021 - dzień drugi

 Wędrówki z seansu na seans. Koncentracje. U mnie na pierwsze miejsce wyszedł Apichatpong Weerasethakul, klasyk slow movie z Tajlandii. Tajemnicze, baśniowe kino w obłoku metafizyki. I rozczarowanie największe i pytanie - jak ten film mógł obrażać pamięć Bergmana!

5. Światło stulecia.

Apichatong  z 2006 roku, hermetyczny, biograficzny i piękny. Pełen domysłów, z których żaden nie jest wystarczający, by na nim się oprzeć. Ślepe ścieżki wrażeń jak podstawowe pytania, na które nie ma odpowiedzi. Błąkanie w czeluściach jaźni ale pełne ciepła.

6. Memoria

Apichatong z Tildą Swinton i Adamem Driverem. Kino artystyczne przebija się do mainstreamu, tracąc swą magiczną moc. Reżyser wychodzi poza krąg kultury azjatyckiej i gubi to, co było dla jego filmów najważniejsze - ciepłą aurę metafizyki.

7. Wyspa Bergmana

Najgorsze doświadczenie. Komedia romantyczna w komedii romantycznej i z muzyką Abby. Pretensjonalna, pseudoartystyczna Mamma Mia obraża w dodatku pamięć Ingmara Bergmana, przywołując jego biografię i twórczość dla swoich niecnych celów.

8. Enfant terrible

Filmowa biografia Rainera Wernera Fassbindera. Ale właśnie - filmowa czy teatralna? Zmarnowany potencjał na gejowską "Ćmę barową" spowodowany złymi wyborami formalnymi. Doskonałe aktorstwo trzyma ten film.

9. Titane

Złota Palma w Cannes. Wielkie zaskoczenie formą z czasem mija i zaczyna nużyć. Pomieszanie stylów, konwencji, miłości i przemocy,  kobiety i maszyny daje efekt piorunujący, tyle że błysk ma to do siebie, że , posiadając olbrzymią moc, trwa jedynie krótki moment. Po olśnieniu nastąpiło wypalenie. I świadomość, że dalej pójść nie można. 

niedziela, 15 sierpnia 2021

Nowe Horyzonty - dzień 3

 Wielkie obietnice filmowe to dla mnie rozczarowania, skromne, ciche filmy - największe odkrycia i radość.

10 Zero

Kazuhiro Sôda swoim dokumentalnym cyklu obserwuje wybitnego psychiatrę dr. Yamamoto, który zmienił oblicze swojej dziedziny w Japonii. Niezwykle prostymi środkami pokazuje bardzo skromnego człowieka i jego pacjentów w momencie, gdy dr Yamamoto odchodzi na emeryturę. W sensie szerszym film ten stawia pytanie, czy są ludzie niezastąpieni? Odpowiedź brzmi - tak. Hasłem tego filmu jest wdzięczność jako klucz do spokoju. 

11. Gorączka

Kirill Serebrennikov w swoim najnowszym filmie podróżuje w czasie i w mrocznych czeluściach rosyjskiej duszy, która najlepiej objawia się w Nowy Rok, bo w tle tego święta, choinki, dziadka Mroza i Śnieżynki dzieje się w głowach bohaterów ten bal u Wolanda w rytmie Covid19.

12. Walden

Daniel Zimmermann pokazuje las w Austrii i drogę desek z europejskiej fabryki do serca brazylijskiej dżungli, operując panoramami 360 stopni. Słów nie potrzeba, ale trzeba się skupić nad przemysłową infrastrukturą, która zabiera przestrzeń naturze i tworzy gospodarcze absurdy.

 13. Potępienie

Kolejny film węgierskiego mistrza slow movie na moim koncie i to w kinie. Bella Tarr opowiada o miłości w w strugach deszczu. Jest miłosny trójkąt, jest gotowy na wszystko kochanek, jest zdradzany mąż - naiwny i oszukiwany, jest miejscowy mafioso i jest femme fatale - niespełniona szansonistka. Klimat filmu noir sprawia, że wygląda to jak mroczny kryminał o życiowych rozbitkach. Ale jest w tym filmie coś więcej, coś , co pozbawia "Potępienie" romantycznej aury.

To film skąpany w szarościach, deszczu i błocie. Bohaterowie doskonale komponują się z pojedynczymi kadrami wyeksponowanymi w filmie -przewróconym koszem na śmieci, gromadą bezpańskich psów. Ten postapokaliptyczny klimat jest pogłębiany przez minimalistyczne dźwięki zespołu Mihaly Viga. "Potępienie" to efekt współpracy Tarra z Laszlo Krashnakorkaim, który współtworzył z nim największe osiągnięcia węgierskiego minimalisty z "Szatańskim tangiem" na czele. "Potępienie" jest konsekwentnym eksplorowaniem pustki, szatańskiej pustyni melancholii w poszukiwaniu piękna.

I to się Tarrowi niezmiennie udaje. Ukazuje w swoich filmach ludzkie, bezwolne wraki - bezdomne psy, grzebiące w koszach w poszukiwaniu odpadków i pokazuje, że to jest esencjonalnie piękne. Tarr tworząc najbardziej nihilistyczne filmy o końcu świata, który dzieje się cały czas, tu i teraz, dookoła, nadaje mu blask szarego piękna, nadaje temu światu sens, stwarza go w poetyckim wymiarze. 

I te bary - Titanic bar. Te tłumy wijące się w smutnych, tanecznych korowodach do smutnego akordeonu Mihaly Viga. I ta historia o alkoholiku, który, aby wypić kieliszek, musiał przewiązać rękę w nadgarstku szalikiem. "Ćma barowa" powstała rok wczesniej. Szkoda, że nie reżyserował jej Bela Tarr.

14. Vortex

 Uwielbiam filmy Gaspara Noe ale ten nie jest tak dynamiczny i transowy. Bardzo surowy, oparty na dialogach film o starości, demencji i śmierci zbliża się do reportażu. Ale na pierwsze miejsce wychodzi tutaj rodzina jako źródło miłości i to jest wielka, pozytywna wartość tego filmu.

poniedziałek, 16 sierpnia 2021

Nowe horyzonty - dzień 4

 Świadomość, że bieganie z seansu na seans jest męczące. Dopiero zasiadasz i ekscytujesz się powolnym kinem. Napięcie mija. I ta ponura myśl - znowu nie wklikałem się na Sexual Drive.

15. Kryjówka Jacka.

Film Pascuala Sisto jest bardzo dopieszczony jak na niezależną w wymowie produkcję w stylu Sundance. Raczej thriller niż film psychologiczny, a może thriller psychologiczny był dla mnie jak spotkanie z nastoletnim Fritzlem. Wszystko jest możliwe ale jednak za grubo.

16. Kamyki

Tamilskie klimaty w reżyserii P.S. Vinothraja to kino piękne wizualnie i energetyczne. Zwycięzca festiwalu w Rotterdamie zaskakuje dojrzałością formy, a kino drogi w tamilskim wydaniu odbywa się na piechotę - między wioską a wioską.

17 Złote lata 80.

Chantal Akerman w wydaniu musicalowym? Szok i roczarowanie. Zamiast sentymentu konfekcja rodem z butiku z lat 80. i słabe piosenki.

18. Skrajne żądze

Na filmach Apichatonga nie sposób się zawieść - oprócz Memorii. Troszkę kino społeczne o birmańskich emigrantach ale przede wszystkim podróż, długa, trwająca koło godziny podróż po raju tajskiej dżungli dającej schronienie wyrzutkom i kochankom, gdzie nie obowiązują ludzkie prawa.

19. Saint Maud

Horror metafizyczny zbyt ciężki na koniec dnia. Nie potrafiłem się bać tej pani, która nawiązała w swoim umyśle kontakt z bogiem. Tylko czy na pewno z tym właściwym?
 
 

 

wtorek, 17 sierpnia 2021

Nowe horyznonty - dzień 5.

 Nowe horyzonty, nowe sytuacje, nowe konstelacje, nowi ludzie. Są przez mgnienie oka. Przemijają tak szybko. Zawsze coś zostawiają - dobro, zło, rozczarowanie, zachwyt, obojętność? Są jak dzieła sztuki. Zapominamy o nich, ale w nas żyją.

20. Kobieta, która uciekła

Hong Sang-soo tworzy, przypominający troszkę wczesnego Woody Allena, obraz relacji międzyludzkich w konkretnej rzeczywistości - w przypadku tego filmu jest to Seul. Rozmowy ludzi są tutaj bardzo szczere, a jednocześnie pełne delikatności. Dla nas to chyba niemożliwe. Nie ma w tym obrazie społeczeństwa żadnej gwałtowności wyrażonej na zewnątrz, choć kryje się ona pod mimiką, gestami i spojrzeniami. I jest rodzynek - bezpański kot, który na ekranie jest tylko przez chwilę ale kradnie całe show.

21. Południe

Zupełnie szczerze i na poważnie twierdzę, że dokument Chantal Akerman to najlepszy filmowo obraz dotyczący segregacji rasowej, jaki widziałem kiedykolwiek. Bardzo skromny, wynikający z rozmów ze zwykłymi ludźmi. Akerman nie ocenia, przygląda się im bezstronnie, ukazując, wydaje się nie do końca świadomie, demony amerykańskiego Południa. Film w dużej mierze składa się z jazd kamery po peryferiach, które zamieszkują czarnoskórzy obywatele USA. Nie ma w tym gwałtowności, oskarżeń, co czyni "Południe" filmem uniwersalnym - nie tylko na temat segregacji rasowej ale na temat natury człowieka.

22. Przyjdźcie tu!

Szok i sponiewieranie. Po magicznej "Zwyczajnej historii" Anocha Suwichakornpong zabiera nas w podróż, w której wszystko wydaje się przypadkowe. Nie sposób skleić tego filmu w spójną całość. Jakby całe ludzkie życie dryfowało w ciemności i niejasności celu. Młodzi turyści w pierwszej scenie docierają do muzeum, które jest nieczynne i dalej nic już się nie składa. Film jako postawienie pytania bez szukania odpowiedzi.

23. Reduta

Góry Idaho. Wizualny przepych. Powrót do natury. Las i sztuka. Czysta emanacja piękna i grozy. Matthew Barney.

24. Przygody Iron Pussy.

Tajska "Hydrozagadka". Czy Apichatpong Weerasethakul, Michael Shaowanasai oglądali ten film z prlu, bo nawet elementy musicalu sa tutaj. A transseksualna tytułowa superbohaterka wymiata zło jak nasz słynny As, zostawiając daleko z tyłu Bonda, Klossa i Stierlitza z "17 mgnień wiosny". Czyste szaleństwo i kupa radości na widowni na koniec dnia.

 No i udało mi się zalogować na Sexual Drive.
 
 

Nowe horyzonty - dzień 6.

 Smaki i zapachy festiwalu. Smaki i zapachy filmu. Filmowe martwe natury. Wszystko, co nas spotyka, musiało się zdarzyć.

25. Smak

Film wietnamskiego reżysera tonie w zmysłach - smak, zapach, dotyk. Jedzenie i seks. I bieda wyłaniająca się z kontrapunktu wpadającego słońca. Filmowy barok z dalekiej Azji.

26. Rodzinne ustawienia

Bal manekinów niczym zainspirowany Bruno Jasieńskim. Zamiast aktorów mamy manekiny i kwestie wypowiadane z offu - dotyczą one rodziny, kościoła, niewoli społecznej. W istocie to lekcja z etyki Nietzschego. Pretensjonalne ale szlachetne językowo, bo kryształowe dialogi ratują ten film.

27. Ziemia jałowa

Na tle innych irańskich filmów obraz Bahraniego nie wypada ani gorzej ani lepiej. to piękne, czarno-białe kino mocno zakorzenione w tradycji filmowej Bliskiego Wschodu. Dla mnie historia upadającej cegielnii stała się szczególnie bliska przez miejsce akcji. Gnaszyn to miejsce gliny i tutaj też są opuszczone cegielnie z mrocznymi dramatami.

28 Śmierć niewinności i grzech nieistnienia

Libańskie kino inicjacyjne - czterech kolegów rusza na spotkanie z prostytutką. Ten kameralny film drogi jest tak liryczny i przy tym tak skromny, że urzeka każdą swoją sceną.

29 Sexual drive

Tego się nie spodziewacie! Japońska komedia erotyczna sięga do dekameronowskiej tradycji gawędy, by molestować nas erotycznie i kulinarnie w ilościach nieumiarkowanych. Film Kôta Yoshidi to orgia bez żadnej sceny seksu.

Nowe horyzonty - dzień 7/8. Koniec.

 Zniewolenie. Gwałt. Kontrola. Kobieta. Kobieta w Egipcie. Kobieta w Brukseli. Kobieta w Paryżu. Kobieta w Polsce. Kobieta w Afganistanie. Kobieta-klawisz. Nadzór. Kontrola. Gwałt. Człowiek. Pokiereszowany. Porwany. Leży na ulicy. Zabija. Klub Rectum. Nieodwaracalne.

30. Pióra

Omar El Zohairy zaczyna na wesoło, żeby się od tej wesołości odbić w koszmar samotnej kobiety w świecie arabskim. Mąż zamieniony w kurę, ale i tak więcej znaczy niż kobieta. Na każdym kroku dominuje brud - dosłowny, czyli usyfiony świat mężczyzn, oraz przenośny - syf ludzi, którzy się na ten świat dominacji godzą.

31. Jeanne Dielman, Bulwar Handlowy, 1080 Bruksela

Arcydzieło Chantal Akerman. 3i5 godzinny obraz, skupiający się na kobiecie. Matka, gospodyni domowa, prostytutka - kobieta w swoich codziennych czynnościach. Zawsze czysta i elegancka. Ogłupiający rytm rutyny, która pęka. Z każdą minutą, z każdą sceną, zbliżamy się do katastrofy. 

32. Ukryte w świetle

Trzecie oko - anus movie. Ok. 

33. Nieodwracalne

Arcydzieło Gaspera Noe, do którego nie zbliżył się już później w swoich filmach. Piekielny film. Diabelski. Dyskoteka u Dantego. Bez litości dla podziemnego świata gejowskiego. Bez litości dla widza. Rodzaj, zwierzę - jak w tytule Lava Diaza. Bydlę w stroboskopowych światłach i przemoc jako zasada świata.

34. Przemijające lato

Za godzinę wychodzę na ten ostatni w tym roku film festiwalu. Wiadomo dlaczego - moje lato przemija. Jeszcze pięć online'ów Wrócę do kina bez filmów. Do ludożerki na sali okf. Do ludzi z frazesami o wartościach na ustach i pustką w sercu. Bez pasji, bez miłości, bez sztuki. Byle się najeść.  

35. Nowy porządek 

Michel Franco w swojej dystopii ukazuje niepokoje współczesnego świata. Bardzo wyraziste, aż do banału.

NH 22-56

WRZESIEŃ


  57. "Aida" reż. Jasmina Zbanic 2020

 Nigdy nie byłem tak blisko wojny w Jugosławii. Nigdy nie byłem tak blisko masakry w Srebrenicy. 10/10


58. "Niefortunny numerek lub szalone porno" reż. Radu Jude

Remanenty jakże piękne nowohoryzontowe. Bardziej niż porno dyskusja o współczesnej edukacji. 9/10

PAŹDZIERNIK

59. "Wesele" reż. Wojtek Smarzowski r.2021 8/10

 W filmach Wojtka Smarzowskiego, nawet tych najbardziej ponurych, jest ta drobina czarnego humoru, która tworzy dystans. Wyjątkiem są jego filmy historyczne - "Róża" i "Wołyń". "Wesele 2021" nie jest ani trochę śmieszne, więc jest to kolejny film o polskim historycznym tabu. 

Przerabialiśmy to w "Pokłosiu" i oczywiście w "Idzie". W reportażach o Jedwabnem i "poszukiwaczach żydowskiego złota". Wiele tekstów kultury na tym fundamencie zbudowano - choćby dramat Tadeusza Słobodzianka "Nasza klasa". Wiele dyskusji już się na ten trudny temat odbyło, więc czy można mówić jeszcze o tabu? Historia kaszubska w "Róży" i polsko-ukraińska w "Wołyniu" takimi dziewiczymi tematami jednak były - baliśmy się ich i Smarzowski nam je nieco oswoił.

Kwestie polsko-żydowskie spolaryzowały dużo wcześniej opinię publiczną i podobnie było z filmami na ten temat - bohaterscy Polacy ratujący Żydów, sprzedajni Polacy kupczący życiem bezbronnych. Ta czarno-biała opozycja nie sprzyjała prowadzeniu zdrowego dialogu. Kontrowersyjność "Wesela2021" polega na próbie pokazania tych dwóch skrajnych biegunów po "smarzowskiemu" czyli z przerysowaniem, z tą jego dobijającą grubą krechą, którą emanuje cała ta "świńska" metafora (główny bohater, Ryszard Wilk jest właścicielem wielkiej świńskiej fermy a skojarzenie jej z Auschwitz bynajmniej przypadkowe nie jest).

Mamy zatem plan historyczny - historię pogromu z 1941 roku na podlaskiej wsi i mamy plan współczesny - typowy libek, zagrany przez Więckiewicza z jego błogą nieświadomością swej tożsamości i historii miejsca, w którym żyje, idący przez życie raźnym krokiem trasą wytyczoną przez Leszka Balcerowicza w latach 90-tych, typowy wyborca Platformy. I te dwa plany przenikają się jak u Wyspiańskiego - na wesele przybywają owe zmory przeszłości. Pomostem łączącym te dwa plany jest postać ojca - Antoniego Wilka, zagranego przez nieżyjącego od roku Ryszarda Ronczewskiego. To jemu pokazują się te wszystkie widma, chochoły polskiej historii.

Właśnie owo przemilczanie, zakłamywanie historii wywołuje u Smarzowskiego te wszystkie demony, które przychodzą do bohaterów i zmieniają ich świat w notoryczną wojnę polsko-polską, która nigdy się nie skończyła. Jednak dla Smarzowskiego jest ważne to wielkie zło, które mamy w swym narodowym genomie, ale także te drobiny dobra, na których można budować i dlatego tak istotne jest, by je dostrzec. Nieżyjący już Krzysztof Kowalewski, cudowny aktor filmów Barei z lat 70-tych, ma w "Weselu" swój ostatni epizod, gdzie przypomina nam o dwóch stodołach - tej, do której Polacy zapędzali Żydów i tej, w której Żydów ukrywali. Krzysztof Kowalewski był ocalałym z Holokaustu.

W tym kontekście "Wesele2021" to film propolski, to film z bólu i troski o czas, w którym żyjemy. Ale ta propolskość, ten specyficzny patriotyzm Smarzowskiego nie jest marzeniem o wielkiej Polsce otoczonej kolczastym drutem. To patriotyzm czystych serc, prywatny patriotyzm ludzkich sumień.

LISTOPAD

60. "Wyszyński. Zemsta czy przebaczenie" Smutny film o smutnej Polsce i o smutnym człowieku. I o tym ile trzeba się było nacierpieć.

GRUDZIEŃ

61. "Matki równoległe" reż. Pedro Almodovar 

Stary, dobry Almodovar się kłania. Piękne, stylizowane kadry i prosta, przewidywalna historia skopiowana z tabloidu, czyli wszystko za co go kochamy, chociaż dobrze znamy. Jedyną nowością jest kontekst historyczny, który jest najważniejszy, ale reżyser poświęca mu ledwie kilka minut. I tak musi być. 

niedziela, 26 grudnia 2021

Recenzja książki Sorena Gaugera "Imitacja życia" wyd. Ha!art




 Policja myśli


Soren Gauger to kanadyjski pisarz i tłumacz, mieszkający w Polsce. Jego powieść, zatytułowana „Imitacja życia”, mimo że dzieje się w arabskim luksusowym hotelu a bohaterami są „prawdziwi” Europejczycy, Martin i Gunther, stara się przywołać groteskową atmosferę, panującą w ostatnich latach w Polsce – atmosferę uwięzienia i niemożności. Ale żeby tę polską psychozę opisać Gauger sięga po tradycję pisarską Europy Środkowej – przede wszystkim po Kafkę, ale znać tutaj także Witkacego i Gombrowicza, Musila i Brocha.

Martin i Gunther zostają skazani na siebie w labiryncie luksusowego hotelu w bliżej nieokreślonym kraju arabskim, gdyż spóźnili się na lot do Europy. Z każdą chwilą atmosfera się zagęszcza a możliwość ucieczki staje się coraz mniej realna. Krąg przeczuć i fatalnych intuicji zaciska się coraz bardziej. Katastrofa wisi w powietrzu.

Atmosfera „Imitacji życia” to klimat nadciągającej burzy, przed którą nie ma gdzie się schronić. Bohaterowie, zdani na łaskę i niełaskę miejscowych, próbują panować nad emocjami i zachować dystans, jednak czytelnik obserwuje iluzoryczność ich starań. Najbardziej poruszającym elementem tej powieści jest nieuchronność tego, co musi się wydarzyć.

W tym groteskowym, zamkniętym świecie bohaterowie próbują rozliczyć swoje życie, to wszystko, co łączy ich z oddalającą się coraz bardziej bezpieczną przystanią domu rodzinnego. Jednak z perspektywy zagrożenia dobrze widać wszystkie pęknięcia i niedoróbki cywilizowanego świata. Wszak Martin i Gunther uciekali przed tytułową „imitacją życia” w iluzję egzotyki i luksusu.

Jakoś nie widzę u Gaugera czytelnych polskich konotacji, pomimo że autor sam o tym wspomina na skrzydełku okładki. Dla mnie „Imitacja życia” jest o wiele bardziej uniwersalna. To powieść-labirynt o schyłku kultury Zachodu i o obawach współczesnego Europejczyka przed tym, co nadchodzi. A że ta nowa rzeczywistość nadchodzi jest rzeczą pewną. Owa dekadencja dzieje się w głowach bohaterów, którzy uświadamiają sobie jak bardzo są bezbronni wobec dylematów, z którymi muszą się zmierzyć. 

"Imitacja życia" to kolejna ważna publikacja Ha!artu, która każe nam się zastanowić nad miejscem i czasem, w którym przyszło nam żyć. To nie reportaże czy biografie definiujące i oceniające, dające diagnozy i recepty. "Imitacja życia" powstała z lęku jak łatwo się sami oszukujemy.

poniedziałek, 20 grudnia 2021

Recenzja książki Aleksandra Wiernego "Słabnące światło zachodzącego słońca".

                                                         zdjęcie okładki www.fundacjadf.pl



Już nigdy nie będzie takiego lata


„Już nigdy nie będzie takiego lata, takiej coca coli, nigdy papieros nie będzie tak pyszny, a wódka taka zimna i pożywna” – śpiewał w swoim wielkim przeboju Marcin Świetlicki. Słowa tej poezji pobrzmiewały mi przy lekturze „Słabnącego światła sierpniowego słońca” – ostatniej książki prozatorskiej Aleksandra Wiernego.

Aleksander Wierny to pisarz związany z częstochowskim środowiskiem literackim, wśród jego utworów mamy poezję i książki prozatorskie. Poezja to u Wiernego wymiar prywatny, liryka bardzo osobista i wyciszona. Z prozą jest inaczej – to w głównej mierze pisanie gatunkowe w oparciu o znane schematy pop-kultury. W dorobku pisarza znajdziemy kryminały, horror, a „Słabnące światło sierpniowego słońca” jest prozą drogi – celowo nie piszę, że ostatnia książka Wiernego jest powieścią, bo wszystko, co tutaj gatunkowe jest nacechowane poetycko.

Trójka bohaterów wyrusza w podróż donikąd. Ma to być ich ostatni zryw wolności i realizacja marzeń o świecie, gdzie nie ma jutra. Motywy przytoczone w książce znane są wielbicielom amerykańskiego kina i literatury, a że tych jest najwięcej, wydawać by się mogło, że nie ma to jak polski „road trip” i „będzie Pan zadowolony”.

Myślę, że większość miłośników literatury popularnej może mieć z tą książką problem. Przeniknięta jest ona poetyckim obrazowaniem, powracającymi refrenami a nawet paralelizmem składniowym, co odciąga czytelnika od samej akcji w stronę meliczności i rytmu. Co więcej, proza ta ma charakter dialogowy – momentami miałem wrażenie, że czytam listę dialogową scenariusza filmowego. Mimo że autor stara się za wszelką cenę trzymać konwencji powieści drogi, to formalnie odebrałem ją jako poetycki scenariusz ewentualnie jako poemat o filmach drogi.

„Słabnące światło sierpniowego słońca” jest pisane prozą poetycką i filmową zarazem. Dla mnie kluczem do tej nietypowej książki był „trip” – poddanie się dekadenckiemu nastrojowi, obrazom i kolorom, rytmowi i muzyce, którymi emanuje to pisanie. I gdy odpuściłem, wtedy poczułem, że to jest dobre, że zabieram się w tę podróż. Tak miałem JA, lapsus, recenzent trzeciej kategorii.

A oprócz „I love supreme” w głowie pobrzmiewały mi tekst, że:

Nad horyzontem błyska się i słychać szczęk żelaza”.

 

sobota, 4 grudnia 2021

Recenzja książki Niny Weijers "Konsekwencje" wyd. Ha!art

 


Sztuka szuka życia


Pytania o granice sztuki, o jej przenikanie z rzeczywistością, nie są niczym nowym. Dyskusje na temat sztuki konceptualnej i performatywnej toczą się przynajmniej od drugiej połowy XX-go wieku, więc samo zjawisko wydaje się z perspektywy czasu niemal klasyczne. Czy nie jest jednak tak, że w sensie szerokim w recepcji sztuki zatrzymaliśmy się w wieku XIX? Impresjonizm, van Gogh, ekspresjoniści, może faktycznie Picasso i Dali z całym bagażem dyskursu z poprzednikami mogą tu stanowić punkt odniesienia. Ale nie Warhol, nie Pollock, nie Basquiat, nie Francis Bacon – artyści wszak już przebrzmiali. A może Jeff Koontz, Joseph Beuys, Katarzyna Kozyra, Zbigniew Libera? Nie, naprawdę, tak daleko nasze pojmowanie sztuki nie sięga!

Fototapeta z Klimtem. Słoneczniki namalowane własnoręcznie wyglądają lepiej niż oryginał. Matejko wyhaftowany w wolnych chwilach pod seanse „Na dobre i na złe”.

Nina Weijers jest Holenderką, Nina Weijers urodziła się w 1987 roku, czyli ma 24 lata, Nina Weijers jest literacką debiutantką. Debiutancka powieść Niny Weijers nosi tytuł „Konsekwencje”. Debiutancka powieść Niny Weijers „Konsekwencje” jest poświęcona sztuce współczesnej. Na pewno?

Nauczyciel z dobrego liceum w Częstochowie, z którym rozmawiam, opowiada mi o tej szmirze, malarstwie Pollocka. Pollock zabił się w 56. 67 lat temu już go nie było! W jakiej świadomościowej czarnej dziurze jesteśmy i kogo to obchodzi? Banieczki żyją z grantów i nie bardzo ich to interesuje. Ludzie mają swoje problemy. I makaty z papieżem.

Nina Weijers, 24-letnia debiutantka, pisze brawurowo, pisze ze świadomością konstrukcji, pisze, że nie sposób się oderwać od jej książki. Książka Niny Weijers jest o sztuce? Sztuka konceptualna, której twórczynią jest główna bohaterka „Konsekwencji”, Minnie Panis, jest pretekstem. Sztuka współczesna w powieści Niny Weijers zderza się z życiem, staje się zwierciadłem, w którym mamy się odbić; sztuka Minnie Panis staje się tym, czym winna być każda sztuka – syntezą tego, co nosimy w sobie, naszych tajemnic, strachów, traum. To niebywałe, wręcz magiczne jak życio-sztuka Minnie Panis uwodzi czytelnika i prowadzi przez swój labirynt.

Nina Weijers mówi o sztuce, która jest pretekstem. To jest sztuka, która jest potrzebna, by zrozumieć. W swej istocie powieść „Konsekwencje” Niny Weijers, 24-letniej holenderskiej debiutantki, jest o losie, jest o empirycznej próbie zrozumienia losu poprzez sztukę, gdy zacierają się granice twórczości i rzeczywistości. Ta sztuka wyzwala i zaprasza do wyzwolenia. Od strachu, od bólu, od uwikłania. Do wyzwolenia zaprasza też pisarstwo 24-letniej holenderskiej debiutantki, Niny Weijers.

Nie wiem na ile to możliwe. Coraz częściej czuję, jakbym był częścią jakiegoś RPGa.

Oczywiście debiutancka powieść 24-letniej holenderskiej autorki Niny Weijers ma swoje wady. W tej powieści nie ma niczego o lgbt, niczego o Strajku Kobiet, niczego o aborcji, niczego o patriarchacie, niczego o aborcji, niczego, co wypełnia polskie muzea sztuki współczesnej, tak że strasznie ciężko zaprząc ją do kierata politycznego sporu we współczesnej Polsce. A że wszystko jest polityczne, powieść ta właściwie może zostać tutaj uznana za niepotrzebną.

Zawiedzionych zapraszam na Netflixa, a sam po raz kolejny dziękuję wydawnictwu Ha!art za literackie odkrycie tego roku i tłumaczce, Jadwidze Jędryas, za to że nie mogłem się od tych „Konsekwencji” oderwać.